czwartek, 24 grudnia 2015

papier do pakowania


Prezenty już zapakowane? W tym roku pakuję pazurki w beże i gwiazdki, a Wam życzę Gwiazdki z nieba i świątecznego obżarstwa w spokojnej i rodzinnej atmosferze :*


środa, 23 grudnia 2015

panna migotka


Sprawdzamy listę na dziś:

  • oszukiwane piernikowe babeczki - som
  • sprzątanie mieszkania - done
  • dopiekanie niedopieczonego ciasta z orzechami - robi się

A jak u Was? :*


poniedziałek, 21 grudnia 2015

sucha pastel: krzywa buteleczka

Suche pastele zyskały popularność ok XVI wieku. Wcześniej używał ich sam Leonardo da Vinci, technikę tę nazywając "malowaniem na sucho". Pastelowe pałeczki, często wyrabiane własnoręcznie, przez samych artystów (słowo pastele pochodzi od włoskiego "pasta", czyli ciasto), pozwalały uzyskać pudrowe, eteryczne wykończenie, a także malować dużo szybciej, niż pozwalałyby na to farby.


wtorek, 15 grudnia 2015

Książka: Trauma, Erik Axl Sund

„Trauma lub uraz psychiczny, to ostry, nagły uraz (szok), który może spowodować zaburzenia psychiczne i somatyczne.
Często na skutek intensywnej emocji lub urazu czaszkowego, wywołanego wypadkiem lub jednorazową katastrofą (trzęsienie ziemi, pożar itp.) człowiek przejawia mniej lub bardziej trwałe objawy zaburzeń psychicznych (syndrom pourazowy). Najważniejsze z nich to drażliwość, łatwe uleganie zmęczeniu, astenia, amnezja, regres do któregoś ze stadiów okresu dziecięcego, czasem ucieczka w chorobę i alkoholizm.”

Jeanette Kihlberg jest policjantką. Całkiem dobrą policjantką. Niestety reszta jej świata nie jest już tak poukładana, jak teczki spraw, które do tej pory udało jej się zakończyć. Mąż odszedł. Wymienił ją na nowszy model. Jakąś dziunię, która sprzedaje teraz jego obrazy, twórczość, której przecież połowa należy do niej, wiernej żony, wierzącej, wspierającej. Także finansowo. Sponsorowała tę jego sztukę, a teraz on nie ma nawet czasu dla ich syna. Bogiem a prawdą, Jeanette również niewiele go już ma. Sprawa zabójstw chłopców została oficjalnie zamknięta. Ale ona nie może tak tego zostawić. Co z tego, że ofiary są imigrantami, że nikt ich nie szuka, nikt się o nich nie upomina. Ona się upomni.

Jednocześnie pojawia się jednak inna sprawa. Priorytetowa, bo zamordowany jest szanowanym biznesmenem. Szanowanym? Każda szafa skrywa swoje trupy. Szafa, do której kluczem jest gęstniejąca i stygnąca krew tego człowiek, wypełniona jest najgorszymi ludzkimi uczynkami. A historie z przeszłości znaczą psychikę kolejnych młodych dziewcząt i niczym okruszki prowadzą coraz głębiej w otchłań coraz nie zdrowszych żądzy.

Są takie zdarzenia, które pozostają z nami na zawsze. Większość z nas może przytoczyć choć jedną sytuację, której wspomnienie wpycha go w objęcia dziecięcych koszmarów, a przynajmniej wybija nieco z teraźniejszości i odbija się echem po całym sercu, zalewa umysł zimnym otępieniem. Jeśli ta podróż w przeszłość jest chwilowa, niebezpieczeństwo mija tak szybko, jak się pojawiło i pozostaje wspomnieniem. Jeśli jednak ktoś dorosły, ktoś bliski, ktoś obcy zabiera nam dzieciństwo i pozostawia na jego miejscu pustkę, to taki uraz przejmuje nad nami kontrolę, nie pozwala żyć bez wcześniejszego ukojenia, ulgi, bez znalezienia spokoju. Bo jak długo można żyć w strachu przed wciąż doganiającym Cię wrogiem. Wrogiem przed którym nie możesz uciec, bo jest częścią Ciebie. I wtedy zaczyna się destrukcja. Niszczysz siebie lub innych.

I kiedy zagadka morderstw jest już rozwiązana, kiedy wszystko do siebie pasuje, a czytelnik prawie czuje jak chwyta w dłonie krawędź płaszcza mordercy, zaraz zobaczy jego twarz, okazuje się, że to tylko iluzja, że ofiary pozostają ofiarami, że nic już nie wiadomo, że ludzka psychika jest głębsza niż najgłębsza studnia, a zamknąć się w sobie i zapomnieć można na wiele sposobów.

I tak jest z tą książką. Nic nie jest tu pewne, bo wszystko opiera się na uczuciach. Na tym co zapomniane, przemilczane i niedopowiedziane. Wstyd, kłamstwa i krzywda są kanwą opowieści i wśród wątków trudno jest znaleźć ten właściwy, prowadzący do wydarzeń, których inicjatorzy musieli zostać ukarani; ten prowadzący do osoby, która nie może dłużej znosić  swojego upokorzenia.

To nie jest typowy kryminał i miłośnicy wartkiej akcji mogą czuć nieco ciężar książki. Jest to jednak pozycja ciekawa, poruszająca delikatne struny problemów społecznych, pisana ciekawym językiem, w przemyślany sposób i z pewnością pozostająca w pamięci.

Wyzywanie POPSUGAR "A book set somewhere you've always wanted to visit"

foto net

czwartek, 10 grudnia 2015

kafelek

28 listopada, w warszawskim Muzeum Azji i Pacyfiku, odbyły się warsztaty "Orientalny ogród: Warsztaty malowania kafli". Ponieważ nie mam już nawet czasu spać, postanowiłam radośnie dołożyć sobie kolejną pierdółkę do mojego pękającego w szwach grafiku. Warsztaty okazały się zadziwiająco przyjemne, o dziwo nic (nawet komunikacja miejska) nie wyprowadziło mnie z równowagi, a samo malowanie było jednocześnie odprężające i wymagające cierpliwości... do tej pory nie wiem jak udało się to połączyć.


ETAP 1
Najtrudniejszy! Z dostępnych wzorów trzeba było wybrać TEN JEDYNY...


ETAP 2
Wybrany wzór trzeba było przymocować i obrysować dokładnie, kalkując na kafelek.


ETAP 3
To wybór farb i wypełnienie wzoru. Zgadnijcie jakie wybrałam kolory :3


ETAP 4
To wypał i odbiór gotowego kafla...

poniedziałek, 7 grudnia 2015

podejrzane wypukłości

Jak widzicie moje paznokcie ponownie zderzyły się z życiem i niestety walkę przegrały. Jeśli czasem tu zaglądacie, to zapewne już wiecie, że krótkie pazurki wcale mnie nie zniechęcają. Przeciwnie! Maluję je na czarno i jestem z siebie bardzo dumna :P



aplikacje akrylowe, czarne, 100 sztuk, Born Pretty Store, cena $ 1.08

Do zdobienia użyłam czarnych pierdółeczek, które dostępne są w kilku rozmiarach. Ja wybrałam te o średnicy 1,5 mm. Pierdółeczki całkiem dobrze trzymają się paznokcia i, jak w przypadku wszystkich tego typu aplikacji, dają wiele możliwości zdobienia. Ponieważ nie są malowane, ale od razu wykonane z czarnego tworzywa, nie odbarwiają się przy zmywaniu manicuru i mogą być użyte kilkakrotnie. Ja lubię :3


poniedziałek, 30 listopada 2015

sucha pastel: martwa natura

Rzadko maluję kolorem, więc na zajęciach z użyciem pastelu pierwsze 20 minut po prostu stałam. Być może ktoś życzliwy uznałby, że musiałam sytuację przemyśleć. Prawda jest taka, że tak sobie stałam, bo nie wiedziałam co ze sobą zrobić :P


A na koniec całość złożyła się w takie ło!

sobota, 28 listopada 2015

Książka: Córka papieża, Dario Fo

Plotki. Ludzie mówią dużo, tyle samo dopowiadają. Każdy kolejny język dodaje słówko, zdanie, swoją opinię. Historia rośnie niczym perła w brzuchu małża, ziarenko piasku obtaczane coraz grubszą warstwą lśniącej masy, coraz ciekawsza, coraz okrąglejsza. 

Myślą, że mnie znają, że wszystko jest takie na jakie wygląda, na jakie ma wyglądać. Bo to wszystko gra pozorów, wieczny teatrzyk, bo z postępowania suflerów wnioskuję, że całość nie warta jest miana prawdziwej sztuki, a jedynie śmiesznego przedstawienia, fraszki, kabaretu. I ja tu gram, choć jestem jedynie pacynką, kukiełką kierowaną ręką ojca i brata. I wiatrem zmieniających się co chwila sympatii politycznych, sojuszy… spraw, które nie powinny mnie były nigdy dotyczyć, a od których zależy moje życie. Nieznośne.

Rację miał Alfons Aragoński wyznając mi kiedyś „wydaje mi się, że zrodziłaś się pośród wstrętnych ropuch, które gotowe są zabić każdego, kto staje im na przeszkodzie.” (str. 145) Tak też czynili. Alfonsa udusili, mnie sprzedali kolejnemu, o ironio znów Alfonsowi, jakby tylko chcieli podsycić moje nieszczęście, wspomnienie miłości, która rozkwitła niewinnie i tak brutalnie została zduszona.

Mój nowy małżonek pokochał mnie żarliwie i ja go również pokochałam, choć uczucie to poprzedziła wielka przyjaźń mojego przyszłego teścia. Sam Alfons d’Este z początku surowo sprzeciwiał się bowiem naszemu związkowi. Miał ponoć wykrzyczeć ojcu następujące słowa: „Wybacz, ale wystarczyło mi poznanie wykazu jej relacji seksualnych, żeby zdecydować, czy to kobieta, którą należy poślubić, czy z którą można najwyżej dla przyjemności spędzić noc!” (str. 167) Te słowa nie dotknęłyby mnie nawet wykrzyczane prosto w twarz. Ja wiem, to nie prawda, a winnam być w zgodzie tylko z samą sobą. Tylko z samą sobą żyję bowiem każdego dnia. Samotna. Niezłomna. Podejmuję wyzwania, omijam kłody rzucane mi pod nogi i wciąż umiem kochać, choć w innym pewnie serce zamarło by już dawno. Wciąż chcę kochać, wciąż mam nadzieję, że wichry namiętności moich bliskich przestaną rzucać mną po tej śmiesznej scenie. I nawet kiedy sprawiedliwość zrzuci ich w otchłań, ja stanę na wysokości zadania. Pomogę ludziom, którzy, wierzę w to, skrzywdzić mnie nie chcieli. Po prostu nie pomyśleli, że czuję. Jakoś o tym zapomnieli.

Lukrecja Borgia, córka kardynała Rodrigo Borgii, później mianowanego papieżem Aleksandrem VI, długo cieszyła się złą sławą. Inteligentna, piękna i uzdolniona, wychowywała się we Włoszech. Szybko stała się kartą przetargową w rękach swoich bliskich. Była też oskarżana o związki kazirodcze, zarówno ze swoim ojcem, jak i bratem. W rzeczywistości była przez nich wykorzystywana przy różnego rodzaju rozgrywkach politycznych. Nie ulega jednak wątpliwości, że w oczach ojca była kimś więcej, niż bezwolnym narzędziem. Dowodem jego ogromnego zaufania była decyzja o powierzeniu jej rządów w Watykanie na ponad miesiąc (str. 174). Lukrecja wywiązała się z zadanie nadzwyczaj dobrze, zdobywając jednocześnie przychylność i podziw. Równie sumiennie i sprawiedliwie wywiązywała się z rządów nad miastem Farrara, której księżną została poprzez trzecie małżeństwo z księciem d’Este. Jeśli wierzyć autorowi, nawet w najtrudniejszych chwilach była opanowana i dzielna, a jej wewnętrzny spokój i dobroć zyskiwały jej sprzymierzeńców – każdy, kto zetknął się z Lukrecją lub poznał ją bliżej, nie mógł dłużej wierzyć w krążące, o tej ciepłej i delikatnej kobiecie, historie.

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak, na którego stronie znajdziecie książkę


poniedziałek, 9 listopada 2015

sobota, 7 listopada 2015

Książka: Plaga samobójców. Program, Suzanne Young

Przed:

System miał nas chronić. Po to stworzono reguły i zasady, a na nich zbudowano stabilną fortecę Programu. Z początku funkcjonował on jako eksperyment, ale szybko okazał się jedynym lekarstwem na szerzącą się, wśród nastolatków, plagę samobójstw. Lekarstwem, a może jedynie plastrem, który odrywano wraz z przeszłością i wspomnieniami niedoszłych samobójców. Sama choroba nie zniknęła. Reagowano jedynie na jej objawy. W najgorszy możliwy dla nas sposób. Sama wciąż obwiniam się o śmierć brata. Gdyby nie James pewnie szybko bym do niego dołączyła. Ale on też nic nie zauważył. On też odczuwa tę straszną stratę. Niestety potem przyszły kolejne. I w końcu James też się załamał. Niedługo i ja się załamię... I tak zaczyna się ta historia.

Po:

Podobno chciałam popełnić samobójstwo. Nie pamiętam czemu. Nie wyobrażam sobie, co takiego mogłoby mnie pchnąć do takiego kroku. Ale niewiele pamiętam. Jestem szczęśliwa, jestem kochana. A może to tylko uczucia, jakie wstawiono w puste miejsce, które zostało po mnie, po tym wszystkim co miałam, a czego dziś już nie pamiętam. Podobno te wspomnienia mnie zatruwały. Ale wypełniająca mnie dziś pustka, poczucie braku i niedopasowania są chyba jeszcze gorsze. Udaję więc. Na szczęście, nie tylko ja…

Sloane i James to para zakochanych w sobie nastolatków. I pewnie ich życie przypominałoby życie wielu innych, gdyby nie tajemnicza Plaga, która zabrała już życie brata Sloane. Samobójstwa szerzą się jedynie wśród nastolatków i to właśnie oni zostają objęci szczególną uwagą. Codziennie sprawdzani w domu i w szkole przez Program, kolegów, a nawet własnych rodziców, wyciągani podczas lekcji ze szkolnych ławek, zabierani z domów, żyją w nieustannym strachu. Cel jest jasny:  wykrywać i izolować tych, którzy podejrzani są o zachorowanie. Chorzy natomiast zamykani są w specjalnych ośrodkach i poddawani wymazywaniu szkodliwych wspomnień. Szczęśliwych, plastikowych i pustych, Program odsyła do ich domów. Jak to możliwe, że ten system nie załamał się wcześniej?

Plaga samobójców to historia wpisująca się w te, traktujące o poddaniu kontroli wszystkich aspektów życia człowieka. Wydaje się, że wiele informacji ujawniamy dobrowolnie w mediach społecznościowych, na blogach, różnego rodzaju portalach, w umowach, newsletterach. Jednak element dobrowolności wydaje się tu być kluczowym, a człowiek obawia się systemu prewencji, posuniętego do granic absurdu, kontroli, zapobiegającej temu, co jeszcze się nie wydarzyło i być może nigdy nie wydarzy. Taki rodzaj ingerencji szybko staje się częścią procesu – wywołuje i potęguje strach i niepewność, a sami uczestnicy, zaczynają zauważać pewne nieścisłości, niespójności; zasadą staje się reguła, która sama w sobie, jest wyjątkiem od reguły, bo człowiek jest nieprzewidywalny, wyjątkowy i jedyny. I gdyby autorka bardziej skupiła się na podkręceniu tej atmosfery absurdu i zacieśniającej się pętli szaleństwa, książka wiele by zyskała. Tymczasem czytelnik ląduje wraz z główną bohaterką na terapii, która wkrótce pozbawi dziewczynę wszystkich wspomnień i co się okazuje? Że nastolatki myślą tylko o innych nastolatkach, o pocałunkach, trzymaniu się za rękę i może czasem jeszcze o jakimś mniej znaczącym zdarzeniu. Takie spłycenie psychiki nastolatka i wpychanie nam niekończącej się love story, sprawiło, że historia straciła na przekazie, troszkę zblakła i pod koniec nieco już nużyła.

Muszę jednak przyznać, że pomysł świetny, więc pomimo pewnych dłużyzn i powtórzeń z niecierpliwością czekam na część drugą.

Za możliwość wzięcia udziału w Book Tour dziękuję Wydawnictwu Feeria 


oraz Natalii z bloga Książkowe "kocha, nie kocha"

Wyzwanie POPSUGAR "A book by an author you've never read before"

czwartek, 5 listopada 2015

na bogato


Luxe Girl nr 4, Lovely, 8 ml, cena 7,79 zł

ocena:
Luxe Girl to najnowsza seria kosmetyków kolorowych marki Lovely, choć jeśli weźmiemy pod uwagę same lakiery, to nowości znajdziemy tu więcej. Linia Luxe Girl oferuje 6 kolorów utrzymanych w kobiecych i dość typowych odcieniach beżu, różu i czerwieni, ale o nieoczywistym wykończeniu. Lakiery posiadają delikatnie piaskową fakturę i migoczące drobinki, które jednak pozostają gdzieś na drugim planie, nadając całości ciekawą głębię i dodatkowy błysk, jednocześnie nie rzucając się w oczy.

Lakier łatwo się nakłada i szybko schnie. Dzięki fakturze, która ukryje wszystkie niedociągnięcia, nie wymaga dużej precyzji czy wprawy. Do pełnego krycia potrzebujemy standardowych dwóch warstw, za to podczas zmywania kosmetyk stawia lekki opór, ale z pewnością nie jest tak problematyczny jak typowe lakiery piaskowe czy brokaty.


No więc hit czy kit, zapytacie. A ja odpowiem, że po kolejne chyba nie sięgnę, ale próbę z numerem 4 przeżyłam i wspominam całkiem przyjemnie. Jeśli lubicie takie nudziaki albo lekko opalizujące wykończenie, ta seria będzie dla Was przyjemnym odświeżeniem klasyki :)

wtorek, 20 października 2015

ombre z dyni


1 Second Szybkoschnący lakier z panoramicznym pędzelkiem nr 4, 8 ml, Bourjois

ocena:
No ja się przyznam, że ja nie wiem, ale coś chyba robię nie tak, bo ile warstw bym nie nakładała, lakier wciąż prześwituje i daleko mu do pozytywnych opinii, które krążą w internetach całymi hordami. Chyba, że te pozytywne hordy wybiły w pień te negatywne... No nie wiem. W moim dyniowym mani lakier '1 Second' występuje jako najjaśniejszy odcień ombre, ale także jako top na całych tych dwóch paznokietkach. Tak 'intensywny' kolor osiągnęłam jedynie dzięki podbiciu go białym lakierem Essence, który stanowi bazę dla tytułowego zdobienia.

Zdecydowanie warto jednak wspomnieć o panoramicznym pędzelku, który rzeczywiście jest fenomenalny. Szeroki, zaokrąglony i nieco bardziej ścięty po jednej stronie, umożliwia nałożenie lakieru jednym pociągnięciem pędzelka. Bardzo lubię :3


piątek, 16 października 2015

Książka: Rosjanie w Polsce, Violetta Wiernicka

Trudno jest mi pisać recenzje pozycji naukowych, popularnonaukowych, czy też poradników, a dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze trudno jest mi ocenić wartość merytoryczną takich publikacji. Sięgam przecież po nie, zazwyczaj, jako laik, który pragnie poszerzyć, czy nawet dopiero nabyć konkretną wiedzę. Jeśli temat jest mi praktycznie całkowicie nieznany, jak w przypadku zagadnienia Rosjan, zamieszkujących ziemie polskie w czasie zaborów, zadanie staje się wręcz niewykonalne. Jeśli co nie co już wiem, pozostaje jedynie konfrontacja tekstu z wcześniej zdobytą wiedzą.

Druga trudność, to moje zamiłowanie do szczegółów. Pragnienie przybliżenia wszystkich ciekawych i zaskakujących fragmentów książki, okazuje się być nie do zrealizowania, bo musiałabym zwyczajnie przepisać całe rozdziały lub większe ich fragmenty (nomen omen miałam dokładnie takie same problemy robiąc notatki na studiach). W przypadku pozycji Rosjanie w Polsce ten punkt wydaje się w ogóle niemożliwy do realizacji, ponieważ sam temat jest dla mnie niezwykle ciekawy, więc cała książka stanowi jedno wielkie zaskoczenie, och połączone z ach i zachwyt z kubkiem gorącej kawusi w ręku.

Co więc mam zamiar opisać? zapytacie. Co będę oceniać, skoro sama jestem na tym polu początkująca? Okazuje się, że już udało mi się nakreślić pewien zarys, że powolutku wyłaniać się zaczyna książka łatwa w odbiorze, ale daleka od ogólników czy niedbałości, zarówno tej językowej, jak i naukowej. Oczywiście, jak wspomniałam trudno oceniać mi same zawarte tu fakty, ale bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie swojego rodzaju opieka nad czytelnikiem. Często natrafić można bowiem na mniej lub bardziej specjalistyczne pozycje, których autorzy zakładają, że jedynie uzupełniają posiadany już przez odbiorcę obraz. Violetta Wiernicka prowadzi nas jednak z cierpliwością godną dobrego pedagoga i tłumaczy zawiłości pewnych stereotypów i przekłamań, budując ten obraz od początku. Dzięki takiemu zabiegowi, książka staje się zwartą, pełnowartościową pozycją, będącą z pewnością wstępem do dalszych poszukiwań, ale też pozwalającą na poprzestanie na takim właśnie poziomie.

Sama treść ujęta jest w 13 rozdziałów, dodatkowo podzielonych na podrozdziały, wzbogacona o czarno białe fotografie i obszerną bibliografię. To co mi osobiście zawsze przeszkadza, to umieszczenie przypisów na końcu każdego z rozdziałów, choć przypuszczam, że wybór najlepszego rozwiązania za każdym razem spędza sen z powiek biednym autorom tego typu pozycji. Każda część stanowi tu pewnego rodzaju całość i opisuje konkretne zagadnienie, ale wszystkie zgrabnie są ze sobą powiązane. To zdecydowany plus, ponieważ autor tworzy w ten sposób pewnego rodzaju dawki, lekcje, które możemy pobierać w zależności od dnia, nastroju i możliwości, jednocześnie nie ucinając wątku i nie tworząc sztucznych granic. Ułatwia również powracanie do interesujących nas, czy też budzących wątpliwości fragmentów. Moim ulubionym jest tu z pewnością rozdział V Prawosławne cerkwie, być może dlatego, że opisuje moją rodzinną Warszawę, być może dlatego, że tworzy jej nieistniejący już obraz. W rzeczywistości cała pozycja przetykana jest codziennymi sprawami, życiem ludzi pochodzących z różnych sfer, zwykłymi sprawami i emocjami, umieszczonymi po prostu na różnym od nam współczesnego tle. To z resztą wydaje się być głównym założeniem książki, która „odczaruje mit o złych Rosjanach” (cytat pochodzi z notki na odwrocie), złagodzi obraz, kanciaste ‘ICH’ zmieni może na cieplejsze, bardziej ludzkie ‘ich’.

Dla kogo więc przeznaczona jest ta książka? Z całą odpowiedzialnością powiem, że dla każdego, choć oczywiście należy pamiętać, że starcie z datami, faktami i nazwiskami jest tu nieuniknione.

Za książkę dziękuję portalowi sztukater.pl


Wyzwanie POPSUGAR "A book by an author You've never read before"

foto net

piątek, 9 października 2015

a trip to: Lwów

 Zacznijmy od tego, że Lwów to miasto... kotów!



Co zobaczyć?

Tego dowiecie się z pierwszego lepszego przewodnika. Moja rada? Zgubcie się!


Zajrzyjcie w każdy zaułek i zakamarek. Znajdzie się tu coś dla amatorów uroczych zakątków...


...dla miłośników zabytków... 



...oraz fanów nowocześniejszych klimatów.



Detale

W tym mieście warto się przyglądać, spoglądać do góry, śledzić fasady mijanych budynków. Ukryte szczegóły, ciekawe rozwiązania, czasem oczywiste zdobienia tworzą niesamowity klimat tego miejsca.






Co zjeść?

No cóż, tu pojawia się mały problem, bo we Lwowie pyszne jest WSZYSTKO! Jeśli chodzi o szczegóły, to osobiście upodobałam sobie kilka miejsc, wszystkie znajdziecie kręcąc się w pobliżu rynku.

Śniadanko - tu faworytem jest "Bartolomej"


propozycja #1 typowe śniadanko 'na bogato'


propozycja #2 naleśniki ze słodkim twarożkiem i kwaśną śmietaną


 propozycja #3 naleśniki z mięsem

obiadek - tu polecam pyszne makarony w "Poczcie", ale też koniecznie spróbujcie serwowanych tu nalewek!

kolacja - przekąski, które spokojnie starczą za posiłek, serwowane w "Lampie", podbiją każde łakomczusze serce :3

niedziela, 4 października 2015

Książka: Łza, Lauren Kate

Jak to się mogło stać? Diana umarła. Została zabita! Tak właśnie było. Zabiła ją fala, okrutny, nieposkromiony żywioł. I przypadek. Bo przecież jak to się mogło stać? Jak wjechały na ten przeklęty most? Tylko one. Ruch został wstrzymany, zamknięty i tylko ich mały samochodzik, jej zielone oczy i hipnotyzujący śmiech. Fala pojawiła się znikąd i porwała je ze sobą w malutkiej, metalowej puszce. Ona również powinna była utonąć. Nie pamięta jak znalazła się na brzegu, to wydawało się zupełnie nielogiczne: Diana umarła, ona pozostała żywa. Chciała do niej dołączyć, ale ją odratowano. I po co? Świat nie był już taki sam; nie był pełny; istniał, ale nie było w nim Diany… jej też już tu nie było.

Eureka wróciła do szkoły i do swoich przyjaciół, Cat i Brooksa. Zamieszkała z ojcem, macochą i bliźniakami nad bagnistym bayou, ale nic nie było już takie samo, wyblakło, przeszło na drugi plan – na pierwszym była zaś jej rozpacz. Aż do chwili, w której blady chłopiec, tylko trochę starszy od niej, z całym impetem wjechał swoim chevy w jej czerwoną Magdę. Powiedział, że wszystkim się zajmie, wręczył swój numer i zniknął. Od tej pory pojawiał się z Nienacka. Każde kolejne spotkanie kosztowało Eurekę kawałek duszy. Jej życie biegło teraz ścieżką, wyznaczaną przez tajemniczy spadek, bladego chłopca i rodzinne tajemnice.

Są książki, co do których nie jestem pewna: tego, czy chciałabym przeczytać ich kontynuację; tego, czy tak naprawdę chciałam przeczytać je same; tego, czy naprawdę je przeczytałam. No cóż. Tę książkę przeczytałam, ale nie jestem tego pewna. Łza to pierwszy tom sagi o tej samej nazwie. Jej główną bohaterką jest młodziutka Eureka oraz grono jej najbliższych przyjaciół i rodzina. I przyznam się, że sam pomysł, może nawet zamysł fabuły bardzo mi się podoba i trafia gdzieś głęboko, w niedojrzałe jeszcze części mojej trzydziestojednoletniej już świadomości, które zgodnie kłamią, że ekscytacja literaturą przeznaczoną dla o połowę młodszych czytelników, wciąż jest na miejscu. I w sumie mogłaby być na miejscu, gdyby nie kilka zgrzytów. Bo coś tu jednak nie gra i zastanawiam się tylko, czy jest to kwestia przekładu, czy oryginału. Chwilami gubiłam się w wypowiedziach bohaterów, chwilami fabule brakowało nieco logiki, chwilami akcja toczyła się niczym w filmach z Jamesem Bondem, podczas gdy wygłaszane w tym samym czasie dialogi, przypominały raczej rozważania młodego Wertera.

W każdej czytanej książce staram się znaleźć pozytywne aspekty. Mocną stroną Łzy jest z pewnością tajemnica (to zawsze jest ciekawe), a więc chwyt dość pospolity. Wszystko kręci się wokół tajemniczego spadku: starej księgi, zapisanej dziwnym pismem, naszyjnika z medalionem i skrzyneczki, schronienia dla czegoś, zwanego Kamieniem Gromu. Niewiedza głównej bohaterki i przewijający się motyw Atlantydy, od zawsze fascynującej ludzi, zatopionej, legendarnej wyspy, tworzą klimat powieści i sprawiają, że czytelnik chce poznać zakończenie. Autorka rozpala ciekawość i sprawia, że brniemy przez kolejne kartki, następne rozdziały. I na koniec okazuje się, że nie do końca było warto. Nagle mamy wrażenie, że to kolejny odcinek serialu science-fiction z lat 90-tych – dobry zamysł, kiepska realizacja. Bo dziś czytelnik pragnie czegoś więcej, choć w tej pozycji jest coś intrygującego i przyznam się nieśmiało, że jestem ciekawa dalszych losów bohaterów, choć nie jestem już pewna, czy chciałabym poświęcić czas na czytanie o nich… Wolałabym chyba, żeby ktoś streścił mi je w kilka minut. Wystarczy.

Wyzwanie POPSUGAR "A book set in a different country"

czwartek, 1 października 2015

w cieniu żyrafy




ocena:
Aztecką płytka BP L010 określiłabym raczej jako indiańską i etniczną. Płytka o wymiarach 12,5 cm na 6,5 cm zapełniona jest przez 14 całopaznokciowych wzorów o wymiarach 18,5 mm na 14 mm oraz 7 pojedynczych obrazków. Stylistycznie płytka jest dość spójna, a wzory są łatwe do pobrania i odbicia. Jedyną wadą jest podklejona pod płytkę podkładka, o której wspominałam już w poście rubinowe piórko przy recenzji płytki BP L018. Wciąż nie rozumiem instytucji tego białego cuda, ale cóż, przynajmniej będę miała o czym myśleć podczas długich, zimowych wieczorów :P