sobota, 28 lutego 2015

Książka: Carski smok, Catrin Collier

Nowa Kompania Rosyjska. Hasło, na którego dźwięk wielu walijskich górników ruszyło w 1869 roku za charyzmatycznym Johnem Hughesem do dzikiej Rosji. Do tego nowego, jeszcze niezbyt przychylnego miejsca gnają ich ciekawość, żądza przygody, nadzieja na lepsze życie. Niektórzy przed czymś uciekają, ale szybko okaże się, że życie wszędzie jest takie samo i tylko od nich zależy, jak nim pokierują, jakich wyborów dokonają. Inni dopiero tu odkryją, że mogą pragnąć i marzyć i że nic nie jest niemożliwe. A w tym nowym świecie, który sami dopiero budują, znajdzie się miejsce dla każdego, kto tylko zechce ciężko zapracować na lepsze jutro...

Zacznę od tego, że Carski smok to typowa literatura kobieca i to przeznaczona dla kobiet, które mają dużo czasu i nigdzie się nie spieszą. Taka jest właśnie ta książka - trochę ociężała, przeciągająca się i trochę... żmudna? mozolna? Co ciekawe, te cechy nie są wadą powieści, wręcz przeciwnie. Zabieg, który dla niektórych może okazać się ogromnym utrudnieniem i stanowić poważną przeszkodę w przebrnięciu przez lekturę, mi osobiście pozwolił niemalże stanąć w środku opisywanej społeczności, stać się częścią tej ogromnej wyprawy, fizycznie odczuwać trudy przeciągającej się podróży i ulgę odpoczynku. Kilka razy zastanawiałam się czemu autorka tak szczegółowo opisuje działania, które wydawałoby się, mogłaby pominąć, bez szkody dla głównego wątku. Mam wrażenie, że jednak nie o wątek tu chodzi, ale właśnie o to, żeby wraz z bohaterami opowieści przeżyć te kilka wydartych z ich intymności lat. I choć moją wyobraźnię dość łatwo pobudzić słowem pisanym i nie trudno przenieść mi się w świat opisywany na kartach kolejnych lektur, to chyba nigdy nie odczułam tego świata w tak intensywny, fizyczny sposób. 

To co jednak w powieści razi i zadaje kłam jej realizmowi, to zdecydowanie występujące w niej postaci. Jedynie młodziutka Walijka Anna wydaję się odrobinę wymykać prostemu opisowi, niezwykle płaskiej charakterystyce, bardzo dalekiej od skomplikowanej ludzkiej natury. Ale w końcu nie jest to powieść psychologiczna, a ci bohaterowie mają się po prostu dać lubić i dają się lubić, wpychając się niepostrzeżenie w serce czytelnika, rozczulając go jednocześnie swoją prostotą.

Carski smok z pewnością nie trafi do wszystkich czytelników, szczególnie tych niecierpliwych, czy też miłośników wartkiej akcji i silnych emocji, ale szczerze polecam ją wszystkim, którzy szukają w książce chwili oderwania od rzeczywistości.

Wyzywanie POPSUGAR "A book that made you cry"

foto net

wtorek, 24 lutego 2015

Książka: Przemytnik cudu, Jakub Małecki

Cud. Zdarzenie z różnych przyczyn nie posiadające wiarygodnego, naukowego wyjaśnienia.

Według religii chrześcijańskiej cuda przypisywane są działalności Jezusa Chrystusa oraz innych świętych. O cud modlimy się w sytuacjach bez wyjścia, w chwilach zwątpienia. Ale czy cud zawsze musi być czymś spektakularnym? Czy jeśli nie zaprzecza logice i nauce, nie jest godny tego miana? Czy każdy cud, o który tak bardzo się modlimy, którego tak wyczekujemy, to właśnie to, czego nam potrzeba? A czy grzech może być cudem?

Każdy z nas żyje swoim życiem. Niekoniecznie tym wymarzonym. Jest pewnie wiele chwil, które chciałoby się cofnąć, do paru zapewne miło byłoby powrócić. Ale nie ma cudów, nic się przecież nie zmieni. Rano trzeba będzie wstać i iść do pracy. Może tym razem nie trzeba będzie zostać po godzinach, może uda się odespać, albo odłożyć trochę grosza na dodatkową przyjemność. A może świat, tylko dziś, wyjątkowo, nie będzie taki upierdliwy i wredny, jak co dzień. Może. Prawdopodobnie będzie jednak tak, jak zwykle: mama Asi, słynna niegdyś malarka, obudzi się zła, schorowana i obrażona, a Hubert będzie użerał się z grubiańskim, niekompetentnym i wymagającym szefem. Prawdopodobnie tak właśnie będzie, bo przecież cuda się nie zdarzają.... Ale gdyby jednak założyć, że życie Asi i Huberta zmieni się właśnie dziś. Ona mogłaby przecież wpaść na ulicy na jakiegoś przystojnego faceta, który przywróciłby jej wiarę w lepszą przyszłość. On z kolei mógłby wziąć wolne. Tylko jeden dzień, Zwykłe chorobowe. Czy te zdarzenia zmienią ich na zawsze i czy okażą się tym, czego potrzebowali?

Przemytnik cudu to horror, groteska i fantasy w jednym. To książka bardzo dopracowana: każdy bohater występuje tu nie bez przyczyny, każdy wnosi coś do fabuły, tak by była ona spójna, wiarygodna i po prostu ciekawa. Autor nie spieszy się, dokładnie wie, kiedy należy wprowadzić kolejne fakty i kiedy podzielić się z czytelnikiem informacjami. Trochę niby już wiemy, a tu nagle jakiś dodatkowy szczegół, jakiś drobiazg, wyjaśnienie lub kolejne zawikłanie. Całość powoli układa się w obraz dość mroczny, nierzeczywisty, niczym z narkotycznego transu. I w całym tym mroku i abstrakcji, dostrzegamy w końcu sączące się przez cały czas światełko, prawdziwy, cichy cud, alternatywę dla krzykliwej i pstrokatej pokusy.

Lubię szukać w historiach drugiego dna, a Przemytnik cudu nie rozczarował mnie, bo oprócz rozrywki stanowi całkiem ciekawe studium ludzkiej natury. 

Wyzywanie POPSUGAR "A book You can finish in a day"

foto net

sobota, 21 lutego 2015

szach "(CHIC) matte"


                                                                      seria Chic Matte, 8,5 ml, Wibo, cena 6,19 zł

ocena:

Mam wrażenie, że przy seriach limitowanych oraz w przypadku lakierów z jakimiś supermocami, nie zwracam tak bardzo uwagi na trwałość. Lakiery Chic Matte nie są pod tym względem najgorsze i trzymają się płytki dość dobrze. Jeśli chodzi o mat, produkt również spisuje się całkiem nieźle. Nie jest to może szczyt możliwości, szczególnie w porównaniu np do topu matującego Lovely, ale efekt jest subtelny i intrygujący, a przede wszystkim łatwy w uzyskaniu, bo te lakiery dobrze się rozprowadzają i pięknie kryją. Ciekawy efekt potęguje dobór kolorów; jakby chłodne, jakby złamane... Ja to kupuję :)


czwartek, 12 lutego 2015

słownik

 Czasem trudno powiedzieć coś wprost... może więc namalować to na paznokciach :P


"Jestem zainteresowana"
(choć jeszcze nie wiem kim...)




"Czuję do Ciebie miętę"
(a może to bazylia?)




"Szaleję za Tobą!"
(dlatego za Tobą chodzę)


wtorek, 10 lutego 2015

Książka: Sucha sierpniowa trawa, Anna Jean Mathew


Ameryka, lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku. Czas i miejsce ważnych przemian społecznych. Kraj, wciąż podzielony klasowo i rasowo, stoi w obliczu istotnych wyborów, m. in otwarcia szkół dla kolorowych dzieci. Z punktu widzenia białych obywateli nie ma to jednak większego znaczenia, a w wielu stanach pokutuje jeszcze powiedzenie "Dobry czarnuch, to martwy czarnuch." W nieco bardziej liberalnych miejscach czarnoskórzy służący, ogrodnicy i śmieciarze próbują zachować resztki godności, rodziny i religię, zrzeszają się we wspólnoty, w których ich funkcje diametralnie różnią się od tych, pełnionych w tygodniu służby. Przez białych uważani są za leniwych, nieuczciwych i głupich. Jak duże jest więc zaskoczenie państwa, gdy w ich domu pojawia się dobrze wychowana, bystra, piśmienna Mary, uczynna, sumienna i dyskretna. Szybko staje się w tym domu niezastąpiona, dzieci kochają ją jak członka rodziny, a pani, choć nigdy się do tego nie przyzna, może bezgranicznie na niej polegać. To jednak kruche szczęście w brutalnym, nietolerancyjnym świecie...


Do tej książki podchodziłam jak przysłowiowy pies do jeża. Mimo pochlebnych recenzji, a może właśnie z ich powodu, długo odkładałam ją na półkę 'do przeczytania'. I chyba dobrze, że czekałam z lekturą do chwili, kiedy mogłam w pełni docenić jej walory, bo tej książce po prostu nie da się powiedzieć nic złego. Czytelnik ma wrażenie, że jest to przemyślana, spójna całość; fabuła nie nudzi, a bohaterowie nie są do końca jednoznaczni, choć autorka od początku manipuluje naszymi sympatiami i antypatiami.

Ciekawym zabiegiem było wyjawienie punktu kulminacyjnego już w pierwszym rozdziale książki. Wbrew pozorom nie zniechęca to do dalszej lektury, a tylko podsyca naszą ciekawość, popycha do przewracania i pochłaniania kolejnych stron. Dzięki retrospekcjom, które systematycznie przybliżają czytelnika do rozwiązania akcji, a jednocześnie trzymają go na stosowny dystans, autorka zyskuje dużo czasu na opisanie scenek rodzajowych z życia mieszkańców amerykańskich przedmieść początku lat pięćdziesiątych. Stylizowany na dziecięcy język (narratorką jest bowiem 13-letnia Jubie, średnia córka państwa) to kolejny zabieg, który niemalże odziera wizję sielankowej prowincji z odwracających uwagę świecidełek i pośród kłamstw i niuansów dorosłych pozwala uchwycić sedno rzeczy, drugie dno, brutalną prawdę życia.

Sucha sierpniowa trawa to po prostu kawał dobrej lektury, studium jakiegoś wycinka ubiegłego wieku, dziurka od klucza, przez którą podglądamy historię...

                     Wyzywanie POPSUGAR "A book at the bottom of your to-read list"

foto net

wtorek, 3 lutego 2015

meandry


No wiem wiem, ostatnio tylko te pazury pokazuję. w dodatku połamane, bo środkowemu znów stała się jakaś krzywda bliżej nieokreślona. Za to dziś krótko, zwięźle i na temat: szybkie zdobienie, z wykorzystaniem wzorków przeznaczonych do frencza. Taka sytuacja :P


Kot też już nie może patrzeć, to sobie chociaż przez okno popatrzy, tak dla odmiany...