czwartek, 23 października 2014

Książka: Jak dawniej leczono, Nathan Belofsky


Medycyna zawsze była dziedziną dość kontrowersyjną. Lekarze budzili respekt, ale i strach. Kojarzyli się z bólem i śmiercią. Rzadko udawało im się świadomie wyprowadzić kogoś z choroby, nierzadko zaś pogarszali oni stan pacjenta.

Wykonawcy tego nierozerwalnie powiązanego z ludzką cielesnością zawodu, już od czasów starożytnych, sami sobie zamykali drzwi do wiedzy, z oburzeniem pieczętując je zasadami etyki i moralności. Każda próba złamania tych pieczęci, kończyła się nagonką, potępieniem i wykluczeniem niedoszłego badacza.

Przekazy o sposobach leczenia, składach leków, praktykach towarzyszących procesowi leczenia i w reszcie wypowiedziach i przekonaniach samych medyków i lekarzy, wywołują obecnie uśmiech niedowierzania. Znika on jednak z chwilą, kiedy zadamy sobie pytanie, co (lub kto) było  tak naprawdę największą plagą minionych epok?

Książkę podzielono na cztery rozdziały. Znajdziemy tu szczegóły dotyczące leczenia w starożytności, średniowieczu, renesansie oraz w czasach tzw "medycyny heroicznej". Pierwsze dwie części potraktowano dość pobieżnie. Dużo tu nieuporządkowanych informacji, które często niezbyt logicznie próbują połączyć się w całość, pozostawiając wiele do życzenia i jeszcze więcej do uzupełnienia. Na szczęście, po przebrnięciu przez dwa pierwsze (skądinąd niezbyt długie) rozdziały, o których brakach i raczej poglądowej formie, rzetelnie informuje z resztą wstęp, następuje ciekawy zwrot w formie przekazu. W dwóch kolejnych częściach informacje są znacznie bardziej uporządkowane; znajdziemy tu obszerne podrozdziały, z których każdy dotyczy odrębnego tematu. Dzięki zabiegowi pogrupowania zagadnień w taki sposób, czytelnik otrzyma wiele ciekawych, często zaskakujących faktów. Te dwie części czyta się z prawdziwą przyjemnością, a na pewno z zaskoczeniem i niedowierzaniem. Niestety tu również nie obyło się bez niedociągnięć - czasem brak bowiem w tej treści kotwicy, daty czy lokalizacji, co utrudnia osadzenie całości w jakimś konkretnym miejscu i odniesienie do innych, opisanych w książce, zdarzeń czy osób. Jednak dla chcącego, a tym bardziej dla żądnego wiedzy, nic trudnego. Autor oferuje czytelnikowi dwa narzędzia: szczegółowy indeks pomaga w odnalezieniu interesujących nas nazwisk i haseł rzeczowych, a dwudziestostronicowa bibliografia przyprawia o zawrót głowy i ucieszy każdego, kto postanowi pogłębić wiedzę. Źródła i publikacje pogrupowano według zagadnień, łatwo więc wybrać tylko te działy, które szczególnie nas zainteresowały, a książkę można wtedy potraktować jako ciekawy wstęp.

Podobno książki nie ocenia się po okładce. Ta publikacja zwraca jednak uwagę piękną formą, której nie da się nie zauważyć, biorąc ją do rąk; jest dopracowana w najmniejszym szczególe, podział jest jasny i przejrzysty, rozdziały oddzielono dopasowanymi stylistycznie rycinami, które jednocześnie intrygują i wzbogacają treść. Mimo kilku niedociągnięć polecam miłośnikom medycyny, historii i horroru. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu RM


7 komentarzy:

  1. Ostatnio dane mi było obejrzeć film o zderzeniu średniowiecznej medycyny z arabską Avicenny . Jak lubisz taki klimat polecam - film Medicus . Dobry.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tak :) Spokojnie można by napisać książkę o dzisiejszej służbie zdrowia, myślę, że byłaby równie szokująca... Często ten temat poruszam i jest jedna rzecz, która mnie strasznie boli : gdzie się podziała taka ambicja ludzka? Gdzie są Ci lekarze z powołania?
    Nie oszukujmy się, studia medyczne, to bardzo ciężkie studia, jaki jest sens uczyć się te 12 lat tylko po to, żeby później mieć pieniądze, przyjmować w prywatnym gabinecie, przepisywać leki, które przedstawiciele farmaceutyczni zareklamowali (łapówką np.)? Gdzie są lekarze, którzy leczą, bo po prostu chcą ratować życie? :) To jest temat rzeka...

    OdpowiedzUsuń
  3. O tej książce już słyszałam. Ciekawa tematyka. Muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeczytaj - mimo niedociągnięć jest warta uwagi :)

      Usuń
  4. Zdałam sobie sprawę, że byłam u Ciebie już nie raz i nie wiem dlaczego do tej pory Cię nie zaobserwowałam... Już jednak to nadrabiam, bo piszesz naprawdę ciekawie i pamiętam, że zachęciła mnie Twoje recenzja "Ukrainki" do przeczytania tej książki. Co do powyższej - hmm, chyba jednak nie dla mnie. ;)
    Pozdrawiam,
    A.

    http://still-changeable.blogspot.com - będzie mi miło, jeśli zajrzysz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło - mam nadzieję, że kolejne recenzje również będą zachęcające :)

      Usuń

lubię, jak zostawiacie mi komentarze :3