środa, 27 sierpnia 2014

Książka: Ukrainka, Barbara Kosmowska

Iwanka zmierza właśnie do Warszawy. Wraz z ukochaną wiolonczelą i zasmuconą wyjazdem córki matką, pozostawiła w domu samą siebie. Na chwilę. Niedługo wróci, wzięła przecież taką malutką walizkę. Z resztą, po co jej więcej, jedzie do Mykołki, on da jej wszystko - miłość, nadzieję, ciepłe pocałunki, których tak jej brakowało. Trochę już wwiercił się w to warszawskie życie, powolutku zagarniając sobie coraz większą przestrzeń - mieszkanie, praca, klub, w którym gra prawie co wieczór. Mykoła już tam żyje. Do całości brakuje mu tylko jej. Ale Warszawa nie jest dla Iwanki tak przyjazna. Mykołka też jakby inny, jakby wciąż dzieliła ich trasa pociągu ze Lwowa. Praca nie rzuca się jej z rękoma na szyję, a tylko nęci, przybrana w nieswoje, kolorowe piórka, obiecując duże pieniądze, ale zabierając całe życie, całą duszę i całą dumę. Te pieniądze też wcale nie takie duże, ale przecież własne. Poza tym Iwanka nie zna się na tym i może dobrze, że jest taka naiwna, że nie wie. Coraz bardziej rozczarowana, staje się coraz cięższa od łez i niespełnionych marzeń. Jest jednak silniejsza, niż mogło się jej wydawać, bardziej wytrwała, a może tylko beznadziejnie uparta. Stara się przecież i w końcu majowe słońce zaczyna grzać również w jej plecy. Coś zaczyna się w końcu układać, coś pasuje, choć trochę na siłę, trochę mniej niż powinno i jakoś nie tak. Wszystko jest jednym wielkim czekaniem, przynoszącym kolejne upokorzenia i rozczarowania i Iwanka niczego już nie rozumie. A może nie rozumiała od samego początku.

Ukrainka to nie jest łatwa książka, która pasowałaby do niedzielnej kawy i ciastka. To  poruszająca historia napisana w dość surowy sposób. Autorka nie rozczula się nad swoimi bohaterami, nie współczuje im, może nawet trochę ich wyśmiewa, trochę upokarza. Czytelnik doświadcza jednocześnie rzeczywistości, w której żyją główni bohaterowie, ale też wprowadzany jest w ciasne kłębki ich myśli. Zaczyna zadawać pytania: jak można żyć w taki sposób, jak można tak myśleć, być tak zniewolonym przez własne fobie? A przecież wszyscy tkwimy w schematach, czasem destrukcyjnych związkach i relacjach; ufamy stereotypom, bardziej niż samym sobie. 

Tym, co łączy bohaterów Ukrainki jest brak szacunku do samych siebie, brak wiary w siebie, brak zaufania własnym osądom. Bohaterowie boją się mówić, kontaktować, cieszyć i smucić poza swoim wnętrzem, wciąż upewniają się co do zdania innych, bo bez ich opinii nie istnieją, wydaje im się, że znikną, że zostaną odstawieni, porzuceni, jeśli się nie dopasują, nie sprostają oczekiwaniom. Boją się zaistnieć na własną rękę i trzymają się wygniecionego już w teraźniejszości miejsca, zamiatają swoje marzenia pod dywan wspólnych potrzeb, kruchego tu i teraz. I nagle ksenofobia staje się tylko tłem, na którym, niczym cienie, tańczą tkwiące w nas stereotypy: idealnej rodziny, idealnego domu, zachowania, stosunków społecznych, klasowych i wielu, wielu innych...

foto net

4 komentarze:

  1. Bardzo fajna recenzja :) Może sięgne po tę książkę. Nie jest idealna pod mój gust, ale kto wie? :D
    http://bailarina-de-color.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. O! Widzę, że to idealna lektura dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sięgnę z czystej ciekawości :)
    Nie dla mnie, ale spróbuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie napisana recenzja - naprawdę. Czytało mi się to przyjemnie i ani się spostrzegłam, a tutaj już koniec. ;) Ta książka naprawdę wydaje się być poruszająca, a taka tematyka jednak mnie przyciąga, więc... pewnie niebawem po nią sięgnę.
    Pozdrawiam,
    A.

    http://still-changeable.blogspot.com - będzie mi miło jeśli zajrzysz do mnie :)

    OdpowiedzUsuń

lubię, jak zostawiacie mi komentarze :3