poniedziałek, 25 maja 2015

jelenia, Milordzie?


Długo myślałam nad tym nieszczęsnym jeleniem, który nieustannie kojarzył mi się z norweskimi wzorami. Ostatecznie udało mi się odciągnąć rzeczonego zwierza od zimowej Skandynawii, naszpikowanej niebezpiecznie plecionymi swetrami i osadzić go w realiach, mi osobiście, kojarzących się z atmosferą powieści Agathy Christie...

Miracle Gel 560 Spice Age, 14,7 ml, Sally Hansen, cena 33,99 zł

ocena:
Miracle Gel to seria dość cukierkowych i pastelowych lakierów. Roziskrzony złotymi drobinkami brąz zdecydowanie odstaje od kolekcji i być może dlatego tak mnie zaintrygował. Przy tym kolorze, do całkowitego krycia wystarczają dwie warstwy i w tym miejscu warto też wspomnieć o niezwykle wygodnym pędzelku.
Sam lakier nie jest zbyt trwały i ściera się z końcówek już po jednym, czy dwóch dniach. Jeśli jednak połączymy go z czarodziejskim topem, to sprawa przedstawia się już zupełnie inaczej i lakier zyskuje trwałość do kilku dni (co u mnie jest nie lada wyczynem). Minusem jest czas schnięcia całości - przy mojej cierpliwości proces staje się dość męczący. Regularna cena lakieru również może skutecznie odstraszyć, ale ponieważ nie jest to kosmetyk typu 'must have', z zakupem można poczekać np na rossmannowe -49% (jak ja). A czy polecam? Sama nie wiem...


czwartek, 21 maja 2015

Książka: Jedenaście tysięcy dziewic, Joanna Marat

Anna ma męża. I nowotwór. Przynajmniej nowotwór nie zdradza jej na prawo i lewo. Z sekretarką. I z tą Gośką z wielkim tyłkiem. A tak się z niej wyśmiewali. Teraz ona się śmieje, ta Gośka. I Wiesiek. Śmieją się razem, z niej, z jej błękitów, chusteczki na łysej głowie. Niech się śmieją. Anna ma własne problemy. Nie będzie się awanturować, nie będzie krzyczeć, płakać. Taka jest. Szara, cicha myszka. A raczej błękitna, niebieska, turkusowa. Z tymi swoimi holenderskimi kafelkami i filiżankami, kupowanymi na pchlich targach. W tym wielkim, pustym domu.

Gosia to co innego. Ona wie czego chce i potrafi się o to wykłócić. Zakręcić się, jakby powiedziała matka Anny. Anna nigdy tego nie umiała. Ale Gosia? Zachciała Wieśka. No i ma. Kochała się w nim jeszcze w szkole. Ale, co się odwlecze, to nie uciecze. Jej były mąż to pijak. Jedyna córka przeprowadziła się do chłopaka, a Gosia poczuła, że czas na zmiany. I nowe życie, z Wieśkiem. I z nowym biustem, ale to przed Świętami. Tak. Wtedy będzie już idealnie. Nowe życie, nowy mężczyzna, nowy biust.

A Wiesiek? Jak on się w to wszystko wplątał? W tą Gośkę z wielkim tyłkiem. To go zaślepiło. Ten tyłek. I te gorseciki i pończoszki, które nosiła na początku. A on posłusznie odszedł od swojej cichej Anny. Przed Gosią były inne kobiety, inne kochanki. Ale to nie były poważne związki. Z Gosią też nie miało być poważnie. Ale się zrobiło. Zakrzyczała go. Stłamsiła tym tyłkiem. A on się poddał. Zostawił chorą żonę. Wystraszył się.

Przyznam, że wybierając tę książkę, spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Okładka i opis przywodziły na myśl raczej spokojną, rodzinną historię, z tajemnicą i dużą dawką przeszłości w tle. To co dostałam w zamian zaskoczyło mnie jednak i to pozytywnie. Z pewnością mocną stroną książki jest zastosowany przez autorkę język. Krótkie, mocne zdania, czasem niemalże komunikaty, tworzą klimat tej powieści, nadając jej jednocześnie dynamiki i siły. Czytelnik ma wrażenie współmyślenia i współodczuwania, jakby dosłownie siedział w głowach bohaterów. Sama narracja idealnie wpisuje się w tą dynamikę, dodatkowo ją podkręcając: krótkie retrospekcje przeplatają się z wartkimi strumieniami myśli, a wszystko kotłuje się i czasem, tylko na chwilkę, nie wiadomo już czyja myśl jest czyja. Same postaci są barwne, są jakieś, sprecyzowane i żywe, nie pozbawione wad, pozbawione natomiast zalet. I to jest właśnie ta słabsza strona powieści - bohaterowie, choć ciekawi, to przedstawieni zostali trochę jednostronnie, trochę na tak zwane jedno kopyto. Trochę, bo wydaje się, że pod koniec historii autorka próbuje zburzyć jednostajny obraz stworzonych osób. Wrażenie jednak pozostaje, tak samo jak motywy działania poszczególnych bohaterów, więc ostatecznie zabieg ten niezbyt się udał.

Z pewnością udało się jednak coś innego; zazwyczaj opis danej postaci należy do niej samej, bądź też do narratora. W tej historii każda postać wydaje się stać na scenie, nie do końca widoczna; po kolei zapalają się z różnych stron, skierowane na nią, światła – to opinie kolejnych bohaterów, cegiełki budujące daną postać, tę głębię ludzkiej natury, którą autorka oddała w sposób niesamowity i niepowtarzalny. Tu też pojawiło się pole do pokazania jak niewiele wiemy o najbliższych, o ich pobudkach, uczuciach i odczuciach. Rozmowa to coś, o czym Ci ludzie zapomnieli na rzecz niedomówień, domysłów i pozorów.

To pierwsza książka Joanny Marat, którą miałam okazję przeczytać i z chęcią sięgnę po kolejne. Za tę możliwość dziękuję portalowi sztukater.pl


piątek, 15 maja 2015

Książka: Pod schodami, Alison Maloney

Służący, służba, służalczy, sługa… To słowa, które w dzisiejszych czasach nie budzą niczyjego respektu, wręcz przeciwnie, mają znaczenie pejoratywne, a nawet obraźliwe. Tym ciekawsza jest podróż w czasie, w którą zabiera nas autorka książki Pod schodami. W Anglii epoki wiktoriańskiej i edwardiańskiej, na przełomie wieków XIX i XX, kiedy o posadę służącego ubiegało się wielu chętnych, stanowisko to było jedną z lepszych, dostępnych biednemu i często niewykształconemu społeczeństwu, prac. Dla Państwa posiadanie służby było oznaką pewnej pozycji społecznej. Niekiedy zubożałe, arystokratyczne rodziny potrafiły żyć na skraju nędzy, aby tylko utrzymać lokaja, otwierającą drzwi, żywą wizytówkę domu i kilkoro służących, podnoszących status domu do rangi nieuwłaczającej jego mieszkańcom. Dla niższych klas społecznych służba była z kolei szansą na wyrwanie się z ubóstwa. Ciężką pracę i całkowite poświęcenie, rekompensowały warunki, które choć niezwykle skromne, były często nieosiągalne dla pracujących w innych zawodach. Już młode dziewczęta posyłano do innych prac, aby mogły zarobić na wymagany do rozpoczęcia pracy pokojówki zestaw: czarną i zwykłą sukienkę, kaftan, kołnierzyki i kilka białych fartuszków, z obszytymi falbaną szelkami, choć gospodynią, czy nianią mogły zostać już tylko nieliczne.

Służba to pojęcie dość szerokie, a jej członkowie tworzyli hierarchię tyle skomplikowaną, co niezwykle gorliwie przestrzeganą. Na czele tej domowej piramidy po męskiej stronie stał kamerdyner, po żeńskiej zaś gospodyni. Zwyczajowo, reszta służby nazywała kamerdynera „sir” dając tym samym wyraz szacunku. Gospodynię tytułowano „Panną” niezależnie od jej stanu cywilnego. Nikt nie przejmował się również prawdziwymi imionami bezpośrednich podwładnych kamerdynera, przecież wszyscy lokaje nosili z góry ustalone miana „William” lub „James”. Pokojówki, podkuchenne, czy kucharki w oczach Państwa w ogóle nie istniały. Z resztą, właśnie umiejętności nie rzucania się w oczy, między innymi, od nich wymagano.

Życie w edwardiańskiej posiadłości przypominało teatr. Przedstawienia odbywały się regularnie, o stałych porach i wiele musiało się wydarzyć, by zaburzyć przebieg któregoś z nich. Typowy dzień posługaczek, pomocy kucharek, czy też lokajów zaczynał się, oczywiście, i kończył o porach całkiem odmiennych od tych, w których funkcjonowali Państwo i ich goście. Pod schodami zaczynano się krzątać już o 6 rano, a kamerdyner, który mógł udać się na spoczynek  dopiero, kiedy dostał na to pozwolenie od Pana domu, kładł się czasem nawet grubo po północy.

Te i wiele innych ciekawostek, odnośnie życia służby i funkcjonowania samego domu, opisała szczegółowo autorka książki. Pozycja, oprócz tego że niezwykle ciekawa i wciągająca, jest też przemyślana i z pewnością zaspokoi potrzeby, nawet nieco już zaznajomionego z tematem, czytelnika. Jej niewątpliwą zaletą jest porządek, który z każdym kolejnym rozdziałem, wprowadza w dotychczasową wiedzę na ten temat. Systematycznie zagłębiamy się w niuanse życia pod schodami, poznajemy zalety i niedogodności tego zawodu, czy też przyczyny jego upadku.

Książka podzielona jest na dziewięć głównych rozdziałów, z których każdy zawiera kilka podrozdziałów. Dzięki takiemu zabiegowi, łatwo jest powrócić do interesujących nas informacji. Dodatkowo praca zawiera kilka ilustracji i zdjęć, przedstawiających m. in. reklamy ówczesnych środków czystości, czy anonse, zamieszczane w gazetach przez ubiegających się o stanowisko służącego. Schemat domowej hierarchii, przykładowe przeliczniki płac, ilość przysługującego na głowę piwa, to wszystko dopełnia tą niezwykłą publikację, jednocześnie przybliżając nam codzienność angielskiego społeczeństwa przełomu epok.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi sztukater.pl


Wyzwanie POPSUGAR "A book that was originally written in a different language"

foto net

czwartek, 14 maja 2015

serce na dłoni


Rich Color 123, 10,5 ml, Golden Rose, cena katalogowa 6,90 zł

ocena:
Aż trudno uwierzyć, że to mój pierwszy lakier Golden Rose. No niestety, kosmetyki tej firmy nie są dostępne w sieciowych drogeriach, a tylko na odrębnych stanowiskach, w różnych punktach miasta, które mi akurat zawsze są nie po drodze. Może to i dobrze, bo Rich Color jest jedyną z kilku dostępnych serii lakierów GR. Wszystkie te serie oferują szeroki wybór w bardzo przystępnych cenach. A jak zapewne wiecie, to te przystępne ceny są najgorsze i nagle urastają do kwot w stylu "Świetnie, w tym miesiącu kot nie będzie już jadł.". 
Co do samego produktu, to jestem z niego całkiem zadowolona. Lakier schnie szybko, jednak do całkowitego krycia potrzeba 2 lub nawet 3 warstw. Z pewnością zrekompensuje to fakt, że kolor na paznokciu jest dokładnie taki, jak w buteleczce, więc nie będzie nieprzyjemnych niespodzianek. Ach! No i pędzelek - z pewnością polubi go większość użytkowniczek. Z pewnością jeszcze się skuszę :)


Pamiętajcie też o 10% zniżce do sklepu Born Pretty Store


środa, 6 maja 2015

majowa pisanka

Dziś najnowsza dawka pazurkowego szczęścia, czyli ozdoby zupełnie nie na miejscu :)

nr 1 PISANKA:


płytka Qgirl 035, cena 2,99 $

ocena:
To standardowa płytka o średnicy 55 mm, w całości pokryta wzorem. Wzór ten nosi miano arabeski rzeczywiście coś w tym jest, gdyby nie fakt, że mi osobiście kojarzy się z wielkanocnymi pisankami. Tak jak w przypadku pozostałych płytek z Born Pretty, i tu nie ma problemu z odbijaniem, choć wzory są dość skomplikowane i trzeba uważać podczas ich przenoszenia, ponieważ linie potrafią się przesunąć lub skrzywić.

nr 2 OZDOBY ŚWIĄTECZNE:


ozdoby, 30 szt, cena 1,99 $

ocena:
Te ozdoby są naprawdę maleńkie (śnieżynki 4 mm, jelonki 3x4 mm) i cienkie i dlatego wyglądają ładnie nawet na krótkich pazurkach. Do wyboru jest 10 kształtów, m.in. wąsy, śnieżynki czy inne zwierzęta, a każdy taki zestaw, to aż 30 sztuk - doprawdy nie wiem, co zrobię z tyloma jeleniami! Ozdoby są złote, ale tylna, miedziana strona prezentuje się równie ciekawie.

nr 3 LUKIER


lakier do stempli, 6 ml, cena 4,99 $

ocena:
O tym lakierze słyszałam wiele i przyznam, że u mnie sprawdził się świetnie. Jest bardzo dobrze napigmentowany i odbija wzór zarówno na jasnych, jak i na ciemniejszych lakierach. Jednocześnie nie jest gęsty, dzięki czemu nie zasycha w 5 sekund, co pozwala lekkim niezdarom życiowym (na przykład tak niewprawnym jak ja) w pełni wykorzystać swój czas i piętnaście tysięcy razy poprawiać etap "szybkim ruchem zdrap nadmiar lakieru z płytki" :P

A na koniec kompilacja dwóch z trzech powyższych:


Pamiętajcie również o kodzie, który uprawnia do 10% zniżki przy zakupie nieprzecenionych produktów w sklepie Born Pretty Store