środa, 31 grudnia 2014

postanowienie


Każdy ma jakieś postanowienie na rok 2015, a nawet jeśli nie, to z pewnością powtarzał w ostatnich dniach "W przyszłym roku.......". Ja w przyszłym roku postaram się kończyć to, co zaczęłam (kto wie? może nawet napiszę magisterkę :P). Zacznę od kończenia rysunków, a tym czasem zostawiam Was z zapowiedzią :)

SZCZĘŚLIWEGO ROKU 2015
niech spełnią się Wasze najskrytsze marzenia :*

piątek, 26 grudnia 2014

złote wstążki


zdjęcie nr 1

Mój kot gardzi malowaniem paznokci. Nie przypadł mu do gustu ani zapach lakieru, ani zmywacza. No ale cóż, za odkurzaczem też nie przepada, a sprzątać trzeba. O ile tego drugiego nie da się ograniczyć (trzeba było nie gubić sierści jak głupia), to z paznokciami można pokombinować. Na początek maluję wszystko na czarno, przy czym jeden pazurek pozostawiam miedziano złoty. Geometryczne wzory tworzę za pomocą taśmy w takim samym, miedzianym odcieniu złota (zdjęcie nr 1).


zdjęcie nr 2

Żeby zmienić lub odświeżyć manicure, nie poświęcając całości wiele czasu, wystarczy pomalować przestrzenie między taśmami, po czym odkleić paseczki. Można to zrobić kiedy kot nie patrzy :P

Enjoy <3 p="">

wtorek, 23 grudnia 2014

a co jest jutro?

To już ostatnia chwila na pakowanie prezentów. Jeśli pod choinką będzie ich dużo, z pewnością przydadzą się przywieszki z imionami... 


...lub karteczka z inicjałem do przyklejenia. Takie detale ozdobią nawet paczkę opakowaną w szary papier :)


...a jeśli jesteś Perfekcyjną Panią Domu i doskonale wiesz jak usadzić gości przy stole, możesz wykonać takie oto karteczki-renifery. One też mogą posłużyć jako karteczki na prezenty...


sobota, 13 grudnia 2014

Książka: Sprzedana. Moja historia, Sophie Hayes

Sophie jest młodą, w miarę szczęśliwą kobietą. Można by powiedzieć, że przeciętną. Żadnych większych tragedii, ani biedna, ani bogata, po prostu zwyczajna. Wyróżnia ją może tylko to, że jako dziecko nie bardzo czuła się kochana przez ojca. Prawdopodobnie przez jakiś czas zabiegała o jego miłość. Potem po prostu zaczęła się go bać, takim dziecięcym, prostym strachem, aż w końcu zobojętniała, odpuściła sobie. Chyba dlatego była zawsze troszkę wycofana w kontaktach damsko-męskich. Niespecjalnie je inicjowała. Niezbyt chętnie w nie wchodziła. Zwyczajna, ale nieco niedopieszczona, za mało kochana. Trochę pusta. Pustkę można jednak wypełnić - dobrem lub złem, a sprawny manipulator łatwo wykorzysta taki brak do wzbudzenia w miłej dziewczynie poczucia winy. Szybko ją omami i całkowicie wypierze jej mózg. Ta pustka to wytrych do umysłu, ciała i duszy. A jeśli jest się już w środku, łatwo kontrolować to, co na zewnątrz. Zwabiona wizją wakacji we Włoszech Sophie, łatwo wpadła w pułapkę zastawioną przez jej długoletniego przyjaciela, bo nigdy nie sądziła, że ktoś, komu zwierzała się z najskrytszych sekretów, ktoś, kto zna ją chyba lepiej, niż ona sama siebie, wykorzysta każdy, najmniejszy, skrawek jej jestestwa przeciw niej samej.

Sprzedana to nie thriller, to nie sensacja, ale prawdziwa i przerażająca historia zwyczajnej kobiety. To historia, która otwiera oczy na problem handlu ludźmi. Czytelnik z niedowierzaniem odkrywa, że sprzedany może być każdy, że mogą porwać Cię w jakimkolwiek miejscu i o dowolnej porze, a wejście w rolę ofiary jest prostsze i szybsze niż mogłoby się wydawać... Całkowicie wyjść z tego stanu jest jednak prawie niemożliwe. Z drugiej strony opowieść przeciwstawia się opinii społeczeństwa odnośnie prostytutek, a raczej powodów, które pchają dziewczyny na ulicę - bo, jak bardzo trywialnie by to nie zabrzmiało, te dziewczyny czasem na prawdę nie mają wyjścia.

I choć ta prawda jest przygnębiająca i może wywrócić do góry nogami nie jeden światopogląd, to równolegle istnieje jeszcze druga prawda - niestety książka jest przeraźliwie, fatalnie, okropnie nudna... Tego produktu nie uratuje intrygująca okładka, ani zgrabny tytuł. Ze wstydem przyznaję, że ostatnie rozdziały czytałam już z takim trudem, że poważnie rozważałam porzucenie książki niedoczytanej. Mimo strasznych przeżyć dziewczyny, wielokrotne powtórzenia, chaos panujący w całej narracji i infantylny styl niezwykle psuły wrażenie. Niekiedy zdawało mi się, że wraz z autorką kręcę się w kółko, widzę obrazy, które już mi pokazywała, sceny, które opisała wcześniej. To deja vu mocno utrudniło mi lekturę i skutecznie zapadło w pamięć, zupełnie zacierając prawdziwe przesłanie książki.  Kiedy na koniec okazało się, że po komentarzu Matki Sophie następują jeszcze kolejne, lekko się załamałam, choć te wypowiedzi okazały się nieco lepsze od trzonu opowieści i być może tylko dlatego przez nie przebrnęłam.

Niestety tej książki nie polecam, szczególnie, że problem handlu ludźmi na całym świecie można zgłębiać w nieco bardziej strawny sposób.

foto empik.com

sobota, 29 listopada 2014

a trip to: Łódź

Łódź to miasto, które kojarzy się głównie z fabrykami. Okazuje się jednak, że to miasto kamienic, dworków i rezydencji potentatów przemysłowych; piękne, może trochę zaniedbane i gotowe na odkrycie.

Ulica Piotrkowska

Chcąc nie chcąc, trafi na nią każdy turysta. I dobrze, bo warto...



OFF Łódź

 Miasto oferuje wygłodniałemu turyście ciekawe i klimatyczne miejsca. Dla chętnych pubingu OFF z pewnością stanie się miejscem docelowym...



Brama

W Łodzi zdecydowanie trzeba zaglądać we wszystkie zakamarki - można znaleźć tam wiele ciekawych elementów architektonicznych, piękne, drewniane bramy oraz przytulne kawiarenki...



... czasem znajdzie się coś dla miłośników kotów :3

Krok w bok

W Łodzi zdecydowanie warto się zgubić - wystarczy skręcić w pierwszą lepszą ulicę. Taka już jest ta magiczna Łódź...



piątek, 21 listopada 2014

miętowy mustasz


Pogoda jak widać, a skoro praca jest ze mną w domu, to robię sobie przerwę na miętę :3

CORAL Prosilk nr 156, 11ml, Delia, ok 5 zł %

ocena:
To jeden z moich ulubionych lakierów; pomimo swojego wieku (jest ze mną już półtora roku) nie zgęstniał i nie rozwarstwił się, wciąż bardzo dobrze trzyma się płytki i ładnie się prezentuje. Duża buteleczka gwarantuje, że produkt nie skończy się szybko, a firma proponuje wiele ciekawych kolorów i to w przystępnej cenie. 
Osobiście wydaje mi się, że największy problem z tym lakierem, to jego dostępność. Odkąd widziałam go w 'promocyjnym koszyczku' w Piotrze i Pawle, te półtora roku temu, nie spotkałam się z nim w żadnej sieciowej drogerii. Polecam szukać go więc w jakichś pomniejszych sklepikach i zaopatrywać się hurtowo :P

 Nail Stickers, Claire's, cena 10 zł %

ocena:
Nie lubię naklejek na paznokcie, ale co tu dużo mówić, te mnie urzekły :3 Opakowanie zawiera mustasze w kolorze pudrowego różu (i z ich zużyciem z pewnością będę miała problem) oraz czarne (które zapewne zużyję zbyt szybko), w różnych rozmiarach i kilku wersjach 'zaczesu' wąsa. Mam wrażenie, że naklejki trzymają się pazurka całkiem zawzięcie i jestem tym faktem mile zaskoczona, szczególnie, że niedawno ponownie zraziłam się do tej metody zdobienia (zobacz post koronka). Mustasze wyglądają jednak bardzo sympatycznie, a zabezpieczone warstwą lakieru nawierzchniowego pozostaną na swoim miejscu :)

wtorek, 18 listopada 2014

Premiera: Ziemia wojny, Julia Łatynina

Dżałamudin i Arzo znają się już od dawna. Są braćmi, nie z jednej matki, ale z wyboru. To jednak nie przeszkadza im w zimnej i rzeczowej ocenie wspólnych (lub sprzecznych!) interesów. W tym kraju interesy to świętość i nikt nie powinien stawać na drodze między nimi, a ludźmi, którzy je robią. Bo interesy to pieniądze, a dzięki nim można wszystko. Pieniądze kupią Ci broń, skłócą Twoich wrogów, odbiorą im rodziny i zabiorą ziemię. Pieniądze otworzą Ci drzwi na salony, otworzą zresztą drzwi dokądkolwiek zechcesz. Kupią też przyszłość... choć krótką i niepewną. W tym kraju nie masz jednak wyjścia, kupujesz albo to Ciebie kupują - takie jest tu życie. To Republika Awarii Północnej - Dargo. To kraj, który nie istnieje. Ale mógłby...

To co w tej książce zaskakuje najbardziej to fakt, że jej autorem jest kobieta. Julia Łatynina podaje nam półmisek pełen terroru i obficie polewa gęstym sosem absurdu, w najlepszym stylu. Nie ma tu strony, która nie wywoła w czytelniku cichego zdumienia. Tu nikogo się nie żałuje, bo nikt nie jest dobry czy zły. Autorka opisuje wszystko z bezczelną dziecinnością: to suche fakty i chociaż każdy ma swoje racje i swoje powody, to są one takimi samymi pustymi i beznamiętnymi faktami, jak wszystko inne. Nie ma czasu na wdarcie się w psychikę ludzi. Jest tylko brutalna wojna - bez końca, bez celu, bez sensu. Ten dziki świat zmienia się jak w kalejdoskopie: bohaterowie raz się przyjaźnią, raz rozstrzeliwują, czasem tylko trochę nienawidzą. Taka jest ich rzeczywistość. Tu załatwia się wszystko odpowiednim kalibrem albo odpowiednią kwotą. Nie ma czasu na dyskusje i wszyscy znają swoje miejsce. Jeśli nie to znaczy, że są już poza systemem, są zbędni.

Wszystko jest w tej książce jest nie tak, bo język nie pasuje do akcji, akcja nie pasuje do opisów, a opisy nie pasują do bohaterów. Całość jest jednak doprawdy wybuchowa. Z prostymi dialogami, czasem prostackimi i banalnymi kwestiami, niesamowicie kontrastują opisy, ciekawe porównania, sformułowania w których wręcz kują słowa typu "puszysty", tak bardzo nie na miejscu, jak to tylko możliwe. I sam czytelnik wydaje się być tu trochę nie na miejscu, a każda scena staje się bardziej intymna i niewiarygodna, niż jakakolwiek wcześniej. I z całego tego chaosu, absurdu i huku wystrzeliwanych pocisków, wyłania się niezwykle ciekawy obraz, karykatura państwa, którym niczym marionetką, poruszają pieniądze, układy i siła.

Ziemia wojny mogłaby uchodzić za książkę opartą na faktach i faktami operującą. To niemalże podręcznik dla każdego terrorysty amatora - zbiór zadań i kompendium wiedzy, opisane niezwykle szczegółowo i zupełnie bez ogródek, w zabawny i jednocześnie przerażający sposób. 

POLECAM!!! W szczególności miłośnikom absurdu...

Za moją część tego absurdu dziękuję Wydawnictwu Feeria


PS Swój możecie kupić tu - Ziemia wojny

poniedziałek, 10 listopada 2014

pościelowe mani


Moje pazurki przeżyły ostatnio serię niefortunnych zdarzeń. Obecnie jest już lepiej (serio!), a ponieważ nikt nie jest doskonały, nie rezygnuję z manicuru. Staram się jednak, żeby to nie 'chory' okaz wybijał się na pierwszy plan... I choć tym razem wyszło nieco pościelowo, to jestem całkiem zadowolona :)



Leather Nail Polish nr 1, 8,5 ml, Wibo, cena 6,99 zł

ocena:
 Nie wiem co sobie myślałam, czytając napis "Lakier do paznokci imitujący efekt skóry", umieszczony z tyłu nakrętki. Prawdopodobnie, że lakier będzie imitował efekt skóry... No niestety. Choć produkt ogólnie bardzo przypadł mi do gustu, bo dość sensownie trzyma się paznokci i ładnie kryje, to mam pewne zastrzeżenia, co do napisu "LEATHER" i przypominam, że "SKIN" to również skóra i to ta, którą otrzymany efekt nieco bardziej przypomina :P





Nail Polish Dust & Diamonds, 9 ml, H&M, wymiana

ocena:
Przyznam, że od dawna ciekawiły mnie kosmetyki
marki H&M. Skorzystałam więc z okazji wymiany na taki oto kawowy lakier. No i jestem zadowolona. Odcień na paznokciu jest tylko odrobinę ciemniejszy, niż ten w formie płynnej - kolory są więc wiarygodne. Lakier ładnie kryje (przy dwóch warstwach) i nie odpryskuje w przeciągu nanosekundy, czego się po nim spodziewałam :P


Smokey Top Coat, 6 ml, ASTOR, cena 3,99 zł %

ocena:
Ten top ma za zadanie przyciemnić dowolny lakier (niektóre firmy oferują zestawy topów i specjalnych lakierów, które stosowane razem również dają efekt). Posiada konsystencję zwykłego lakieru do paznokci, łatwo się rozprowadza i wygląda jak zwykły, bardzo słabo napigmentowany, czarny lakier z drobinkami brokatu. Dzięki temu kolor bazowy przyciemnia się o jeden ton i dodatkowo zyskuje delikatne roziskrzenie. Stopień przyciemnienia można regulować ilością nałożonych warstw. To fajny gadżet i z pewnością jeszcze go użyję :)




czwartek, 6 listopada 2014

Książka: Norweskie noce, Derek Miller

W życiu każdego człowieka nadchodzi moment, w którym wystarczy już tylko usiąść na krześle w kuchni, z kawą w jednym i gazetą w drugim ręku i czekać na śmierć. Osiemdziesięciodwuletni Sheldon Horowitz, który po stracie ukochanej żony, zostawił za sobą przeszłość i z Nowego Jorku przeprowadził się do Oslo, do swojej wnuczki, w takiej mniej więcej pozycji czekał na swój kres. Sądził, że w tym obcym, nieprzyjaznym kraju, niewiele go już spotka. Jednak zamiast odzianej na czarno postaci, której się spodziewał, pewnego dnia, do jego drzwi zapukała przerażona, młoda cudzoziemka. Wraz z nią, staruszek zaprosił do swojego domu małego chłopca, z wizerunkiem misia Paddingtona na kaloszach, oraz brutalnego mordercę. Sheldon nie zdołał uratować matki malca, ale jednocześnie, w chwili jej śmierci, zyskał misję: ukryć i ocalić dziecko przed zabójcą jego matki, prawdopodobnie będącym też ojcem chłopca. 

Książka Norweskie noce ochrzczona została mianem "jednej z najlepszych książek tego roku" wg Herald Sun, Australia i "kryminału na najwyższym poziomie" wg The Guardian. A ja sama nie wiem, jak podejść do recenzji tej pozycji. Czemu? Bo to książka wielopłaszczyznowa, literatura, która wymyka się prostej klasyfikacji, taka książka, którą zawsze chciałoby się dopiero zaczynać, a nigdy kończyć. Zamiast zwyczajnej recenzji, postanowiłam więc rozszyfrować kilka sformułowań - kluczy, które znajdziecie w cytatach, przytoczonych na tylnej części okładki tej niezwyczajnej książki:

  • 'pełna czarnego humoru' - nie jestem pewna, czy ten rodzaj humoru można nazwać czarnym. To raczej sposób postrzegania świata, typowy dla sarkastycznej, niezważającej na opinię innych, starszej osoby. Osobiście bardzo przypadł mi do gustu. Oby w wieku 82 lat każdy z nas mógł dorównać mu elokwencją i ciętym językiem...
  • 'ludzka' - bo porusza wiele ludzkich spraw i związanych z nimi uczuć. To nie tylko pusty kryminał, dla żądnych wartkiej akcji. To książka-spowiedź, próba pogodzenia się z przeszłością i wybaczenia samemu sobie. Książka o każdym...
  • 'chwytająca za serce' - rozczulająca i ujmująca, niczym Paddingtony z kaloszy osieroconego dziecka. Pełna miłości dziadka do wnuczka, połączonych przypadkiem; miłości, która trochę się zagubiła, trochę zbladła i potrzebowała zapalnika, iskry, która nadała siły zapomnianemu uczuciu...
  • 'pełna wiarygodnych postaci' - dla mnie wiarygodną postacią jest tu zdecydowanie Sheldon. Kojarzy mi się on z moją zmarłą już niestety Babcią. Sądzę, że byłaby zdolna do wszystkiego, co opisano w książce :3
  • 'wyjątkowa charakterystyka bohatera' - charakterystyka brutalna, szczera i obnażająca. Opis człowieka pełnego wad i dobrych chęci. Opis prawdziwej, żywej istoty ludzkiej...
  • 'trzymająca w napięciu' - trzymająca i ciekawa, a przede wszystkim zaskakująca. W czasach, w których wszystko już było, wszystko jest powtórką, a nas samych niewiele już zaskakuje, Norweskie noce to opowieść o nietuzinkowym człowieku, ale wciąż człowieku, nie płaskiej postaci z brawurowego filmu akcji, a to prawdziwe życie i prawdziwi ludzie mimo wszystko wciąż jeszcze zaskakują...


'satysfakcjonująca' - z pewnością :3


Swoją własną, nówkę sztukę nieśmiganą, możecie kupić na stronie Wydawnictwa Feeria, któremu bardzo dziękuję za egzemplarz recenzencki.


środa, 5 listopada 2014

Zapowiedź...


Data premiery: 19 listopada 2014 r.

Wyjątkowa, kontrowersyjna, głośno komentowana w Rosji powieść o Kaukazie autorstwa Julii Łatyniny, niezależnej dziennikarki rosyjskiej, porównywanej do Anny Politkowskiej.

Julia Łatynina pisze o ludziach, dla których wojna jest jedynym znanym im sposobem na życie i zarabianie pieniędzy. Daje nowy, złożony obraz Kaukazu i mentalności jego mieszkańców na tle negatywnego wizerunku Rosjan. W jej książce wszyscy są terrorystami, a różni ich jedynie to, że są po przeciwnych stronach barykady.
Karty książki wypełniają brutalne akty przemocy, walka, zdrady, krótkotrwałe sojusze, cyniczne bohaterstwo. Ostra, mocna proza, która zapiera dech.

czwartek, 23 października 2014

Książka: Jak dawniej leczono, Nathan Belofsky


Medycyna zawsze była dziedziną dość kontrowersyjną. Lekarze budzili respekt, ale i strach. Kojarzyli się z bólem i śmiercią. Rzadko udawało im się świadomie wyprowadzić kogoś z choroby, nierzadko zaś pogarszali oni stan pacjenta.

Wykonawcy tego nierozerwalnie powiązanego z ludzką cielesnością zawodu, już od czasów starożytnych, sami sobie zamykali drzwi do wiedzy, z oburzeniem pieczętując je zasadami etyki i moralności. Każda próba złamania tych pieczęci, kończyła się nagonką, potępieniem i wykluczeniem niedoszłego badacza.

Przekazy o sposobach leczenia, składach leków, praktykach towarzyszących procesowi leczenia i w reszcie wypowiedziach i przekonaniach samych medyków i lekarzy, wywołują obecnie uśmiech niedowierzania. Znika on jednak z chwilą, kiedy zadamy sobie pytanie, co (lub kto) było  tak naprawdę największą plagą minionych epok?

Książkę podzielono na cztery rozdziały. Znajdziemy tu szczegóły dotyczące leczenia w starożytności, średniowieczu, renesansie oraz w czasach tzw "medycyny heroicznej". Pierwsze dwie części potraktowano dość pobieżnie. Dużo tu nieuporządkowanych informacji, które często niezbyt logicznie próbują połączyć się w całość, pozostawiając wiele do życzenia i jeszcze więcej do uzupełnienia. Na szczęście, po przebrnięciu przez dwa pierwsze (skądinąd niezbyt długie) rozdziały, o których brakach i raczej poglądowej formie, rzetelnie informuje z resztą wstęp, następuje ciekawy zwrot w formie przekazu. W dwóch kolejnych częściach informacje są znacznie bardziej uporządkowane; znajdziemy tu obszerne podrozdziały, z których każdy dotyczy odrębnego tematu. Dzięki zabiegowi pogrupowania zagadnień w taki sposób, czytelnik otrzyma wiele ciekawych, często zaskakujących faktów. Te dwie części czyta się z prawdziwą przyjemnością, a na pewno z zaskoczeniem i niedowierzaniem. Niestety tu również nie obyło się bez niedociągnięć - czasem brak bowiem w tej treści kotwicy, daty czy lokalizacji, co utrudnia osadzenie całości w jakimś konkretnym miejscu i odniesienie do innych, opisanych w książce, zdarzeń czy osób. Jednak dla chcącego, a tym bardziej dla żądnego wiedzy, nic trudnego. Autor oferuje czytelnikowi dwa narzędzia: szczegółowy indeks pomaga w odnalezieniu interesujących nas nazwisk i haseł rzeczowych, a dwudziestostronicowa bibliografia przyprawia o zawrót głowy i ucieszy każdego, kto postanowi pogłębić wiedzę. Źródła i publikacje pogrupowano według zagadnień, łatwo więc wybrać tylko te działy, które szczególnie nas zainteresowały, a książkę można wtedy potraktować jako ciekawy wstęp.

Podobno książki nie ocenia się po okładce. Ta publikacja zwraca jednak uwagę piękną formą, której nie da się nie zauważyć, biorąc ją do rąk; jest dopracowana w najmniejszym szczególe, podział jest jasny i przejrzysty, rozdziały oddzielono dopasowanymi stylistycznie rycinami, które jednocześnie intrygują i wzbogacają treść. Mimo kilku niedociągnięć polecam miłośnikom medycyny, historii i horroru. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu RM


piątek, 17 października 2014

wystawa: Muzeum Mercedesa w Stuttgart'cie


Na początku był koń, a potem już tylko piękne i drogie samochody Mercedesa...


Muzeum Mercedesa przypomina wielkiego ślimaka. Zwiedzanie zaczynamy od najwyższego piętra, kolejne, połączone są nie schodami, ale pochyłymi galeriami. Piętra przeznaczono pod ekspozycję konkretnych modeli samochodów, galerie prowadzą nas przez historię motoryzacji i samej firmy.


model samochodu dostawczego, 1900 rok, skala 1:5


Muzeum Mercedesa, to nie tylko samochody. Znajdują się tu zdjęcia, plakaty i ciekawostki dotyczące motoryzacji. Specjalnie przygotowane modele części można samodzielnie wprawiać w ruch. Wystawa obejmuje również przedmioty związane z wyposażeniem aut, ale też inspirowane marką.





utwór muzyczny inspirowany marką

 Aż trudno uwierzyć, że w początkach historii wyścigów samochodowych, uczestnicy dbali raczej o wygląd, niż o bezpieczeństwo. Zapewne często ratowała ich mniejsza prędkość, używana przez auta wyścigowe.



od lewej: koszula (rok 1922), akcesoria rajdowe (rok 1910), 
akcesoria rajdowe (rok 1935), rękawiczki i buty (rok 1939)

niedziela, 5 października 2014

Pazurki: koronka


Lakier Top Flex nr 233, 11 ml, Pierre Rene, wymiana

ocena:
To chyba mój ulubiony lakier. Odcień nr 233 jest dziwną mieszaniną szarości i fioletu. Kolor jest głęboki, a lakier trwały. Bardzo dobrze się nakłada - szerokim pędzelkiem łatwo się operuje, a ponieważ lakier ma bardzo przyjemną konsystencję dwie warstwy dają idealne krycie. Zdecydowanie polecam i chętnie skuszę się na inne kolory z tej serii :)


samoprzylepna koronka

ocena:
Nie jestem fanką naklejek i po tym doświadczeniu raczej nie widzę szans na pozostanie nią w przyszłości. Co prawda efekt jest miły dla oka, jednak dość krótkotrwały. Naklejki nałożone na zbyt mokry lakier 'wgniatają' go i rolują się; nałożone na dobrze wyschnięty lakier odstają i wymagają dużej ilości warstw zabezpieczających - inaczej kruszą się, łamią i odrywają od całości. Nie polecam i sama więcej się nie skuszę :/


Lakiery:
Naklejki: Born Pretty Store
Biżuteria: vinted