sobota, 21 czerwca 2014

Książka: Chłopiec z listy Schindlera, Leon Leysson

Lejb Lejzon, dziś Leon Leysson, Polak żydowskiego pochodzenia, urodzony 15 września 1930 roku w Narewce. Matka - Chana, ojciec - Mosze, trzej bracia i jedna siostra. W 1938 roku cała rodzina przeprowadza się do Krakowa, gdzie już od kilku lat pracuje głowa rodziny. Ale nie to wydarzenie zmienia bezpowrotnie życie małego Lejba. Zmienia się ono dnia 6 września następnego roku, kiedy to po raz pierwszy Lejb widzi na krakowskim moście żołnierzy niemieckich. Sytuacja jego rodziny powoli zaczyna się pogarszać. Represje na ludności żydowskiej stają się coraz cięższe. Każda kolejna sytuacja jest gorsza od poprzedniej. Mimo, że wydawać by się mogło, że osiągnęli już dno, za następnym razem okazuję się, że może być jeszcze gorzej, jeszcze zimniej i jeszcze bardziej poniżająco. Po organizacji w 1941 roku getta krakowskiego, rodzina Lejba zostaje odizolowana, wraz z wieloma im podobnymi, od ludności polskiej. Jedynie niektórzy, pracujący dla Niemców mieszkańcy getta, mogą opuszczać je dzięki specjalnym przepustkom. Wśród nich jest również ojciec Lejba. Dzięki temu jego rodzina jest chwilowo jako tako bezpieczna. To jednak dopiero początek. Wkrótce Lejb pozostaje w getcie sam z matką, a resztę jego rodziny Niemcy wywożą do obozu pracy w Płaszowie. Kiedy pojawia się okazja dołączenia do nich, mały, wychudzony, wyglądający na dziesięciolatka Lejb ryzykuje i samowolnie dołącza do grupy Żydów z kategorią A, czyli zdolnych do pracy, wytypowanych do wywózki do obozu pracy. Dzięki swojej determinacji i odwadze mały Lejb nie traci zimnej krwi nawet w najgorętszych momentach swojej tułaczki. Dzięki pomocy Oscara Schindlera te cechy pozwolą mu przetrwać i opowiedzieć swoją historię.

Chłopiec z listy Schindlera wzrusza i przejmuje do głębi. Czemu? Bo jest to historia prawdziwa, opowieść dorosłego dziś mężczyzny, człowieka, który przeżył piekło wojny, pobyt w getcie i w obozie koncentracyjnym, który w chwili wybuchu wojny był niespełna 9-letnim chłopcem, żydowskiego pochodzenia. Niestety, gdyby nie ten fakt, książka w moich oczach nie obroniła by się. O ile historia jest wzruszająca, to jej główną zaletą jest zdecydowanie kontekst jej powstania i autentyzm, relacja z pierwszej ręki. Sama książka została jednak napisana językiem, który zdecydowanie nie przypadł mi do gustu i niezwykle raził. I nie chodzi tu o prostotę wypowiedzi, o dosadności, których przecież w tego typu pozycji, zabraknąć nie może. Chodzi mi raczej o jakąś drażniącą dziecinność, jakiś słowny bałagan, czy niedbałość, nieprzypominającą wcale wypowiedzi dziecka, a raczej, nienawykłego do wygłaszania publicznych przemówień, dorosłego. I choć każdy kolejny rozdział nęci czytelnika, ciekawego dalszych losów rodziny Lejzonów, choć wydarzenia, które są w niej opisane ściskają serce, poruszają nerwy i burzą myśli, to jest to wada, która niczym jakiś mentalny klej spowalnia przewracanie kolejnych stron i zwyczajnie zniechęca.

Książkę polecam miłośnikom historii.

foto net

środa, 18 czerwca 2014

Premiera: Perfekcyjna kobieta to suka

Dziś, nakładem Wydawnictwa Feria, na rynek czytelniczy wkracza, przyjęta z wielkim entuzjazmem we Francji, książka pod tytułem "Perfekcyjna kobieta to suka. Poradnik przetrwania dla normalnych kobiet".

Perfekcyjna żona, matka, córka, pracownica, kucharka, sprzątaczka i kochanka... Dzisiejsza kobieta pełni wiele ról jednocześnie i we wszystkich próbuje być równie dobra i niezastąpiona. W efekcie wkłada wiele wysiłku w to, aby przypodobać się innym i zdobyć ich uznanie. Często próbuje dorównać perfekcyjnym kobietom, które zna lub takim, których istnienie próbuje jej wmówić kolorowa prasa i telewizja. Niestety droga do sukcesu i spełnienia jest zupełnie inna, bo ludzie lubią i cenią tych, którzy potrafią być egoistami, cenią swój czas, swoje umiejętności i siebie, tych, którzy zamiast próbować udowodnić całemu światu swoją fantastyczność, po prosty SĄ fantastyczni.

Zacznijmy więc od tego, że perfekcyjna kobieta nie istnieje. Istnieją natomiast perfekcyjne aktorki, które skutecznie odwracają uwagę od swoich niedoskonałości, maskują niepowodzenia i drwią z wad innych ludzi. Wniosek? Tak zwana 'perfekcyjna kobieta' to suka. I tę właśnie tezę próbują udowodnić nam autorki książki, w niezwykle zabawny i lekki sposób. Muszę przyznać, że jest to drugi tego rodzaju poradnik, który zdarzyło mi się czytać. Kilka lat temu, z tego co pamiętam dobrowolnie, zakupiłam książkę, o dość podobnej tematyce. Przeczytałam chyba jedną trzecią i śmiertelnie się zanudziłam. Niestety, mentorski ton, nawet przybrany żartobliwym językiem i zabawnymi przykładami, wyzierał z większości zdań. Książka była gruba, naszpikowana listami godnych zapamiętania rad, które dodatkowo zniechęciły mnie do dalszej lektury, niemalże krzycząc 'I tak nas nie zapamiętasz!', a po każdym kolejnym rozdziale nabierałam przekonania, że wszystko robię źle i w dodatku nigdy nie nauczę się robić tego dobrze! Perfekcyjna kobieta to suka wydawała mi się z początku właśnie taką pozycją - lekko mentorską, piętnującą typowe zachowania i postawy kobiet, których przecież nie są winne ani świadome i jeszcze bardziej zwiększającą dystans między mną a Perfekcyjną Mną.

No i dałam się zaskoczyć, bo ta książka ma formę humorystycznej instrukcji postępowania i nie-postępowania. Znajdziemy tu wiele jednostronicowych (i niewiele kilkustronicowych) rozdziałów, różnego rodzaju wyliczanki, zabawne mini testy, zbiór głównych zasad, wskazówki i uwagi, w tym niektóre bardzo przerysowane. Mi niezwykle podobają się różnego rodzaju zdania i sformułowania, które zdarza mi się słyszeć (lub które łatwo mogę sobie wyobrazić, wypowiadane przez niektóre znajome osoby) rozszyfrowane, przetłumaczone lub opatrzone zabawnym komentarzem. To pewnego rodzaju ośmieszanie i demaskowanie postaw, które we własnych umysłach przetwarzamy wielokrotnie, aż nie wiedząc kiedy zaczynamy czcić i uważać za niedoścignione wzorce, do których następnie próbujemy dążyć. Autorki książki, demaskując je, wręczają nam pewnego rodzaju narzędzia, o których istnieniu nawet nie wiedziałyśmy, których bałyśmy się użyć lub których używałyśmy nieumiejętnie - sarkazm i wątpliwości. Uświadamiają nam, że warto używać ich nie tylko przeciwko sobie. Ta książka nie jest poradnikiem do wkucia na pamięć, ale jednym wielkim transparentem, z czerwono wypisanym "WYLUZUJ!".

To niezwykły podręcznik - brak tu mentorskiego tonu, a lekki styl dodatkowo umila czytanie i zachęca do brania udziału w różnego rodzaju zabawach. To właśnie one prowadzą do autentycznej refleksji, do małego rachunku sumienia i zmuszają do niezobowiązującego dialogu. Bo żeby cokolwiek zmienić, trzeba umieć spojrzeć na siebie z dystansem, poznać swoje możliwości i ograniczenia. Trzeba jasno określić swoje cele, środki, których możemy użyć do ich osiągnięcia i cenę, którą jesteśmy w stanie za nie zapłacić. Ta książka nauczy nas, jak działać, żebyśmy same nie sprzedały się w zamian za majaczący gdzieś ideał. Uczy nas również krytycznie spojrzeć na innych, nie wierzyć we wszystko co nam mówią i uwierzyć, że w życiu trzeba być trochę suką :)

Książkę możecie zakupić tu Wydawnictwo Feeria.pl "Perfekcyjna kobieta to suka"


Ogromne podziękowania za egzemplarz recenzencki wędrują do Wydawnictwo Feeria


sobota, 14 czerwca 2014

Książka: Niemra, Arkadiusz Pacholski

Dorota Paleń. Polka, która dzięki austriackiemu pochodzeniu ciotki, mogła podpisać folkslistę. Nie jest z tego dumna. Ani z tego, że przez wielu nazywana jest Niemrą, folksdojczką i traktowana z góry przez dawnych znajomych Polaków. Jednak ten mały, niebieski arkusik, który nosi przy sobie, umożliwia jej prowadzenie własnych interesów. Dzięki temu Dorotka może pozwolić sobie na prowadzenie życia na jako takim poziomie. Ładne buciki, niestosowne, jak dla Polki, spodnie i zapas węgla na zimę. Tym rujnuje swoją reputację. Bardziej dba jednak o czyste sumienie. Stąd jej, kilkuletnia już, współpraca z kaliskim podziemiem. Raporty, konspiracyjne spotkania w punktach kontaktowych. O tym oczywiście nikt już nie wie. Ale kiedyś wojna się skończy i wszyscy dowiedzą się o jej zasługach. Kiedyś pogratulują niezłomnego ducha, tkwiącego w drobnym ciele. Kiedyś dowiedzą się, że była jedyną osobą, która pragnęła, w tych okrutnych czasach, rozwiązać zagadkę choć jednej zbrodni, popełnionej na jej szkolnej koleżance, nota bene Żydówce. Kiedyś docenią, że chciała prawdy i sprawiedliwości. Kiedyś oczyści swoje nazwisko. Kiedyś...

Są wydarzenia i historie, których bohaterów nie należy osądzać, ale o których nie należy też zapominać. Są to historie zwykłych ludzi. Nie generałów, nie napuszonych polityków, ludzi na świeczniku. Nie tych, którzy mieli władzę, bo to właśnie Ci którzy jej nie mieli, musieli żyć w okupowanej Polsce i dokonywać codziennych wyborów, tych moralnych i tych praktycznych. Każda decyzja mogła kosztować życie ich lub ich bliskich. Każdy dzień zdawał się upływać w cieniu wymierzonych w nich luf pistoletów i karabinów. Dziś, z perspektywy czasu, z wygodnych foteli, znad kubka parującej herbaty, możemy do woli rzucać frazesami i oskarżać naszych bohaterów. Lepiej przecież zginąć, niż zhańbić swoje nazwisko. Lepiej ponieść bohaterską śmierć, niż zdradzić. Lepiej poświęcić cnotę i życie swojej córki i żony, życie sześcioletniego synka i posłać do obozu pracy schorowanych rodziców w imię Ojczyzny. Nie są to wybory, które możemy dziś osądzać, choć sama, pisząc te słowa, zdaję sobie sprawę, że znaleźli się w tej historii bohaterowie, których od razu polubiłam, jak i tacy, których postępowanie wzbudzało we mnie mieszane lub nawet nieprzyjemne uczucia. Wydaje mi się jednak, że autor w umiejętny sposób uniknął oceniania, pozwalając przemówić swoim bohaterom. Ci z kolei opowiadali zarówno o innych, jak i o samych sobie, dzięki czemu postaci te stały się pełnowymiarowe. Możemy im współczuć, zaczynamy rozumieć, stają się bowiem ludźmi, którymi kierują różne pobudki, różne nadzieje, różne uczucia. Przestajemy widzieć świat czarno-białym i dostrzegamy całą gamę szarości ludzkich dusz. Bo pod koniec tej historii, kiedy Armia Czerwona wkracza na, porzucone w pośpiechu przez okupantów niemieckich, ziemie polskie, ten świat taki właśnie się staje - jest tylko czerń i biel, źli i dobrzy. Polak, Niemiec, Rosjanin, Ukrainiec zdają się piętnować ludzi na nowo. Nie liczą się czyny, nikt nikogo nie pyta o honor i morale. Jest tylko kenkarta, folkslista i zwykła ludzka chęć zemsty.

foto net

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Książka: Taka sobie wróżka, Janette Rallison

Savanę i Jane dzieli niezliczona ilość szczebli szkolnej hierarchii. Pierwsza, szesnastoletnia piękność, przebiera w chłopakach, z niemal taką samą łatwością, co w swojej pękającej w szwach szafie. Drugą, dojrzałą i zorganizowaną do granic możliwości osiemnastolatkę, zachwycają jedynie książki i nauka. Wszyscy przeżyją więc ogromny szok, kiedy Hunter, najprzystojniejszy i najmądrzejszy chłopak w szkole, zerwie ze śliczną Savaną dla jej starszej siostry, Jane. To jednak dopiero początek tej bajki. Skłóconym siostrom przydzielono bowiem Chryzantemową Gwiazdę, prywatną, taką sobie wróżkę. A czemu taką sobie? Niestety szybko przekona się o tym Savana - każde życzenie trzeba wpierw dokładnie przemyśleć, później dokładnie sprecyzować. A jeśli dostajesz taką wróżkę jak Chrissy, dodatkowo wymówić je szybko w całości, tak by niezbyt zainteresowana Twoją historią wróżka, nie zrealizowała na przykład tylko połowy życzenia. Ostatecznie, zainteresowana jedynie kolejnymi zakupami Chrissy, wysyła Savanę, Jane, Huntera i Bogu Ducha winnego, szkolnego kolegę Savany, Tristana, do średniowiecza. Cała czwórka uwięziona zostaje jednocześnie w trzech bajkach, które (jak się ostatecznie okaże) ktoś spisał nie do końca skrupulatnie, zgrabnie omijając niewygodne fakty, przywary głównych bohaterów i wiele wiele innych...

Taka sobie wróżka miała mnie oczarować, tymczasem nieco mnie rozczarowała. Niestety książka, tak jak wróżka, okazała się być taka sobie. Co prawda pomysł na fabułę był dość intrygujący, a splecenie wątków kilku bajek w jedną całość dało ciekawy efekt, to jednak ta historia wydaje się być trochę chaotyczna i niedopracowana. Pod koniec książki, mocno raziły mnie stłoczone i nieco na szybko rozwiązywane, porzucone wcześniej wątki. Przypominało to coś w rodzaju zapisanej, żółtej karteczki samoprzylepnej, która odpadła z wyznaczonego jej miejsca, aby w najmniej odpowiedniej chwili przypomnieć o sprawie, do załatwienia na wczoraj. Ponadto, podczas całego tego czarowania, całowania i wymieniania czarami, zakradło się do fabuły kilka nieścisłości i w ostatnich rozdziałach nie mogłam zrozumieć pewnych niekonsekwencji.

Ta książka nie zapiera tchu w piersiach, ale z pewnością jest przyjemną i lekką lekturą dla czytelnika, który z chęcią oderwie się na chwilkę od rzeczywistości.

foto fabryka.pl

niedziela, 1 czerwca 2014

Książka: Rzeczy ulotne, Neil Gaiman

Dziś trochę nietypowo - zamiast recenzji, jedno z moich ulubionych opowiadań z tomu Rzeczy ulotne.

Gdy nastał koniec

Gdy nastał koniec, Pan dał ludziom świat. Cały świat należał do człowieka - prócz jednego Ogrodu.
- Oto mój Ogród - rzekł Pan - i tu wstąpić wam nie wolno.
Znaleźli się jednak mężczyzna i kobieta, którzy przybyli do Ogrodu. Ich imiona brzmiały Ziemia i Oddech.
Mieli ze sobą niewielki owoc, który niósł mężczyzna. A gdy stanęli przed bramą Ogrodu, mężczyzna wręczył owoc kobiecie, a kobieta wężowi z mieczem ognistym, strzegącemu Wschodniej Bramy.
A wąż wziął owoc i umieścił go na drzewie pośrodku ogrodu.
Wówczas Ziemia i Oddech poznali, że są ubrani. Zdjęli tedy swe stroje, aż zostali nadzy. A Pan, przechadzając się po ogrodzie, ujrzał mężczyznę i kobietę, którzy nie znali już dobra i zła. Lecz radowali się. A Pan widział, że to było dobre.
Wówczas Pan rozwarł bramy i dał ludziom Ogród, węża zaś podźwignął z ziemi, pozwalając, by odszedł dumnie na czterech silnych nogach. Gdzie zaś poszedł, wie tylko Pan.
Po tym nie było już nic prócz ciszy w Ogrodzie. Od czasu do czasu zakłócał ją tylko dźwięk, gdy człowiek odbierał imię kolejnemu zwierzęciu.

foto net