poniedziałek, 30 listopada 2015

sucha pastel: martwa natura

Rzadko maluję kolorem, więc na zajęciach z użyciem pastelu pierwsze 20 minut po prostu stałam. Być może ktoś życzliwy uznałby, że musiałam sytuację przemyśleć. Prawda jest taka, że tak sobie stałam, bo nie wiedziałam co ze sobą zrobić :P


A na koniec całość złożyła się w takie ło!

sobota, 28 listopada 2015

Książka: Córka papieża, Dario Fo

Plotki. Ludzie mówią dużo, tyle samo dopowiadają. Każdy kolejny język dodaje słówko, zdanie, swoją opinię. Historia rośnie niczym perła w brzuchu małża, ziarenko piasku obtaczane coraz grubszą warstwą lśniącej masy, coraz ciekawsza, coraz okrąglejsza. 

Myślą, że mnie znają, że wszystko jest takie na jakie wygląda, na jakie ma wyglądać. Bo to wszystko gra pozorów, wieczny teatrzyk, bo z postępowania suflerów wnioskuję, że całość nie warta jest miana prawdziwej sztuki, a jedynie śmiesznego przedstawienia, fraszki, kabaretu. I ja tu gram, choć jestem jedynie pacynką, kukiełką kierowaną ręką ojca i brata. I wiatrem zmieniających się co chwila sympatii politycznych, sojuszy… spraw, które nie powinny mnie były nigdy dotyczyć, a od których zależy moje życie. Nieznośne.

Rację miał Alfons Aragoński wyznając mi kiedyś „wydaje mi się, że zrodziłaś się pośród wstrętnych ropuch, które gotowe są zabić każdego, kto staje im na przeszkodzie.” (str. 145) Tak też czynili. Alfonsa udusili, mnie sprzedali kolejnemu, o ironio znów Alfonsowi, jakby tylko chcieli podsycić moje nieszczęście, wspomnienie miłości, która rozkwitła niewinnie i tak brutalnie została zduszona.

Mój nowy małżonek pokochał mnie żarliwie i ja go również pokochałam, choć uczucie to poprzedziła wielka przyjaźń mojego przyszłego teścia. Sam Alfons d’Este z początku surowo sprzeciwiał się bowiem naszemu związkowi. Miał ponoć wykrzyczeć ojcu następujące słowa: „Wybacz, ale wystarczyło mi poznanie wykazu jej relacji seksualnych, żeby zdecydować, czy to kobieta, którą należy poślubić, czy z którą można najwyżej dla przyjemności spędzić noc!” (str. 167) Te słowa nie dotknęłyby mnie nawet wykrzyczane prosto w twarz. Ja wiem, to nie prawda, a winnam być w zgodzie tylko z samą sobą. Tylko z samą sobą żyję bowiem każdego dnia. Samotna. Niezłomna. Podejmuję wyzwania, omijam kłody rzucane mi pod nogi i wciąż umiem kochać, choć w innym pewnie serce zamarło by już dawno. Wciąż chcę kochać, wciąż mam nadzieję, że wichry namiętności moich bliskich przestaną rzucać mną po tej śmiesznej scenie. I nawet kiedy sprawiedliwość zrzuci ich w otchłań, ja stanę na wysokości zadania. Pomogę ludziom, którzy, wierzę w to, skrzywdzić mnie nie chcieli. Po prostu nie pomyśleli, że czuję. Jakoś o tym zapomnieli.

Lukrecja Borgia, córka kardynała Rodrigo Borgii, później mianowanego papieżem Aleksandrem VI, długo cieszyła się złą sławą. Inteligentna, piękna i uzdolniona, wychowywała się we Włoszech. Szybko stała się kartą przetargową w rękach swoich bliskich. Była też oskarżana o związki kazirodcze, zarówno ze swoim ojcem, jak i bratem. W rzeczywistości była przez nich wykorzystywana przy różnego rodzaju rozgrywkach politycznych. Nie ulega jednak wątpliwości, że w oczach ojca była kimś więcej, niż bezwolnym narzędziem. Dowodem jego ogromnego zaufania była decyzja o powierzeniu jej rządów w Watykanie na ponad miesiąc (str. 174). Lukrecja wywiązała się z zadanie nadzwyczaj dobrze, zdobywając jednocześnie przychylność i podziw. Równie sumiennie i sprawiedliwie wywiązywała się z rządów nad miastem Farrara, której księżną została poprzez trzecie małżeństwo z księciem d’Este. Jeśli wierzyć autorowi, nawet w najtrudniejszych chwilach była opanowana i dzielna, a jej wewnętrzny spokój i dobroć zyskiwały jej sprzymierzeńców – każdy, kto zetknął się z Lukrecją lub poznał ją bliżej, nie mógł dłużej wierzyć w krążące, o tej ciepłej i delikatnej kobiecie, historie.

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak, na którego stronie znajdziecie książkę


poniedziałek, 9 listopada 2015

sobota, 7 listopada 2015

Książka: Plaga samobójców. Program, Suzanne Young

Przed:

System miał nas chronić. Po to stworzono reguły i zasady, a na nich zbudowano stabilną fortecę Programu. Z początku funkcjonował on jako eksperyment, ale szybko okazał się jedynym lekarstwem na szerzącą się, wśród nastolatków, plagę samobójstw. Lekarstwem, a może jedynie plastrem, który odrywano wraz z przeszłością i wspomnieniami niedoszłych samobójców. Sama choroba nie zniknęła. Reagowano jedynie na jej objawy. W najgorszy możliwy dla nas sposób. Sama wciąż obwiniam się o śmierć brata. Gdyby nie James pewnie szybko bym do niego dołączyła. Ale on też nic nie zauważył. On też odczuwa tę straszną stratę. Niestety potem przyszły kolejne. I w końcu James też się załamał. Niedługo i ja się załamię... I tak zaczyna się ta historia.

Po:

Podobno chciałam popełnić samobójstwo. Nie pamiętam czemu. Nie wyobrażam sobie, co takiego mogłoby mnie pchnąć do takiego kroku. Ale niewiele pamiętam. Jestem szczęśliwa, jestem kochana. A może to tylko uczucia, jakie wstawiono w puste miejsce, które zostało po mnie, po tym wszystkim co miałam, a czego dziś już nie pamiętam. Podobno te wspomnienia mnie zatruwały. Ale wypełniająca mnie dziś pustka, poczucie braku i niedopasowania są chyba jeszcze gorsze. Udaję więc. Na szczęście, nie tylko ja…

Sloane i James to para zakochanych w sobie nastolatków. I pewnie ich życie przypominałoby życie wielu innych, gdyby nie tajemnicza Plaga, która zabrała już życie brata Sloane. Samobójstwa szerzą się jedynie wśród nastolatków i to właśnie oni zostają objęci szczególną uwagą. Codziennie sprawdzani w domu i w szkole przez Program, kolegów, a nawet własnych rodziców, wyciągani podczas lekcji ze szkolnych ławek, zabierani z domów, żyją w nieustannym strachu. Cel jest jasny:  wykrywać i izolować tych, którzy podejrzani są o zachorowanie. Chorzy natomiast zamykani są w specjalnych ośrodkach i poddawani wymazywaniu szkodliwych wspomnień. Szczęśliwych, plastikowych i pustych, Program odsyła do ich domów. Jak to możliwe, że ten system nie załamał się wcześniej?

Plaga samobójców to historia wpisująca się w te, traktujące o poddaniu kontroli wszystkich aspektów życia człowieka. Wydaje się, że wiele informacji ujawniamy dobrowolnie w mediach społecznościowych, na blogach, różnego rodzaju portalach, w umowach, newsletterach. Jednak element dobrowolności wydaje się tu być kluczowym, a człowiek obawia się systemu prewencji, posuniętego do granic absurdu, kontroli, zapobiegającej temu, co jeszcze się nie wydarzyło i być może nigdy nie wydarzy. Taki rodzaj ingerencji szybko staje się częścią procesu – wywołuje i potęguje strach i niepewność, a sami uczestnicy, zaczynają zauważać pewne nieścisłości, niespójności; zasadą staje się reguła, która sama w sobie, jest wyjątkiem od reguły, bo człowiek jest nieprzewidywalny, wyjątkowy i jedyny. I gdyby autorka bardziej skupiła się na podkręceniu tej atmosfery absurdu i zacieśniającej się pętli szaleństwa, książka wiele by zyskała. Tymczasem czytelnik ląduje wraz z główną bohaterką na terapii, która wkrótce pozbawi dziewczynę wszystkich wspomnień i co się okazuje? Że nastolatki myślą tylko o innych nastolatkach, o pocałunkach, trzymaniu się za rękę i może czasem jeszcze o jakimś mniej znaczącym zdarzeniu. Takie spłycenie psychiki nastolatka i wpychanie nam niekończącej się love story, sprawiło, że historia straciła na przekazie, troszkę zblakła i pod koniec nieco już nużyła.

Muszę jednak przyznać, że pomysł świetny, więc pomimo pewnych dłużyzn i powtórzeń z niecierpliwością czekam na część drugą.

Za możliwość wzięcia udziału w Book Tour dziękuję Wydawnictwu Feeria 


oraz Natalii z bloga Książkowe "kocha, nie kocha"

Wyzwanie POPSUGAR "A book by an author you've never read before"

czwartek, 5 listopada 2015

na bogato


Luxe Girl nr 4, Lovely, 8 ml, cena 7,79 zł

ocena:
Luxe Girl to najnowsza seria kosmetyków kolorowych marki Lovely, choć jeśli weźmiemy pod uwagę same lakiery, to nowości znajdziemy tu więcej. Linia Luxe Girl oferuje 6 kolorów utrzymanych w kobiecych i dość typowych odcieniach beżu, różu i czerwieni, ale o nieoczywistym wykończeniu. Lakiery posiadają delikatnie piaskową fakturę i migoczące drobinki, które jednak pozostają gdzieś na drugim planie, nadając całości ciekawą głębię i dodatkowy błysk, jednocześnie nie rzucając się w oczy.

Lakier łatwo się nakłada i szybko schnie. Dzięki fakturze, która ukryje wszystkie niedociągnięcia, nie wymaga dużej precyzji czy wprawy. Do pełnego krycia potrzebujemy standardowych dwóch warstw, za to podczas zmywania kosmetyk stawia lekki opór, ale z pewnością nie jest tak problematyczny jak typowe lakiery piaskowe czy brokaty.


No więc hit czy kit, zapytacie. A ja odpowiem, że po kolejne chyba nie sięgnę, ale próbę z numerem 4 przeżyłam i wspominam całkiem przyjemnie. Jeśli lubicie takie nudziaki albo lekko opalizujące wykończenie, ta seria będzie dla Was przyjemnym odświeżeniem klasyki :)