środa, 28 maja 2014

Książka: Soból i panna, Józef Weyssenhoff

Michał Rajecki, panicz na Jużyntach, odkąd opuścił dom dla zabaw uniwersyteckich, co roku, w porze wakacyjnej, przybywa w rodzinne strony. Oddaje się tam swej największej pasji i całe dnie przepędza na polowaniach. Towarzyszem jego jest panicz, niedużo od Misia starszy, Stach Pucewicz. Stach, choć stanu szlacheckiego, prawdziwym jest ziemianinem, zwierzynę i lasy czuje jak miejscowi i rolnikowi na równi kapelusza uchyla, co każdemu innemu, stanem podobnemu lub wyższemu od siebie. Obaj panicze, przystojni, postawni, a sprytni, upatrują sobie panny piękne i charakterne, jednak z chłopstwa pochodzące. Stach, bliższy roli, dziewczynę przysposabia sobie z domu bogatego i choć ojciec jego nieprzychylnie, z początku, na związek ten się zapatruje, to miłość jego głęboka jest. Janielka zaś to panna skromna, robotna i dobra z nich para będzie. Miś jednak duszę ma ptasią, tam gdzie sercu cieplej wędrującą, a niestały jest i wiele pokus go ciągnie. Prosta i naiwna Warszulka, w polu trawę grabiąca, tak różni się od znanych mu panien miejskich, chimerycznych i wyniosłych. Ufnie oddaje Misiowi serce i myśli wszystkie i choć czekać przyjdzie jej długo, wierną i kochającą znajdzie ją zawsze Michał.

Książka Soból i panna nie była dla mnie literaturą łatwą. Długie opisy przyrody i polowań, widzianych oczami myśliwego, obfitowały w nazwy zwierząt i roślin, których po prostu nie znam. Bardzo wolna, pozbawiona zwrotów, akcja nie ułatwia lektury szukającym wrażeń czytelnikom. Ta książka ma jednak swój urok, zaklęty w powolnym rytmie przyrody, w zwykłych dniach głównych bohaterów, trudnych decyzjach i ludzkich sprawach.

Prócz studium przyrody, na uwagę zasługuje równie ciekawe studium charakterów Michała Rajewskiego i Stanisława Pucewicza. Obaj młodzieńcy, w podobnym wieku i podobnego pochodzenia, są jednak bohaterami zupełnie różnymi. Michał to bywały w świecie, studiujący niespokojny duch. Stach jest domatorem, rolnikiem, żyjącym blisko natury i blisko ludzi zamieszkujących rodzinne strony. Jego spokój, opanowanie i doświadczenie górują nad zapalczywością Michała. Stach jest jego mentorem, wzorem, ale też przyjacielem. Jego dojrzała miłość, do niższej stanem Anieli Trembelówny, jest również przyczynkiem do ciekawych rozmów między bohaterami, natomiast dość oględne potraktowanie postaci kobiecych, sugeruje literaturę typowo męską.

foto fabryka.pl

niedziela, 25 maja 2014

Pazurki: i dłonie


Odżywczy scrub do rąk i stóp z masłem shea, 75 ml, AVON Planet Spa, cena katalogowa 20 zł

ocena:
Pierwsze wrażenie, to z pewnością przepiękne opakowanie, dopracowane i oryginalne. Drugi, to zapewne słodki zapach cukru trzcinowego, który pozostaje na dłoniach jeszcze długi czas. Niestety skutkuje to permanentnym trzymaniem rąk w pobliżu nosa, co w znacznym stopniu zmniejsza efektywność wysmarowanej jednostki. Niezwykle pomysłowe jest też przyznanie produktowi podwójnego zastosowania - a prawda jest taka, że przy każdym, tego rodzaju zabiegu, poddajemy peelingowi również dłonie... Rewelacja :P


Cuticle Remover, 11 ml, Manhattan, cena 3,94 zł (eZebra)

ocena:
Przyznam się, że ten kosmetyk nieco mnie rozczarował. Z drugiej strony, do tej pory sądziłam, że po zastosowaniu tego rodzaju preparatu, skórki ulegną samoistnej dezintegracji - w takiej sytuacji prawdopodobnie rozczarowałaby mnie większość produktów. Zmiękczacz działa na skórki niczym porządne namaczanie, dzięki czemu łatwo odsunąć je z płytki. U mnie efekt ten był dość krótkotrwały, więc następnym razem wypróbuję inny produkt.


Bond... James Bond HLD41, lakier magnetyczny, 15 ml, OPI, prezent

ocena:
Mimo że przypisany lakierowi kod kojarzy mi się trochę z oznaczeniem ptasiej grypy, to sam produkt nie jest zaraźliwy i nie opuszcza paznokcia szukając innych nosicieli. Lakier dzielnie trzyma się płytki, daje ładne krycie już przy dwóch warstwach, szybko schnie i stosunkowo łatwo się zmywa, o co dość trudno przy lakierach z drobinkami. Po wyschnięciu, ten drobny brokat zachowuje się podobnie, jak w płynnym lakierze. Przypomina to wirujący w powietrzu magiczny pył, zamiast zdechłych, trzydniowych pozostałości po imprezujących, pijanych wróżkach, które do tej pory często otrzymywałam, przy tego rodzaju lakierach. Polecam :)

piątek, 16 maja 2014

Książka: Woroszyłowgrad, Serhij Żadan

Zniknął brat Hermana i nikt nie ma pojęcia, gdzie się podział. Brat Hermana to swój chłop, kto mógłby się więc spodziewać, że zniknie tak nagle, nie informując dokąd i na jak długo wyjeżdża. Jego przyjaciele, a jednocześnie pracownicy stacji benzynowej, którą prowadził, Kocza i Szura, postanawiają skontaktować się z Hermanem, mianując go tym samym na tymczasowego szefa. Herman ociąga się i w końcu niechętnie wyrusza w podróż, na której końcu majaczą dawno nie widziane twarze i mały biznes brata. Na jeden dzień - tłumaczy - góra na dwa. Rozejrzy się tylko, załatwi co trzeba i wróci do miasta, do pracy i do swoich obowiązków. Brat przecież nie zapadł się pod ziemię...

Być może, gdyby Herman wiedział, jak bardzo się myli, nigdy nie ruszyłby w tę drogę. Ominęłyby go z pewnością drobne przyjemności, takie jak walka z trzęsącymi okolicą kukuruźnikami, podpalona cysterna z benzyną, znajomość z Katią, zjawiającą się ni stąd ni zowąd, w towarzystwie wiernej suni, Pachmutowej, czy suszenie przemoczonych ulewą ubrań, wraz z księgową, pociągającą i zwariowaną Olgą...

Hermana czeka jednak o wiele więcej. Z początku mocno wierzy, że brat niedługo wróci. Wkrótce coraz bardziej przyzwyczaja się do zaistniałej sytuacji i ludzi, którzy niespodziewanie wkradają się do jego serca, wraz ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. Herman znajduje tu swoje miejsce, choć nie jest to bezpieczna przystań, a wydarzenia do końca nie pozwalają zwątpić, że raczej się taką nie stanie. Jednak sama świadomość przynależności budzi w głównym bohaterze uczucia, o które nawet się nie podejrzewał.

Najważniejsze - powiedział Traumowany - żebyś nie brał sobie wszystkiego, co tu zobaczysz, za bardzo do serca. Bo kto wie, co tu zobaczysz.

Woroszyłowgrad, nieistniejące dziś miasto na Ukrainie. Prawa logiki tu nie obowiązują, czas rozpływa się między palcami, drogi prowadzą donikąd, a jawa miesza ze snem, a być może to sen miesza się z jawą. Ta książka jest jak ścieżka wśród drzew, która prowadzi nie wiadomo dokąd, choć wiadomo, że czasem mogłaby prowadzić lepiej i łatwiej. Serhij Żadan nie owija w bawełnę, nie słodzi. Każde przekleństwo jest tu uzasadnione, każdy obraz ma swoje miejsce, choć opisywane zdarzenia, wydają się niekoniecznie mieć związek z całością, a niektóre wątki przyjmują formę dygresji staruszka, który niezbyt pamięta, do czego chciał nawiązać i po co. To książka niebanalna i nieprzewidywalna, pozycja, która pobudzi wyobraźnię i nie pozwoli o sobie szybko zapomnieć.

foto net

poniedziałek, 12 maja 2014

Książka: Krzyż Romanowów, Robert Masello

Wyspa Św. Piotra, Alaska. Frank Slater, epidemiolog i były wojskowy, kieruje niezwykle delikatną misją, powierzoną mu przez APIF. W wyprawie, Slaterowi towarzyszy zaledwie kilka starannie wyselekcjonowanych osób: geolog, profesor Wasilij Kozak, doktor wirusologii Eva Lantos, sierżant Jerome Groves oraz Nikaluk Jane Tincook, burmistrz pobliskiego Port Orlov i członkini rady plemiennej Innuitów. Zespół ma za zadanie pobrać i zbadać próbki ciał, pochowanych na wyspie członków, wymarłej w 1918 roku kolonii rosyjskiej. Niedawno, załoga kutra rybackiego z pobliskiego Port Orlov, wyłowiła wieko trumny, prawdopodobnie pochodzące właśnie z tej wyspy. Pojawiło się podejrzenie, że wirus hiszpanki, która nie ominęła też odizolowanej od świata kolonii, mógł przetrwać w zakopanych w warstwie wiecznej zmarzliny ciałach, a uwolniony w wyniku globalnego ocieplenia spowoduje kolejną pandemię tej śmiertelnej choroby.

W tym samym czasie na Św. Piotra przybywa trzech opryszków z Port Orlov. To jeden z nich, Harley Vane, był szyprem kutra, który wyłowił trumnę Rosjanina. Harley nie wspomniał jednak władzom, że prócz wieka, z trumny ocalał jeszcze srebrny krzyż z inskrypcją. Sądząc, że na cmentarzu ukrytych jest więcej drogocennych przedmiotów, nieświadomy groźnej choroby, czającej się w grobach, postanawia je obrabować.

Przybyszy bacznie obserwuje stado czarnych wilków, przez załogi przepływających kutrów, uważanych za dusze zmarłych na wyspie Rosjan. Obecność i zachowanie tajemniczej watahy nie jest jednak jedyną tajemnicą, którą kryje Św. Piotr.

Krzyż Romanowów to książka puzzle, które czytelnik chciwie układa rozdział za rozdziałem. Tu akcja ważniejsza jest od przeżyć głównych bohaterów i jej w książce z pewnością nie brakuje. I choć książkę czyta się z przyjemnością, razi nieco, wciśnięty jakby na siłę, banalny i łatwy do przewidzenia wątek uczucia, rozwijającego się pomiędzy Slaterem i Niką. Mnie osobiście rozczarowało też rozwiązanie wątku historycznego: mało ciekawe i wymuszone, sprawia wrażenie jakby autor nie do końca dobrze obliczył punkt, w którym obie historie powinny się spleść i zakończyć. Miłym zaskoczeniem okazało się natomiast kilku zdaniowe Posłowie, które w moich oczach uratowało koniec książki.

Polecam niespokojnym duchom i poszukiwaczom, nie tylko skarbów.

Ogromne podziękowania za egzemplarz recenzencki wędrują do Wydawnictwo Feeria


czwartek, 8 maja 2014

a trip to: Risoul, I'd like to be a mouse

Pobyt w tzw krajach niepolskich*, nieodłącznie wiąże się z pytaniem: co przywieźć? Jeśli chodzi o Francję, na myśl od razu nasuwają się sery. Wybór wyśmienity, pod warunkiem, że dokładnie sprawdzicie, czy któryś z serów nie 'pachnie' bardziej niż inne, a jego opakowanie nie przecieka :3 Żeby nieco ułatwić rozszyfrowanie nieznanych w Polsce nazw i gatunków, przygotowałam krótki przewodnik po serach, które sami zakupiliśmy. Dodatkowo zgrabnie wpasuję się w popularny w blogosferze nurt 'nie znam się, to się wypowiem' :P

*cytat z jednej z grup blogerskich na fb


Coulommiers
to miękki, ser z krowiego mleka. Jest aksamitny, ma cienką, smaczną skórkę i ostrawy posmak.


Le Bleu d'Auvergne
to kremowy ser pleśniowy, wytwarzany z mleka krowiego. Posiada wyrazisty, jednak delikatniejszy od pozostałych serów tego typu, smak. Miękka skórka podobna jest do tej, otaczającej sery typu brie.


Cousteron
to miękki, krowi ser żółty. W smaku jest delikatny, lekko słony, o lekkim zapachu, przypomina nieco wędzony, łagodny ser żółty. Cousteron posiada grubą i twardą, żółtą skórkę.

wtorek, 6 maja 2014

Książka: Pani Bovary, Gustaw Flaubert

Pani Bovary to klasyka literatury światowej, książka, którą trzeba przeczytać i pozycja, która wywołała we mnie mieszane uczucia...

Pani Bovary to kobieta piękna i urocza, istota eteryczna, płocha i elegancka. Los sprawił jednak, że wszystkie te przymioty tłamszą się w małomiasteczkowych okolicznościach, nie pozwalających rozwijać się jej duszy, pragnącej światowego życia. Pani Bovary więdnie więc powoli, z utęsknieniem wyczekując kolejnych porywów serca, uczuć, które choć na chwilę zaspokoją jej oczekiwania i przerwą pasmo dręczącej jej nudy i marazmu. Często ucieka więc w marzenia, jako osoba wykształcona szuka pociechy w książkach, zaczytując się w historiach miłości, jakiej sama została pozbawiona w dniu ślubu. Ach tak, Pani Bovary ma przecież męża, ale nie jest on dla niej pociechą, wręcz przeciwnie, kulą u nogi. Tylu ma przecież adoratorów, tylu bogatych i mężnych, któryś z nich z pewnością odczarowałby jej nędzne życie, gdyby nie ten człowiek, śmieszny, głupi, bez ambicji, za to uparcie tkwiący u jej boku. Naiwny w końcu, bo jakże jej wzdrygnięcia, milczenie i powściągliwość przekłada tak łatwo na swoją korzyść, tłumacząc miłością i dobrocią serca. Och tak! Tą ostatnią Pani Bovary posiada przecież, okazuje ją swoim kochankom aż do granic dobrego smaku. Zapomina co prawda o ociupinie dla własnego dziecka, ale dziewczynka ma przecież ojca. Znów ten Pan Bovary... To przez niego pogrążyła się w kłopotach finansowych. Gdyby nie jego podły charakter, liche umiejętności, mogłaby żyć na poziomie, jaki jej się należy. Mogłaby, jednakże okrutny Los i Przeznaczenie tak widocznie chciały, tak pokierowały jej życiem, by nigdy nie zaznała szczęścia, którego pragnęła.

Pani Bovary to opowieść o kobiecie zepsutej i nieszczęśliwej. Naiwnej. Wszystko wewnątrz niej i wokół niej jest płytkie i taki jest też język tej książki, idealnie oddający pustkę w duszy głównej bohaterki... 

UWAGA! Osoby o słabych nerwach, w przypływie oburzenia głupotą głównej bohaterki, mogą czuć wewnętrzny przymus ciśnięcia książką w co popadnie.

foto net

czwartek, 1 maja 2014

Książka: Wyspa, Victoria Hislop

Wyspa, to kolejna książka, która łączy w sobie przeszłość i teraźniejszość. Kolejna, którą warto przeczytać. Kolejna, która ciekawie opowiada, zapomnianą i przyćmioną zawieruchą wojenną, historię Europy początku XX wieku...

Alexis, mieszkająca w Anglii córka Anglika i Greczynki, planuje wakacyjną podróż. Trasa wycieczki przewiduje wizytę na Krecie, gdzie w malutkiej, rybackiej wiosce Plaka, wychowywała się matka Alexis, Sofia. Dziewczyna za wszelką cenę pragnie poznać owiane tajemnicą losy pięknej kobiety, która do tej pory nigdy nie opowiadała o latach spędzonych w Grecji. Zachęcona wyprawą Alexis próbuje przed wyjazdem, po raz ostatni, skłonić matkę do jakichkolwiek zwierzeń; zdradza jej też swoje plany. Zmęczona latami milczenia Sofia daje dziewczynie przyzwolenie, na to rodzinnene śledztwo. Co więcej, Sofia przekazuje córce list do swojej dawnej przyjaciółki, wciąż mieszkającej w Place Fotini, która opowie Alexis historię jej rodziny, od kilku pokoleń nierozerwalnie związaną ze Spinalongą, wyspą-kolonią trędowatych...

Autorka w niezwykle umiejętny sposób splata historię i fakty dotyczące trądu i samej wyspy, z losami zwykłych ludzi, których ta straszna choroba dotyka. I to właśnie strach przed trądem jest jednocześnie głównym bohaterem Wyspy, jak i przyczyną wielu opisanych w książce tragedii. Czy jednak wszystkim tym wydarzeniom winny jest jedynie trąd?

Spinalonga to prawdziwa wyspa u wybrzeży Krety. Pod koniec XVI wieku Spinalonga znalazła się w posiadaniu Wenecjan, którzy na miejscu dawnego akropolu wznieśli na niej fortecę. Podbita niecałe 40 lat później przez Turków wyspa, na początku XX wieku, stała się ostatnim w Europie leprozorium. Rolę kolonii trędowatych pełniła od 1903 do 1957 roku. Po wynalezieniu skutecznej terapii, ozdrowiali opuścili wysepkę, a ostatnim jej mieszkańcem był podobno prawosławny ksiądz, od którego wyjazdu w 1962 roku, wyspa do dziś pozostaje niezamieszkała.

foto net