czwartek, 31 lipca 2014

Pazurki: alfabet


Płytka Konad m100, ok 4zł (Allegro)

ocena:
Płytki ze wzorkami na paznokcie, to świetna alternatywa dla naklejek i ręcznego malowania. Produkt jest wielokrotnego użytku, łatwy w obsłudze* i w konserwacji. Na pewno docenią go niepoprawni perfekcjoniści, którzy potrafią zmyć efekt długiej pracy, z powodu małego niedociągnięcia. Polecam :)


Lakiery: biały Wibo Extreme Nails, czarny Paese 109, brokatowy Essence 101 Dalmatians 22 Black Dress and White Tie, łososiowy Miss Match Ferity 280 Cocoa Bean
Płytka: Konad m100
Biżuteria: bransoletka vinted

* Obsługa praktycznie nie istniała, póki nie opanowałam NAPRAWDĘ szybkiego odbijania wzoru na stempel - pamiętajcie o tym, używając płytek i nie zrażajcie pierwszymi niepowodzeniami ;)

środa, 30 lipca 2014

Książka: Widma minionych nocy, James Blaylock

Peter od niedawna jest samotny. Jak każdy, kto przeżył rozwód i nie do końca może się z tym pogodzić, postanowił zmienić coś w swoim życiu, a może po prostu uciec. Znalazł ku temu wspaniałą okazję, no i cudowne miejsce. Peter zakupił bowiem stary, nieco podniszczony dom w kanionie Trabuco w Kaliforni, miejscu dzikim, gdzie wielu obchodzi się bez prądu, a wodę doprowadza się prosto ze źródła. Każdy dom potrzebuje jednak miłości, a ta wypełnia budynek tylko w czasie odwiedzin Dawida i Amandy - synka i byłej żony Petera. Właśnie po jednej z takich wizyt oboje znikają w niewyjaśnionych okolicznościach... Od tego momentu życie Petera przyśpiesza, a jego myśli nawiedzają wizje kobiety i chłopca w staromodnych strojach, smutnych istot, topiących się w płytkim, kamienistym jeziorku. Wkrótce okaże się, że nowy dom Peter nie bez powodu tak długo stał niezamieszkały, że kobietę z chłopcem widują też jego sąsiedzi i że oni sami również mają swoje tajemnice i pochowane w szafach trupy.

Bardzo lubię mroczne, niedopowiedziane historie, tajemnice, horrory i thrillery. Z przyjemnością sięgnęłam więc po Widma minionych nocy i wręcz upatrywałam w tej książce powrotu do gatunku, od którego całą przygodę z książką zaczynałam. No i klops... Niestety ta opowieść mocno mnie rozczarowała. Owszem, bywały rozdziały niezwykle ciekawe, jednak zaginęły gdzieś pod gruzem tych rozwlekłych i banalnych, zawierających dłużące się opisy i nie wnoszących w fabułę nic, poza słowną watą. Ponadto, książka napisana jest (tudzież przetłumaczona) w sposób niezwykle utrudniający czytanie. Dopiero ostatnie rozdziały wciągnęły mnie na tyle, żeby odwrócić uwagę od męczących zdań, które czasem nie pasowały do fabuły, czasem tylko do pozostały zdań, a czasem w ogóle do niczego. 

Sama historia, z początku, okazała się być niezwykle intrygująca. Dziwne dźwięki, postacie migające wśród drzew i spowijający wszystko wiatr, wydawały się być przepisem na gwarantowany sukces. I być może byłyby nim, gdyby tajemnicze widma nie snuły się po prostu beznamiętnie po całej książce, gdyby nie tłum, w sumie całkiem niepotrzebnych postaci i gdyby nie zakończenie, na które tak bardzo czekałam i które po prostu się stało, nie wnosząc do fabuły zupełnie niczego.

Całość to niestety napompowana ulotka, bo mam wrażenie, że tyle właśnie mogłaby zająć faktyczna treść Widm. Duży plus za pomysł. Wielki minus za jego rozwinięcie i zakończenie. Ciężki styl, nie pozwalający skupić się na książce, a co za tym idzie wciągnąć w nią. Polecam tylko na prawdę ciekawskim.

foto net

środa, 23 lipca 2014

Pazurki: na indiańskim szlaku


Nail Foils, 12 szt, TM cena 5 zł

ocena:
Lakier w postaci naklejek to dla mnie całkowita nowość. Oczywiście jakiś bardzo odległy zakątek mojego umysłu zarejestrował kiedyś istnienie takowego produktu, jednak postanowił nie przywoływać tego wspomnienia aż do niedawna. Wróciło niestety ze zdwojoną siłą, a chęć posiadania wszystkich naklejkowych lakierów, jakie tylko uda mi się znaleźć, zawładnęła niepodzielnie moim umysłem. Okazało się, że w dużych, sieciówkowych drogeriach jest to produkt deficytowy, a najłatwiej znaleźć go w drogeriach internetowych oraz małych, niepozornych, bazarkowych budkach. Nadają się idealnie do szybkich akcji, ponieważ nie wymagają schnięcia, są łatwe w aplikacji i efektowne. Naklejki można stosować zarówno na lakier jak i bezpośrednio na paznokieć. Można je przyciąć do pożądanej długości, ale też wyciąć w dowolny kształt, dzięki czemu stają się jeszcze ciekawszym gadżetem, dającym o wiele więcej możliwości zdobienia.


Lakiery: biały Extreme Nails Wibo, cielisty Lovely Classic 204 i ciemny 13 Burgundy Kobo
Naklejki: Nail Foils TM
Biżuteria: pierścionek Born Pretty Store (tu również znajdziecie naklejki na pazurki, możecie też skorzystać z kodu FQB10, który obniży wartość Waszych zakupów o 10 %)

wtorek, 22 lipca 2014

Pazurki: konfetti


AirFlow, 10 g, Bell, cena ok 5 zł %

ocena:
To jeden z moich ulubionych lakierów. Już jedna, grubsza warstwa wygląda całkiem ok, choć ja wolę nałożyć dwie cieńsze. Po wyschnięciu lakier jest trwały, a faktura i błysk przypominają plastik. Nie odpryskuje, tylko powoli ściera się z krawędzi paznokcia, co pozwala w dość łatwy sposób skontrolować cały proces destrukcji pięknego manicuru i uniknąć łatki kompletnej histeryczki 
'o nie! lakier mi odprysnął!!!'. Bardzo polecam :)


Lakier kropki 04, 5,5 ml, Life, cena 4,99 zł %

ocena:
Lakier jest bardzo efektowny i trwały. W bezbarwnej bazie ktoś wytrwale utopił wiele sześciobocznych żyjątek w trzech kolorach: białym, czarnym i pudrowo różowym. Niestety lakier trzyma się płytki chyba aż za dobrze, bo zmycie go, wymaga wiele cierpliwości i mnóstwa wacików, obficie nasączonych zmywaczem... Mnóstwa...


Lakier o przedłużonej trwałości 109, 9 ml, Paese, cena 15,99 zł

ocena:
Te Panie na stoiskach kosmetyków, to są chyba jednak zaczarowane... Niestety w domu nie udało mi się powtórzyć sztuczki z jedną warstwą lakieru, ale przy dwóch efekt jest na prawdę fantastyczny. Lakier dość szybko zasycha, ale wbrew temu i pomimo cienkiego pędzelka, rozprowadza się bardzo dobrze, dając ładną, gładką i lśniącą powierzchnię. Niestety trzeba sporo odczekać, nim stanie się na paznokciu twardy, a zanim to nastąpi, łatwo go wgnieść lub zadrapać. I to jest w sumie jego główny minus. Poza tym polecam :)
PS całkiem dobrze sprawdza się też przy stempelkach, ale o tym za jakiś czas :P


Lakiery: cielisty Air Flow Bell, kwadratowy Life 04, Paese 109
Biżuteria: pierścionek vinted

niedziela, 20 lipca 2014

Książka: Opactwo Northanger, Jane Austen

Siedemnastoletnia Katarzyna Morland jest, jak niektórzy twierdzą, dość atrakcyjną młodą damą. Choć niezbyt majętna, przez lata nie wykształciła w sobie żadnych nadzwyczajnych umiejętności, mogących ten brak zrekompensować. Ponadto, Katarzyna jest, delikatnie mówiąc, dziewczęciem dość naiwnym, co wynika raczej z faktu nieobycia, tak koniecznego przy rozszyfrowywaniu towarzyskich niuansów, niż braku inteligencji jako takiej. A więc młode to i naiwne dziewczę zostaje łaskawie porwane w wir wielkiego świata, który w sezonie letnim niewątpliwie zjeżdża się do angielskiego Bath. Sąsiedzi jej rodziców, a jednocześnie wspaniałomyślni porywacze, bezdzietni państwo Allen, otaczają Katarzynę względami prawie rodzicielskimi i wprowadzają w labirynt sal balowych i pijalni wód. Na jednym z wieczornych przyjęć Katarzyna, ku swemu wielkiemu zdziwieniu zapoznaje młodzieńca niejakiego Henryka Tilneya, który jednak przepada po balu, nie wiedząc chyba, jak bardzo jego pojawienie się, wyczekiwane jest przez Katarzynę. Dziewczyna zdobywa też wierną przyjaciółkę, Izabellę Thorpe, z którą od tej pory jest prawie nierozłączna. Kłopoty zaczynają się dopiero w momencie, kiedy w ślicznym Bath pojawia się szanowny brat naszej głównej bohaterki, a jednocześnie adorator ślicznej Izabelli, James, wraz z bratem tej drugiej. Opryskliwy i niezbyt urodziwy John, mimo najszczerszych chęci wyrozumiałej Katarzyny, staje się szybko największym jej utrapieniem, a dziecięce jego figle, popełniane z pomocą wiernej Izabelli i James'a, niezmiernie uprzykrzają jej życie i utrudniają spotkanie z uroczym Panem Tilney'em.

Jak to u Jane Austen bywa, wszystko kończy się dobrze: Katarzyna dostaje bowiem zaproszenie do tytułowego Opactwa Northanger, siedziby Henryka i Eleanor Tinley oraz ich szacownego ojca. I, pomimo pewnych zawirowań i wcześniejszych nieporozumień, wpada ostatecznie w ramiona ukochanego. Jest to więc lektura miła i lekka, jednak mało fascynująca, choć na pewno nie pozbawiona zwrotów akcji. Katarzyna, długo myląca grzeczność z uległością, budzi z początku mieszane uczucia. Czytelnik ma ochotę potrząsnąć książką, z braku możliwości potrząśnięcia tą głupią gęsią i kiedy dziewczyna przejawia pierwsze oznaki asertywności, doznaje niemalże ulgi. Po tym przełomie lektura staję się znacznie przyjemniejsza, a także nieco bardziej uszczypliwa, gdyż głównym czynnikiem, nadającym akcji tempa, stają się teraz złowrogie przeczucia, zaczytującej się w gotyckich powieściach, młodziutkiej Katarzyny...

Polecam miłośnikom klasyki, ale też czytelnikowi chętnemu pośmiać się wraz z autorką, z najpopularniejszego gatunku literackiego jej epoki :)

foto net

poniedziałek, 14 lipca 2014

Pazurki: baloniki


Extreme Nails, 8,5 ml, Wibo, cena 5,99 zł

ocena:
Biały lakier do paznokci gościł na szczycie mojej liście zachciewajek już jakiś czas. I choć na zdjęciach wychodzi on perfekcyjnie (np w poście biały kamień), to nie jestem do końca zadowolona z tego produktu. Na jego korzyść z pewnością przemawia ciekawe opakowanie i cena. Muszę przyznać, że na moich miękkich jak rozgotowane kluseczki pazurkach, lakier trzyma się twardo, niczym rdza podwozia starego Wartburga. Problemem jest jedynie pokrycie, które jest w miarę zadowalające dopiero przy trzech warstwach lakieru. Nie kupię ponownie :/


Crush on You 3D Texture 062, 7 ml, Miss Sporty, cena 8,45 zł

ocena:
Czy Wy również macie wrażenie, że podczas zakupów produktów niezbędnych (jak np biały lakier), ktoś podrzuca Wam do koszyka rzeczy, których wcale nie planowałyście kupić? Przy kasie nie można ich już odłożyć, bo to niegrzecznie, więc co robić! Dokładnie tak wyglądało to z piaskowym lakierem Miss Sporty i tej wersji będę się trzymać. Co więcej, Tajemniczy Podrzucacz wybrał piękny, trwały lakier, który zdecydowanie polecam :3


Lakiery: biały Extreme Nails Wibo i czarny piaskowy lakier Crush on You 3D Texture 062 Miss Sporty
Biżuteria: pierścionki Born Pretty Store

niedziela, 13 lipca 2014

Książka: Dlaczego nie przyjechałaś przed wojną?, Lizzie Doron

Helena i Elżbieta mieszkają w Izraelu. Te dwie kobiety łączy dość dziwna więź, niezwykła jak na tę, zazwyczaj łączącą matkę z córką. Helena nie jest bowiem zwykłą matką. Jest ocalałą z piekła holokaustu kobietą, wyrwaną z własnego otoczenia, historii i tożsamości. Wraz z wydarzeniami, których była świadkiem, cały świat Heleny przeżył wstrząs i już nigdy nie powrócił do całkowitego ładu. Tkwiąca gdzieś z dala od Heleny, epicentrum ich małego świata, Elżbieta, boryka się z uczuciem wyobcowania, samotności i wstydu, zarówno w domu, jak i poza nim. Po latach wspomina swoją matkę, ujmując ich skromne życie w liczne historyjki: czasem zabawne, czasem tragiczne, czasem jakby niedokończone. Dzięki upływowi czasu, Elżbieta staje się wspaniałym i obiektywnym narratorem ich wspólnego życia w Izraelu, na tym małym, plotkarskim osiedlu Tel Aviwu, gdzie wszyscy byli jednocześnie przyjaciółmi i wrogami, gdzie każdy szukał swojego miejsca i prowadził życie pozbawione refleksji, pełne pretensji i ksenofobiczne.

Dlaczego nie przyjechałaś przed wojną?  to przepiękna i wzruszająca historia o samotności dwóch kobiet. Główną bohaterką jest tu zdecydowanie Helena, która niczym czarna dziura, wciąga wszystko i wszystkich w swój smutny, zraniony świat. Uważa, że jej przeżycia usprawiedliwiają jej zachowanie, nie zważa więc na konwenanse czy opinie, podążając jedynie za głosem własnej moralności i postępując w zgodzie z własnymi przekonaniami. Jednocześnie, w poszukiwaniu wspólnoty i ciepła, niczym pająk, tka delikatną sieć pozorów, maluje maski na twarzy własnej i córki, jeszcze bardziej odpychając od siebie małą Elżbietę. Jej poglądy, często tak różne od zdania innych, nie są popularne, ale surowe i trzeźwe. Jest niczym Kasandra, która przepowiada przyszłość, ale zagłuszana przez niedowierzania i kpiny innych, lekceważona, spychana wciąż na margines społeczeństwa, coraz częściej i coraz żarliwiej uważana jest za na wpół opętaną, nieszkodliwą wariatkę, może fanatyczkę, może dziwaczkę.

Helena systematycznie i niestrudzenie rani siebie i swoją córkę, rozpamiętując i niemalże czcząc własną przeszłość. Całe jej życie, wiara, kultywowana tradycja i zwykłe czynności, napiętnowane są znamionami paranoi, wiecznego, paraliżującego strachu i nienawiści. Elżbieta, z racji wieku i licznych tajemnic matki, nie uczestniczy w ich wspólnym życiu na równi z despotyczną Heleną, zdaje się natomiast stanowić dla niej tło, ślepo podążać, w nieznanym jej kierunku, w niejasnych celach, za wciąż próbującą udowodnić coś matką. W tym zimnym, nie do końca logicznym i zranionym świecie, nie ma miejsca dla małej, potrzebującej miłości i akceptacji dziewczynki. Jak mogłoby się znaleźć, skoro cały ten świat wypełnia gra pozorów, którego reguły znane są tylko Helenie. Mała Elżbieta wstydzi się więc; przed samą sobą, przed innymi. Niewtajemniczona, wykluczona, a jednocześnie silnie tkwiąca w świecie stworzonym przez jej matkę, tkwi tak latami i powoli odkrywa tajemnice ukochanej Heleny.

Za książkę, którą przeczytałam z ogromną przyjemnością, dziękuję Wydawnictwu MUZA :)


piątek, 4 lipca 2014

a trip to: Innsbruck

Położony nad rzeką Inn, Innsbruck, to stolica Tyrolu i miasto, w którym zgubić się, to prawdziwa przyjemność :)

Gdzie zjeść?

Innsbruck oferuje mnóstwo kafejek, restauracji i innych bufetowo-gastronomicznych miejscówek, których wystrój, piwne ogródki oraz liczne, kolorowe szyldy, nie pozwalają przejść obojętnie :)




Co zobaczyć?

Zobaczyć warto tu wszystko - no niestety, nie ma lekko. Mi najbardziej spodobała się Ottoburg, wieża mieszkalna z końca XV wieku.



Co jeszcze?

Spacerując po najstarszej części miasta, warto zwrócić uwagę na piękną architekturę i mnóstwo detali, które nadają mu uroku i ciepła :)