środa, 31 grudnia 2014

postanowienie


Każdy ma jakieś postanowienie na rok 2015, a nawet jeśli nie, to z pewnością powtarzał w ostatnich dniach "W przyszłym roku.......". Ja w przyszłym roku postaram się kończyć to, co zaczęłam (kto wie? może nawet napiszę magisterkę :P). Zacznę od kończenia rysunków, a tym czasem zostawiam Was z zapowiedzią :)

SZCZĘŚLIWEGO ROKU 2015
niech spełnią się Wasze najskrytsze marzenia :*

piątek, 26 grudnia 2014

złote wstążki


zdjęcie nr 1

Mój kot gardzi malowaniem paznokci. Nie przypadł mu do gustu ani zapach lakieru, ani zmywacza. No ale cóż, za odkurzaczem też nie przepada, a sprzątać trzeba. O ile tego drugiego nie da się ograniczyć (trzeba było nie gubić sierści jak głupia), to z paznokciami można pokombinować. Na początek maluję wszystko na czarno, przy czym jeden pazurek pozostawiam miedziano złoty. Geometryczne wzory tworzę za pomocą taśmy w takim samym, miedzianym odcieniu złota (zdjęcie nr 1).


zdjęcie nr 2

Żeby zmienić lub odświeżyć manicure, nie poświęcając całości wiele czasu, wystarczy pomalować przestrzenie między taśmami, po czym odkleić paseczki. Można to zrobić kiedy kot nie patrzy :P

Enjoy <3 p="">

wtorek, 23 grudnia 2014

a co jest jutro?

To już ostatnia chwila na pakowanie prezentów. Jeśli pod choinką będzie ich dużo, z pewnością przydadzą się przywieszki z imionami... 


...lub karteczka z inicjałem do przyklejenia. Takie detale ozdobią nawet paczkę opakowaną w szary papier :)


...a jeśli jesteś Perfekcyjną Panią Domu i doskonale wiesz jak usadzić gości przy stole, możesz wykonać takie oto karteczki-renifery. One też mogą posłużyć jako karteczki na prezenty...


sobota, 13 grudnia 2014

Książka: Sprzedana. Moja historia, Sophie Hayes

Sophie jest młodą, w miarę szczęśliwą kobietą. Można by powiedzieć, że przeciętną. Żadnych większych tragedii, ani biedna, ani bogata, po prostu zwyczajna. Wyróżnia ją może tylko to, że jako dziecko nie bardzo czuła się kochana przez ojca. Prawdopodobnie przez jakiś czas zabiegała o jego miłość. Potem po prostu zaczęła się go bać, takim dziecięcym, prostym strachem, aż w końcu zobojętniała, odpuściła sobie. Chyba dlatego była zawsze troszkę wycofana w kontaktach damsko-męskich. Niespecjalnie je inicjowała. Niezbyt chętnie w nie wchodziła. Zwyczajna, ale nieco niedopieszczona, za mało kochana. Trochę pusta. Pustkę można jednak wypełnić - dobrem lub złem, a sprawny manipulator łatwo wykorzysta taki brak do wzbudzenia w miłej dziewczynie poczucia winy. Szybko ją omami i całkowicie wypierze jej mózg. Ta pustka to wytrych do umysłu, ciała i duszy. A jeśli jest się już w środku, łatwo kontrolować to, co na zewnątrz. Zwabiona wizją wakacji we Włoszech Sophie, łatwo wpadła w pułapkę zastawioną przez jej długoletniego przyjaciela, bo nigdy nie sądziła, że ktoś, komu zwierzała się z najskrytszych sekretów, ktoś, kto zna ją chyba lepiej, niż ona sama siebie, wykorzysta każdy, najmniejszy, skrawek jej jestestwa przeciw niej samej.

Sprzedana to nie thriller, to nie sensacja, ale prawdziwa i przerażająca historia zwyczajnej kobiety. To historia, która otwiera oczy na problem handlu ludźmi. Czytelnik z niedowierzaniem odkrywa, że sprzedany może być każdy, że mogą porwać Cię w jakimkolwiek miejscu i o dowolnej porze, a wejście w rolę ofiary jest prostsze i szybsze niż mogłoby się wydawać... Całkowicie wyjść z tego stanu jest jednak prawie niemożliwe. Z drugiej strony opowieść przeciwstawia się opinii społeczeństwa odnośnie prostytutek, a raczej powodów, które pchają dziewczyny na ulicę - bo, jak bardzo trywialnie by to nie zabrzmiało, te dziewczyny czasem na prawdę nie mają wyjścia.

I choć ta prawda jest przygnębiająca i może wywrócić do góry nogami nie jeden światopogląd, to równolegle istnieje jeszcze druga prawda - niestety książka jest przeraźliwie, fatalnie, okropnie nudna... Tego produktu nie uratuje intrygująca okładka, ani zgrabny tytuł. Ze wstydem przyznaję, że ostatnie rozdziały czytałam już z takim trudem, że poważnie rozważałam porzucenie książki niedoczytanej. Mimo strasznych przeżyć dziewczyny, wielokrotne powtórzenia, chaos panujący w całej narracji i infantylny styl niezwykle psuły wrażenie. Niekiedy zdawało mi się, że wraz z autorką kręcę się w kółko, widzę obrazy, które już mi pokazywała, sceny, które opisała wcześniej. To deja vu mocno utrudniło mi lekturę i skutecznie zapadło w pamięć, zupełnie zacierając prawdziwe przesłanie książki.  Kiedy na koniec okazało się, że po komentarzu Matki Sophie następują jeszcze kolejne, lekko się załamałam, choć te wypowiedzi okazały się nieco lepsze od trzonu opowieści i być może tylko dlatego przez nie przebrnęłam.

Niestety tej książki nie polecam, szczególnie, że problem handlu ludźmi na całym świecie można zgłębiać w nieco bardziej strawny sposób.

foto empik.com