wtorek, 18 listopada 2014

Premiera: Ziemia wojny, Julia Łatynina

Dżałamudin i Arzo znają się już od dawna. Są braćmi, nie z jednej matki, ale z wyboru. To jednak nie przeszkadza im w zimnej i rzeczowej ocenie wspólnych (lub sprzecznych!) interesów. W tym kraju interesy to świętość i nikt nie powinien stawać na drodze między nimi, a ludźmi, którzy je robią. Bo interesy to pieniądze, a dzięki nim można wszystko. Pieniądze kupią Ci broń, skłócą Twoich wrogów, odbiorą im rodziny i zabiorą ziemię. Pieniądze otworzą Ci drzwi na salony, otworzą zresztą drzwi dokądkolwiek zechcesz. Kupią też przyszłość... choć krótką i niepewną. W tym kraju nie masz jednak wyjścia, kupujesz albo to Ciebie kupują - takie jest tu życie. To Republika Awarii Północnej - Dargo. To kraj, który nie istnieje. Ale mógłby...

To co w tej książce zaskakuje najbardziej to fakt, że jej autorem jest kobieta. Julia Łatynina podaje nam półmisek pełen terroru i obficie polewa gęstym sosem absurdu, w najlepszym stylu. Nie ma tu strony, która nie wywoła w czytelniku cichego zdumienia. Tu nikogo się nie żałuje, bo nikt nie jest dobry czy zły. Autorka opisuje wszystko z bezczelną dziecinnością: to suche fakty i chociaż każdy ma swoje racje i swoje powody, to są one takimi samymi pustymi i beznamiętnymi faktami, jak wszystko inne. Nie ma czasu na wdarcie się w psychikę ludzi. Jest tylko brutalna wojna - bez końca, bez celu, bez sensu. Ten dziki świat zmienia się jak w kalejdoskopie: bohaterowie raz się przyjaźnią, raz rozstrzeliwują, czasem tylko trochę nienawidzą. Taka jest ich rzeczywistość. Tu załatwia się wszystko odpowiednim kalibrem albo odpowiednią kwotą. Nie ma czasu na dyskusje i wszyscy znają swoje miejsce. Jeśli nie to znaczy, że są już poza systemem, są zbędni.

Wszystko jest w tej książce jest nie tak, bo język nie pasuje do akcji, akcja nie pasuje do opisów, a opisy nie pasują do bohaterów. Całość jest jednak doprawdy wybuchowa. Z prostymi dialogami, czasem prostackimi i banalnymi kwestiami, niesamowicie kontrastują opisy, ciekawe porównania, sformułowania w których wręcz kują słowa typu "puszysty", tak bardzo nie na miejscu, jak to tylko możliwe. I sam czytelnik wydaje się być tu trochę nie na miejscu, a każda scena staje się bardziej intymna i niewiarygodna, niż jakakolwiek wcześniej. I z całego tego chaosu, absurdu i huku wystrzeliwanych pocisków, wyłania się niezwykle ciekawy obraz, karykatura państwa, którym niczym marionetką, poruszają pieniądze, układy i siła.

Ziemia wojny mogłaby uchodzić za książkę opartą na faktach i faktami operującą. To niemalże podręcznik dla każdego terrorysty amatora - zbiór zadań i kompendium wiedzy, opisane niezwykle szczegółowo i zupełnie bez ogródek, w zabawny i jednocześnie przerażający sposób. 

POLECAM!!! W szczególności miłośnikom absurdu...

Za moją część tego absurdu dziękuję Wydawnictwu Feeria


PS Swój możecie kupić tu - Ziemia wojny

4 komentarze:

  1. Powiadasz absurdu... W takim razie nie mogę jej przegapić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli chodzi o mnie to książka nie w moim guście ...

    OdpowiedzUsuń

lubię, jak zostawiacie mi komentarze :3