środa, 19 sierpnia 2015

rubinowe piórko




ocena:
Płytka L018 to prostokątna płytka o wymiarach 6 cm x 12 cm. Płytka umieszczona jest na białej podkładce o wymiarach 7 cm x 13 cm, a całość chroni kolorowa, tekturowa kieszonka. Na płytce znajduje się 14 wzorów przeznaczonych na cały paznokieć, każdy o wymiarach 18,5 mm na 14 mm. Dodatkowo, na dole płytki śmieją się matrioszki, z których najwyższa ma 12 mm, a najniższa 7 mm. Słodki zameczek, piórko i indyjski słoń pochodzą chyba z zupełnie innej bajki, ale za to są urocze :)

To moja pierwsza duża płytka. Długo ją wybierałam i pewnie na długo pozostanie moją ulubioną. Wszystko tu jest urocze, nawet ten, niepasujący do skandynawskich i rosyjskich motywów, indyjski słoń. Nie za bardzo rozumiem natomiast instytucji białej, podklejonej pod płytkę, podkładki. Jest to element zupełnie zbędny, który ja oczywiście od razu upaprałam lakierem :P Same wzory odbijają się całkiem ładnie, ale należy uważać na detale - niektóre z nich są zbyt drobne, przez co nie udaje się pobrać ich na stempel.


Jeśli podobają się Wam produkty Born Pretty Store, to pamiętajcie o poniższym kodzie, uprawniającym do 10 % zniżki na nieprzecenione produkty:


niedziela, 16 sierpnia 2015

Książka: Życie w PRL, Iwona Kienzler

Polska Rzeczpospolita Ludowa. W skrócie PRL. Trochę śmieszny, a trochę straszny okres, przypadający na lata 1944-1989. Dziś tak odległy i niemalże legendarny, z pewnością stały już element polskiej kultury, wciąż obecny w sercach i umysłach wielu z nas, wciąż żywy, wciąż zabawny, tak bardzo aktualny i przez to tak bardzo przerażający.

Książka Życie w PRL, autorstwa Iwony Kienzler , w przemyślany i bardzo obiektywny sposób przedstawia realia tego okresu. Znajdziemy tu więc wiele żartów, humoru sytuacyjnego i sentencji, które były odpowiedzią na niedogodności i absurdy tamtego ustroju. Łatwo się jednak przekonać, że również w tym przypadku, medal ma dwie strony, te jasne i te ciemne: aresztowania, bezpodstawne prześladowania i cenzura z jednej, przydziałowe mieszkania, praca i zaplecze socjalne z drugiej strony – to wszystko razem składało się na pełen obraz, którego często nie mamy już przed oczami. Co więcej, mamy do czynienia z kolejnym pokoleniem, osób dwudziestokilkuletnich, a nawet trzydziestoletnich, które znają PRL jedynie z opowieści. Oglądamy wciąż powtarzane w telewizji filmy Barei, nie rozumiejąc do końca przekazywanych w nich treści. Śmiejemy się, mówimy „Teraz jest tak samo”, jednak tak samo nie jest, a humorystyczny sposób, w jaki przedstawiane są PRL-owskie realia, to zazwyczaj próby ominięcia wszechobecnej cenzury i sposób na odreagowanie, na poradzenie sobie z rzeczywistością.

Publikacja podzielona jest na szereg krótkich rozdziałów, opisujących konkretne aspekty życia, ale też zgrabnie ze sobą połączonych. Dzięki takiej konstrukcji, możliwe jest przeczytanie książki zarówno w całości, jak i powracanie do wybranych zagadnień.

Bikiniarze, hipisi, bananowa młodzież (strony 221 – 231)

Słowo bikiniarz było w PRL-u synonimem chuligaństwa. Osoby takie miały bowiem zagrażać akceptowanym normom i wartościom, a sami bikiniarze szybko stali się tym, co według systemu należało tępić, a przynajmniej poskromić. Każda, idąca pod idealistyczny prąd subkultura, stanowiła swoim istnieniem zagrożenie i tak samo jak dziś, patrzono na jej członków co najmniej z dużą dozą nieufności.

Praca i bezrobocie w PRL-u i dzisiaj (strony 243 – 252)

- Panie kierowniku… Postanowiliśmy z Józkiem, że w pracy nie będziemy ani palić, ani pić.
- To świetnie. Ale co w takim razie będziecie robić? (strona 244)

Praca była wtedy dla wszystkich. Niezależnie od tego, czy się w niej sprawdzali i czy wyrabiali założone i odgórnie narzucone normy. Ponieważ to Państwo było w PRL głównym pracodawcą, na porządku dziennym były hasła do pracy motywujące, a także te, opiewające jej dobroczynny wpływ na życie, zarówno całego społeczeństwa, jak i jednostki. Owe społeczeństwo nie do końca zgadzało się jednak z wizją pracy, jako zajęcia uwznioślającego, a co za tym idzie z jej wydajnością bywało różnie. Na hasła propagandowe również znalazła się ciekawa odpowiedź:

Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy (strona 249)

Dodatkowo, na końcu książki znajdziemy „Słownik PRL-u”, a w nim najbardziej charakterystyczne dla tego okresu hasła, takie jak ‘cinkciarz’, ‘kolejka’, czy ‘Pewex’. A jeśli wciąż czujemy niedosyt, autorka pozostawia nas z dziewięciostronicową bibliografią, świadczącą również o rzetelnym zgłębieniu tematu i przedstawieniu wszelkich jego aspektów.

Jeśli więc, podobnie jak ja, pamiętacie lub znacie PRL tylko z filmów i opowieści rodziców czy dziadków, albo znacie ten okres aż za dobrze i chcecie odbyć sentymentalną, trochę śmieszną i trochę straszną podróż w przeszłość, to tę pozycję bardzo polecam.

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo portalowi sztukater.pl


środa, 12 sierpnia 2015

wystawa: Arcydzieła sztuki japońskiej w kolekcjach polskich

9 sierpnia, w Muzeum Narodowym w Warszawie, odbył się finisaż wystawy Arcydzieła sztuki japońskiej w kolekcjach polskich. Eksponaty zebrane na wystawie datowane są głównie na okres Edo, czyli czasy szogunatu Tokugawa (1603-1868) oraz późniejsze.

PS zdjęcia robione tzw ziemniakiem :P



UKIYO-E

Ukyio-e, czyli obrazy przemijającego świata (od buddyjskiego określenia nietrwałości i ulotności 'ukyio' i sufiksu -e oznaczającego obraz) to sztuka, która swój początek bierze od ilustracji książek. Początkowo wyłącznie czarno-białe obrazki odbijane są jako samodzielne dzieła od XVII wieku, ale barw nabierają dopiero w kolejnym stuleciu i odtąd nazywane są nishiki-e, drzeworytami brokatowymi.

Małpka łowiąca światło księżyca, Ohara Shoson XX wiek 






Na drzeworytach często znajdują się pieczęci, należące do artysty, który wykonał projekt rysunku i uważany jest za autora drzeworytu oraz wydawcy, który zlecał wykonanie danego projektu, a także pieczęć cenzora. Niezwykle rzadko odnajdujemy natomiast pieczęć drzeworytnika, nigdy zaś pieczęci drukarza, których praca również składała się na efekt końcowy.

Księżyc i klucz kaczek




MALARSTWO

Obok barwnych drzeworytów, na Wyspach rozwijało się również malarstwo. Pierwotnie przeznaczone do wnętrz świątynnych kakemona, rozwijane pionowo zwoje, malowane były na papierze lub jedwabiu. Kiedy już trafiły do pałaców i domów, stały się m. in. elementem ceremonii herbaty, podczas której kontemplowano ich piękno.

Popularnym motywem było studium zwierząt i roślin, zwane kacho-ga, przy czym artysta nie miał tu na celu realistycznego przedstawienia, ale oddanie jego ducha, uchwycenie idei.


Bażanty pod kwitnącą wiśnią, Watanabe Seitei 1891, farby wodne i tusz na jedwabiu




TKANINA

Japonia to kraj jedwabiu. Z tego delikatnego i drogiego materiału szyto piękne kimona, poduszki, parawany, świątynne makaty i wiele innych. Wiele było też sposobów zdobienia jedwabiu: malowany tuszem, odbijany od stempla, czy wyszywany wzór, każda technika dawała inny efekt. Dowolnie łączone, wzbogacone wplecionym w wątek metalizowanym papierem lub złotą nicią, dawały niepowtarzalny efekt.


Tkanina wyszywana złotą nicią (po lewej)
Fragment makaty świątynnej 1797, jedwab i papier metalizowany (po prawej)

ELEMENTY STROJU

Tradycyjny strój japoński nie posiadał kieszeni. Japończycy nosili więc drobne przedmioty przytroczone do ciasno wiązanego pasa obi. Sznureczki, na których wisiały np inro, modułowe pudełeczka przeznaczone na leki oraz tusz i pieczęć, zabezpieczano ozdobnymi guzami-zatyczkami, zwanymi netsuke. Netsuke wykonywano z drewna, kości słoniowej, rzadziej z łupin orzecha, bursztynu czy koralu. Przedstawiały zwierzęta i rośliny, rzemieślników, przedmioty codziennego użytku i wiele innych.


Netsuke XIX wiek, aktor i maski teatru no, kość słoniowa


 Inro z wizerunkiem koguta XIX wiek, laka, złocenie, inkrustacja skorupką jaja kurzego

OKIMONA

Okimona to niewielkie figurki, produkowane od końca XIX wieku na rynki europejskie. Rozkwit tej sztuki przypada na okres po otwarciu granic (zamkniętych od 1639 roku), kiedy to tradycyjne kimona, a wraz z nimi guzy netsuke, zaczynają znikać, wypierane z Japonii przez typowy strój europejski. 


Okimona, XIX i XX wiek, kość słoniowa

POJEMNIKI I PUDEŁKA

Pudełka, pojemniki, szkatułki czy sepety, zaopatrzone w ukryte szufladki i podwójne dna, miały skrywać tajemnice właścicieli, rytualne zwierciadła, przybory do kaligrafii, czy posiłek. Pokryte laką, zastygającą w twardą, błyszczącą powłokę substancją, uzyskiwaną z soku drzewa lakowego, były bogato zdobione: inkrustowane, złocone, prószone.


Suzuribako, pudełko na przybory do kaligrafii, laka prószona

Tusz wyrabiano w Japonii z sadzy ze spalonych roślin, zmieszanej ze spoiwem. Formowany w sztabki dojrzewał kilka lat; najlepsze tusze, nawet kilkanaście. Przed użyciem rozrabiano go z wodą, z dołączonego do zestawu pojemniczka.

HERBATA...

Tradycja parzenia zielonej herbaty trafiła do Japonii z Chin, wraz z uczniami szkoły zen, którzy przywieźli ją na wyspy wraz z religią buddyjską. Pierwotnie miała ona pomagać w medytacji, ale w Japonii ewoluowała w osobną, niezwykle skomplikowaną i piękną ceremonię.


Czarki chawan XVIII/XIX wiek, kamionka szkliwiona, intencjonalna deformacja
Butla do sake XIX wiek, kamionka inkrustowana masą perłową i prószenie maki-e (z tyłu)

... I SAKE

Sake podawano na ciepło. Do jej podgrzewania używano małych imbryczków.


Imbryczek stylizowany na kształt kwiatu XIX wiek, stop sentoku

INNE NACZYNIA

Pierwsze wyroby gliniane pojawiają się w Japonii już V tysiącleciu p.n.e. Koło garncarskie, w Europie używane od XIII wieku, na Wyspach znane jest już w V w, a technika szkliwienia, pojawia się tu już w następnym stuleciu, podczas gdy w Europie szkliwione są dopiero naczynia XV-XVI wieczne.


Naczynia dekoracyjne zdobione motywem kwiatów, ptaków i owadów, Yabu Meizan koniec XIX wieku, fajans, dekoracja naszkliwna farbami emaliowymi i złotem


Waza-kadzielnica (na pierwszym planie)

Wiele naczyń miało swoje konkretne przeznaczenie, od którego zależał również ich kształt, wielkość czy zdobiący je motyw.


Naczynie na imbir dekorowane pnączem groszku


Naczynie z dekoracją rytą w czerepie, Fujjhira Shin XX wiek, porcelana

EMALIA KOMÓRKOWA


Emalia komórkowa to technika polegająca na spawaniu cieniutkich, miedzianych lub srebrnych, drucików, do narysowanego na metalowym czerepie wzoru. Powstałe w ten sposób komórki wypełniano szkliwem i wypalano. Początkowo służyła do zdobienia metalowych elementów wyposażenia pałacowych wnętrz: gałek, główek gwoździ, które w ten sposób wtapiały się w otaczające tło.

Odmianą tej techniki jest tzw musen, polegająca na wyciągnięciu drucików tuż przed wypałem szkliwa.

Czajniczek zdobiony ornamentem kwiatów, emalia komórkowa

Taca z przedstawieniem czapli i irysa koniec XIX wieku, technika musen


METAL

Japończycy niezwykle cenili sobie delikatne, nietrwałe materiały, takie jak wspomniane już wyżej papier, jedwab, czy drewno, które idealnie wpisywały się w towarzyszące im poczucie przemijania. Nie oznacza to jednak, że nieznana im była metalurgia. Słynne na całym świecie miecze, prócz pięknego rysunku ostrza, dodatkowo zdobiono, np dekorując jelce tarczowe tsuba. Od XV wieku ich wyrobem zajmowali się osobni artyści.


Tsuba, jelec tarczowy z dekoracją ażurową sukashi i strzemiona abumi 1681, papier, żelazo i laka


Kadzielnica w kształcie żaby pod liściem lotosu, okres Meji, brąz

Wiele ciekawych artykułów na temat Japonii znajdziecie na stronie całkowicie poświęconej Wyspom Japonia. Historia, kultura, sztuka i architektura Japonii.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Książka: Biorąc oddech, Rebecca Donovan

Emma znów jest sama. Jej najlepsza przyjaciółka Sara wyjechała do Francji. Evan? Jego zostawiła już dawno temu. Nie mogła ciągnąć go ze sobą w dół. Zrobiła to dla jego dobra. Nie chciała już nikogo krzywdzić. Nigdy już tego nie zrobi, niezależnie od tego, jak bardzo skrzywdzi jednocześnie samą siebie.

Bo jej nie można kochać. Ona też tego nie potrafi. Tak już jest. Jest odbiciem swojej destrukcyjnej, egoistycznej matki, jej wierną kopią; pustą skorupą; cieniem człowieka; cieniem samej siebie. Gdyby inni znali ją taką, jaką ona siebie zna, nie miała by nawet tej garstki trwających przy niej ludzi. Ale tą tajemnicę przywiązała do swojego serca niczym głaz, który teraz wciągał ją w ciemność, zabierając powietrze, nie pozwalając oddychać. Czy jeszcze kiedyś będzie w stanie zaczerpnąć powietrza i nie czuć tego bólu, czy przestanie tonąć w tej pustce?

Biorąc oddech, to już trzeci, ostatni tom serii Oddechy, która przebojem wdarła się w serca wielu nastolatek i wielu dam w nieco już starszym wieku. Autorce znów udało się wycisnąć z czytelnika (czytaj mnie) łzy, wywołać uśmiech i wzbudzić jeszcze wiele innych uczuć, cały ich wachlarz. I właśnie takiego efektu, emocjonalnej huśtawki, wzruszeń, oburzenia i radości, oczekiwałam sięgając po ostatnią część tej pięknej historii. Już przy Oddychajac z trudem nie wierzyłam, że autorce uda się utrzymać intrygę, nie powtarzając schematu pierwszej części, Powód by oddychać. Ale udało się i tym większym rozczarowaniem byłaby dla mnie porażka części trzeciej. Okazało się jednak, że najgorszego potwora autorka zachowała właśnie na tom Biorąc oddech

Seria Oddechy porusza niezwykle ważne problemy, które nie dotyczą jednak każdego. Molestowanie fizyczne i psychiczne, przemoc, alkoholizm, to zjawiska znane i dużo częstsze, niż mogłoby się wydawać, choć jeśli nie dotknęły nas samych, niezwykle trudno postawić się na miejscu osób nimi dotkniętych. Problemy te pojawiają się zarówno w biednych, jak i zamożnych rodzinach, wśród ludzi dobrze sytuowanych i takich, których sąsiedzi powiedzieli by „Oni nigdy nie zrobili by czegoś takiego”. A jednak. Główna bohaterka serii wydaje się wyjątkowo przyciągać różnego rodzaju patologiczne sytuacje i zapewne zwykłemu czytelnikowi może wydać się to trochę… naciągane? No bo przemoc, bo nałóg, to tak, ale wszystko na raz? Tyle na jedną biedną dziewczynę? I wszystko wyjaśnia się właśnie po lekturze ostatniej części, elementy wskakują na swoje miejsce, jak puzzle i w końcu tworzą całość, logiczny obrazek, na którym jasno już widzimy, czemu ta historia potoczyła się akurat tak.

No to czemu? Bo ofiary często zaczynają obwiniać same siebie. Jest to znany mechanizm wykorzystywany przez oprawcę, który wmawia dręczonym bliskim, że wszystko co ich spotyka jest właśnie ich winą. W przypadku dorosłych, taki zabieg podziała tylko na osoby z niską samooceną, słabsze psychicznie. Jednak Emma dorastała w ciągłym poczuciu winy. To przez nie cierpiała tyle lat, przez nie zamknęła się na uczucia i szczęście. Sama ich sobie zakazała. Sama sobie wyznaczyła karę, za winy, które wmawiali jej dorośli: matka i ciotka. Za te, które potwierdził swoim milczeniem jej wujek. Za te, które nigdy nie były jej, ale które skutecznie niszczyły jej życie i które wciąż do niej wracały, zabierając oddech i pogrążając w ciemności.

Bardzo polecam całą serię. Mnie zachwyciła. 

Za książkę ponownie dziękuję Wydawnictwu Feeria


Wyzwanie POPSUGAR "A book with a love triangle"