piątek, 16 maja 2014

Książka: Woroszyłowgrad, Serhij Żadan

Zniknął brat Hermana i nikt nie ma pojęcia, gdzie się podział. Brat Hermana to swój chłop, kto mógłby się więc spodziewać, że zniknie tak nagle, nie informując dokąd i na jak długo wyjeżdża. Jego przyjaciele, a jednocześnie pracownicy stacji benzynowej, którą prowadził, Kocza i Szura, postanawiają skontaktować się z Hermanem, mianując go tym samym na tymczasowego szefa. Herman ociąga się i w końcu niechętnie wyrusza w podróż, na której końcu majaczą dawno nie widziane twarze i mały biznes brata. Na jeden dzień - tłumaczy - góra na dwa. Rozejrzy się tylko, załatwi co trzeba i wróci do miasta, do pracy i do swoich obowiązków. Brat przecież nie zapadł się pod ziemię...

Być może, gdyby Herman wiedział, jak bardzo się myli, nigdy nie ruszyłby w tę drogę. Ominęłyby go z pewnością drobne przyjemności, takie jak walka z trzęsącymi okolicą kukuruźnikami, podpalona cysterna z benzyną, znajomość z Katią, zjawiającą się ni stąd ni zowąd, w towarzystwie wiernej suni, Pachmutowej, czy suszenie przemoczonych ulewą ubrań, wraz z księgową, pociągającą i zwariowaną Olgą...

Hermana czeka jednak o wiele więcej. Z początku mocno wierzy, że brat niedługo wróci. Wkrótce coraz bardziej przyzwyczaja się do zaistniałej sytuacji i ludzi, którzy niespodziewanie wkradają się do jego serca, wraz ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. Herman znajduje tu swoje miejsce, choć nie jest to bezpieczna przystań, a wydarzenia do końca nie pozwalają zwątpić, że raczej się taką nie stanie. Jednak sama świadomość przynależności budzi w głównym bohaterze uczucia, o które nawet się nie podejrzewał.

Najważniejsze - powiedział Traumowany - żebyś nie brał sobie wszystkiego, co tu zobaczysz, za bardzo do serca. Bo kto wie, co tu zobaczysz.

Woroszyłowgrad, nieistniejące dziś miasto na Ukrainie. Prawa logiki tu nie obowiązują, czas rozpływa się między palcami, drogi prowadzą donikąd, a jawa miesza ze snem, a być może to sen miesza się z jawą. Ta książka jest jak ścieżka wśród drzew, która prowadzi nie wiadomo dokąd, choć wiadomo, że czasem mogłaby prowadzić lepiej i łatwiej. Serhij Żadan nie owija w bawełnę, nie słodzi. Każde przekleństwo jest tu uzasadnione, każdy obraz ma swoje miejsce, choć opisywane zdarzenia, wydają się niekoniecznie mieć związek z całością, a niektóre wątki przyjmują formę dygresji staruszka, który niezbyt pamięta, do czego chciał nawiązać i po co. To książka niebanalna i nieprzewidywalna, pozycja, która pobudzi wyobraźnię i nie pozwoli o sobie szybko zapomnieć.

foto net

6 komentarzy:

  1. Mnie już sama okładka oczarowała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny blog ♥
    Jestem tutaj po raz pierwszy i na pewno nie ostatni :*
    zapraszam do mnie :)
    może obserwacja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety nie wymieniam się obserwacjami, ale mam nadzieję, że mimo wszystko wciąż będziesz mnie odwiedzać :)

      Usuń
  3. Okładka faktycznie bardzo przykuwa uwagę, mam nadzieję że treść również ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. to ciekawe - książkę przeczytałam z polecenia i gdyby nie to, pewnie nie zwróciłabym na nią uwagi, właśnie ze względu na okładkę :3

    OdpowiedzUsuń

lubię, jak zostawiacie mi komentarze :3