wtorek, 21 kwietnia 2015

Książka: Drzewo migdałowe, Michelle Cohen Corasanti

Mały Palestyńczyk, Ahmed, żyje wraz z rodziną w Izraelu, w zapomnianej przez Boga i ludzi, wiosce. Zapomnianej niestety nie przez wszystkich, ponieważ regularnie ostrzeliwanej przez izraelskie wojsko i po woli okrawanej z otaczających ją żyznych ziem przez pobliski moszaw. Tłoczący się na coraz mniejszym skrawku ziemi, odgrodzeni od świata, żyjący w skrajnej nędzy Palestyńczycy z wioski Ahmeda regularnie spotykają się w miejscowej herbaciarni. Przy partyjce tryktraka słuchają  audycji radiowych i w bieżących wiadomościach szukają nadziei na lepsze czasy. W tej trudnej sytuacji żyją tak, jak potrafią i czekają. Pewnej bezsennej nocy, ogarnięty chęcią działania, wciąż bardzo jeszcze młody i niewiele rozumiejący Ahmed, pomaga terroryście zakopać broń w pobliżu swojego domu, położonego na wzgórzu, osłoniętego gałęziami  tytułowego drzewa migdałowego, budyneczku. Ta decyzja odmieni życie chłopca i jego rodziny, która zostanie wkrótce brutalnie rozdzielona, pozbawiona i tak już skromnego dobytku i środków do życia. Od tej chwili, kierowany wyrzutami sumienia Ahmed, poświęci swoje życie bliskim, których kiedyś tak bardzo zawiódł. Po latach ciężkiej i często upokarzającej pracy fizycznej okaże się, że dzięki ogromnej determinacji i niezwykłej bystrości umysłu, szesnastoletni palestyński chłopiec może stawiać się na równi, a nawet przewyższyć zdolnościami izraelskich rówieśników, a nauka i postęp stoją ponad wszelkimi podziałami. Życie nie oszczędzi jednak Ahmedowi kolejnych rozczarowań i smutków, które ostatecznie ukształtują jego charakter i zahartują ducha.

Książka podzielona jest na cztery części, z których każda stanowi odzwierciedlenie etapu życia Ahmeda. Mamy więc kolejno Rok 1955, 1966 i 1974, będące datami granicznymi tych etapów, ale też datami kluczowych dla życia bohatera momentów, oraz ostatni rozdział, Rok 2009, w którym spotykamy się z Ahmedem po latach. Tak jasne rozgraniczenie pomaga czytelnikowi odnaleźć się również w ogólnej chronologii wydarzeń na świecie, dzięki czemu książka zyskuje walory wykładu o historii, społeczeństwie i sytuacji politycznej kraju, o którym nie uczymy się na lekcjach historii. I ten właśnie aspekt powieści jest niezwykle wartościowy, bo stanowi pewnego rodzaju polemikę, dyskusję na temat przyczyn konfliktu, a także próbę pokazania podziałów między różnymi społecznościami, ale też wewnątrz nich. I o ile tło powieści jest niezwykle plastyczne, to występujące w niej postaci są już trochę bardziej jednowymiarowe, nie do końca złe, czy dobre, ale wciąż bardzo sztywne, wtłoczone w swoje ramy. Taki zabieg nie dziwi, jeśli założymy, że ostatecznie służą one podkreśleniu pewnych postaw i wartości typowych dla opisywanej kultury i czasu.

Mam wrażenie, że im książka jest lepsza, tym trudniej napisać jej recenzję. Książka, która porusza i wyzwala emocje to wręcz nie lada wyzwanie recenzenckie, bo uczucia opisać niełatwo. I pomimo małych niedociągnięć i bardzo oczywistego grania na uczuciach czytelnika Drzewo migdałowe muszę zaliczyć do piękniejszych książek, które miałam przyjemność przeczytać. Jest to też chyba jedyna pozycja, która wycisnęła ze mnie tyle łez, tych płynących z poczucia niesprawiedliwości i bezradności, ale też tych wynikających ze wzruszenia… Przyznam szczerze: płakałam jak bóbr w autobusach, tramwajach, na ruchomych schodach i we własnym łóżku. Autorka z wielkim wyczuciem wplotła przepiękną historię rodzinną w niezwykle drastyczny obraz Palestyny i Izraela II połowy XX i początków XXI wieku, tworząc całość pełną sprzeczności, wbijającą się w pamięć każdym, ozdobionym rysunkiem drzewa migdałowego, rozdziałem, ale też do bólu rzeczywistą.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non


Wyzwanie POPSUGAR "A book by a female author"

foto pochodzi ze strony wydawcy

czwartek, 9 kwietnia 2015

Jean Shrimpton #1


A Jean Shrimpton taka piękna...


środa, 8 kwietnia 2015

Ksiązka: Dobij mnie, Europo, Adam Bednarczyk

Konflikt bałkański sięga jeszcze wieku XIX, kiedy to, zamieszkiwane głównie przez Słowian różnych wyznań Bałkany, znajdowały się pod władzą Imperium Osmańskiego. Wzmacniające się nacjonalizmy lokalne, słabnąca władza Imperium i wiele innych czynników doprowadziły, że XIX wiek przyniósł Bałkanom podziały i kolejne państwa zyskiwały swoją niepodległość. Przy jednoczesnym wzroście aspiracji terytorialnych, a także chęci dominacji różnych grup etnicznych Bałkany stopniowo okazywały się zbyt małe dla tak dużych podziałów wewnętrznych. W bałkańskim tyglu wrzało od tej pory nieustannie. Jednak do opisanej przez Adama Bednarczyka wojny, toczącej się w latach 1992-1995, przyczyniły się bezpośrednio śmierć Broz Tity, przywódcy któremu udało się wcześniej nieco stłumić te podziały i zjednoczyć państwa bałkańskie w Jugosławię, a także rozpad bloku wschodniego. Wydarzenia te zaogniły konflikt między Bośniakami i Chorwatami a Serbami, którzy pragnęli odseparować się dwóch pierwszych nacji i doprowadziły do wojny na terenie Chorwacji i Bośni.

Moje uczucia co do tej pozycji zmieniały się niczym w przysłowiowym kalejdoskopie. Kiedy tylko zobaczyłam jej opis, pomyślałam że muszę ją przeczytać. Na książkę czekałam z niecierpliwością kilka dni. Kiedy jednak została już rozpakowana, trafiła do mojego prywatnego ‘książkowego czyśćca’, miejsca przeznaczonego dla książek, które powinnam lub chciałabym przeczytać już, zaraz, za chwilkę, ale do których nigdy nie mogę się zabrać, z którymi coś jest nie tak… Tu nie tak wydawało się być wszystko: trochę dziwny format, nienaturalnie duża czcionka, okładka z fakturą imitującą materiał, chociaż jakiś plastikowy ten materiał… Nie spodobały mi się również, umieszczone na samym początku zdjęcia, czysty klimat PRL-u z wesołymi podpisami „tu jemy śniadanie”, „tak się bawi Posavina” – nie tego oczekiwałam. Kiedy jednak zaczęłam ją czytać, wszystko się zmieniło i już kilka pierwszych stron wzbudziło we mnie silne emocje. Przed moimi oczami stanęły obrazy z Bośni, którą odwiedziłam 5 lat temu: doszczętnie zniszczony, ogromny hotel w Mostarze, który znalazł się na linii frontu toczących się 15 lat wcześniej walk; ostrzelane i opuszczone domy jednorodzinne; ślady po kulach, widniejące na fasadach większości budynków Sarajewa i tabliczki wiszące przy wejściu do parku – obok zakazu wprowadzania psów i słuchania głośnej muzyki, ten z przekreślonym pistoletem, zakazujący wnoszenia na teren parku broni… To tylko negatywy tamtych zdarzeń, przebitki jakieś dziwacznej wojny, która dla większości Europy toczyła się daleko, w jakimś bliżej nieokreślonym miejscu i tak samo nieokreślonym celu, a którą autor postanowił zgłębić i opisać w sposób wyjątkowy, bo z pozycji bezpośredniego uczestnika, a nie widza, czy obserwatora.

W swojej relacji autor wspomina o zachodnich ekipach, które przyjeżdżały robić wywiady z żołnierzami wojny bałkańskiej: szybkie zdjęcia, wycinek rzeczywistości, materiał bez głębi, bez wyrazu i bez przekazu, suche fakty, wyświechtane slogany, frazesy, które na celu miały jedynie podniesienie oglądalności zagranicznych serwisów informacyjnych. Adam Bednarczyk nie chciał stworzyć kolejnej dziennikarskiej relacji, chciał zostać uczestnikiem zdarzeń, które wydawały mu się traktowane nieco po macoszemu. I udało mu się.

Dobij mnie, Europo to klucz do chociaż częściowego zrozumienia uczuć osób bezpośrednio i pośrednio biorących udział z w samych walkach. Nikt lepiej nie umiałby opisać frontu, skutków utraty dowódcy, znaczenia pewnych rytuałów, niż ktoś, kto z autopsji poznał ich smak, zapach i moc. Ale autor stara się również uświadomić czytelnikowi, że wojna, to wbrew pozorom nie jest koniec, że życie toczy się równocześnie z nią.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi sztukater.pl


Wyzywanie POPSUGAR "A nonfiction book"

foto net

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

skalniaczek


Według starego przysłowia "Złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy". Według mojej dzisiejszej wiedzy odbijanie na granitowych lakierach nie byłoby możliwe bez mojego nowego, mięciuchnego stempla od BP... Rąbek rąbkiem, ale w szmatach nie potańczysz :P