wtorek, 10 lutego 2015

Książka: Sucha sierpniowa trawa, Anna Jean Mathew


Ameryka, lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku. Czas i miejsce ważnych przemian społecznych. Kraj, wciąż podzielony klasowo i rasowo, stoi w obliczu istotnych wyborów, m. in otwarcia szkół dla kolorowych dzieci. Z punktu widzenia białych obywateli nie ma to jednak większego znaczenia, a w wielu stanach pokutuje jeszcze powiedzenie "Dobry czarnuch, to martwy czarnuch." W nieco bardziej liberalnych miejscach czarnoskórzy służący, ogrodnicy i śmieciarze próbują zachować resztki godności, rodziny i religię, zrzeszają się we wspólnoty, w których ich funkcje diametralnie różnią się od tych, pełnionych w tygodniu służby. Przez białych uważani są za leniwych, nieuczciwych i głupich. Jak duże jest więc zaskoczenie państwa, gdy w ich domu pojawia się dobrze wychowana, bystra, piśmienna Mary, uczynna, sumienna i dyskretna. Szybko staje się w tym domu niezastąpiona, dzieci kochają ją jak członka rodziny, a pani, choć nigdy się do tego nie przyzna, może bezgranicznie na niej polegać. To jednak kruche szczęście w brutalnym, nietolerancyjnym świecie...


Do tej książki podchodziłam jak przysłowiowy pies do jeża. Mimo pochlebnych recenzji, a może właśnie z ich powodu, długo odkładałam ją na półkę 'do przeczytania'. I chyba dobrze, że czekałam z lekturą do chwili, kiedy mogłam w pełni docenić jej walory, bo tej książce po prostu nie da się powiedzieć nic złego. Czytelnik ma wrażenie, że jest to przemyślana, spójna całość; fabuła nie nudzi, a bohaterowie nie są do końca jednoznaczni, choć autorka od początku manipuluje naszymi sympatiami i antypatiami.

Ciekawym zabiegiem było wyjawienie punktu kulminacyjnego już w pierwszym rozdziale książki. Wbrew pozorom nie zniechęca to do dalszej lektury, a tylko podsyca naszą ciekawość, popycha do przewracania i pochłaniania kolejnych stron. Dzięki retrospekcjom, które systematycznie przybliżają czytelnika do rozwiązania akcji, a jednocześnie trzymają go na stosowny dystans, autorka zyskuje dużo czasu na opisanie scenek rodzajowych z życia mieszkańców amerykańskich przedmieść początku lat pięćdziesiątych. Stylizowany na dziecięcy język (narratorką jest bowiem 13-letnia Jubie, średnia córka państwa) to kolejny zabieg, który niemalże odziera wizję sielankowej prowincji z odwracających uwagę świecidełek i pośród kłamstw i niuansów dorosłych pozwala uchwycić sedno rzeczy, drugie dno, brutalną prawdę życia.

Sucha sierpniowa trawa to po prostu kawał dobrej lektury, studium jakiegoś wycinka ubiegłego wieku, dziurka od klucza, przez którą podglądamy historię...

                     Wyzywanie POPSUGAR "A book at the bottom of your to-read list"

foto net

7 komentarzy:

  1. Nie wiem dlaczego, ale ciągnie mnie do powieści poruszających problematykę niewolnictwa oraz nietolerancji innych ludzi z różnorodnych powodów, dlatego już jakiś czas temu przeczytałam "Suchą sierpniową trawę". Książka jest dobra, aczkolwiek zabrakło mi w niej tego CZEGOŚ.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że poszukam jej w empiku ;D

    Zapraszam do nas ♥
    http://1968basweca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Polecam "coś pożyczonego" Emily Giffin, pochłonie Cię bez reszty, zapewniam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. o, nie znam, a brzmi ciekawie. chociaż zwykle takie książki czyta się ciężko, ale tutaj brzmi dość interesująco. szczególnie punkt kulminacyjny w pierwszy rozdziale i retrospekcja mnie zaintrygowała. ;)
    pozdrawiam.
    http://poprostumadusia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię czytać książki amerykańskich autorów o życiu zwykłych ludzi w XX w. Ale wolę książki, które opisują rzeczywistość w czasie ich powstania. Np. ta książka opisuje lata 50, ale z perspektywy XXI w. Zapewne inaczej autorka by przedstawiła wydarzenie, gdyby żyła w tym czasie.
    http://polskiewidokowki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

lubię, jak zostawiacie mi komentarze :3