poniedziałek, 22 lutego 2016

sepia: poznajcie Alę

Sepia to czarnobrązowy barwnik otrzymywany z woreczka czernidłowego mątwy. W mowie potocznej często określamy tym terminem rysunki czy zdjęcia o dużo jaśniejszym czy też rudawym/czerwonawym odcieniu. To z kolei sangwina. 
Obie kredki przypominają bardziej zwartą pastel, ale trudniej je rozcierać. Ciekawie łączą się z kredą i węglem, mniej ciekawie ze sobą na wzajem. Ja dodałam do rysunku różową pastel.


sepia i sucha pastel

sobota, 20 lutego 2016

Książka: Pozostawieni, Tom Perrotta vs Przywróceni, Jason Mott


Dziś recenzja nietypowa, bo podwójna. Nie będę się tez skupiać na samej fabule, bo tę doskonale ujmują przytoczone poniżej notki wydawnicze z obu książek:

Pozostawieni, Tom Perrotta:

Co się stanie, gdy nagle znikną tysiące ludzi? Znikną tak po prostu, nie wydarzy się katastrofa, nie będzie żadnego wypadku ani mordercy-szaleńca? Jak poradzą sobie z tym ci, którzy pozostali?
Trzy lata po tajemniczym zniknięciu dwóch procent ludzkości, mieszkańcy Mapleton muszą odnaleźć się w świecie pogrążonym w żałobie. Pogodzić się z utratą ukochanych, sąsiadów, przyjaciół. Nowy burmistrz, Kevin Garvey próbuje tchnąć w nich ducha walki i nową nadzieję, choć również jego własna rodzina rozpadła w wyniku tragicznych zdarzeń. Jego żona złożyła śluby milczenia i dołączyła do sekty religijnych fanatyków, syn rzucił studia i podążył za samozwańczym prorokiem, a córka w niczym już nie przypomina dawnej pilnej uczennicy.


Przywróceni, Jason Mott:

Na całym świecie ci, których kiedyś kochano, a którzy odeszli na zawsze, w niepojęty sposób powracają na ziemię. Nie mają żadnych nadprzyrodzonych zdolności. Są w wieku, w którym umarli, podczas gdy ich bliscy zdążyli się zestarzeć lub ułożyć sobie życie z kimś innym. Przywróceni pragną tylko jednego – odzyskać dawne życie. To, które odebrała im śmierć.
Żyjący różnie reagują na ich powrót: jedni witają ich z otwartymi ramionami, inni są nieufni, jeszcze inni zrobią wszystko, by się ich pozbyć. Przywróconych zaczyna przybywać. Wszyscy zastanawiają się, ilu jeszcze może wrócić. Świat stopniowo zaczyna ogarniać niepokój, stawiając każdego przed koniecznością dokonywania trudnych wyborów.
Nikt nie wie, jak to możliwe, ani dlaczego tak się dzieje.
Nikt też nie potrafi powiedzieć, czy to cud, czy zapowiedź końca.

A więc jeszcze raz: skąd pomysł na takie porównanie? Bo mam wrażenie, że obie pozycje stoją na przeciwległych końcach tej samej huśtawki, którą w ruch wprawiają podobne uczucia, motywy i postawy. Która wywołuje podobne mechanizmy obronne.

Na początku mamy jedynie dwie sytuacje: po pierwsze powrót osób, które zabrała śmierć. Śmierć w wypadkach, naturalna, oczekiwana i ta tragiczna, przedwczesna. Po drugie mamy masowe zniknięcie, coś, co przez wielu uważane jest za najgorsze z możliwych rozwiązań, coś nieokreślonego, niepewnego, niedomkniętego, tym samym niepozwalającego na pójście o krok dalej, swojego rodzaju hamulec. Mamy też konsekwencje, czyli powrót zmarłych osób i brak konsekwencji, niewyjaśnione, nieodwołalne zniknięcie. Dwie różne sytuacje, a jednak wywołujące tak podobne reakcje. Czemu? Bo obie niewyjaśnione… Ludzki umysł nie lubi zagadek i luk, brakujące klocki za wszelką cenę uzupełnia choćby interwencją sił wyższych. Czemu? Żeby się oswoić, żeby się nie bać, bo to co wyjaśnione jest przewidywalne, a na to co da się przewidzieć można się przecież przygotować. Znamienny jest więc fakt, że w obu książkach pojawia się silny wątek religijny. I nie są to koniecznie tendencje już istniejące, ale również ich odłamy, dziwne karykatury i całkiem nowe twory, opierające się na konkretnych przesłankach, a nawet na samym oporze i sprzeciwianiu się tej Wyższej Nieokreślonej Sile Sprawczej.

Ciekawe jest też zjawisko wzrastającej nieufności i wykluczenia. W sytuacjach zagrożenia instynktownie poszukujemy wsparcia grup, z którymi coś nas łączy - przekonania, doświadczenia lub właśnie wiara. Ci, którzy nie pasują, którzy się wyróżniają, sprzeciwiają ogólnej panice lub wręcz przeciwnie, zupełnie się w niej zatapiają, zostają wykluczeni. Skrajności, które na co dzień stanowią swojego rodzaju urozmaicenie, automatycznie klasyfikowane są jako dodatkowe źródło zagrożenia. Człowiek staje się na powrót zwierzęciem, przerażonym, ufającym grupie, czasem wręcz bezkrytycznie - przestymulowana jednostka zamyka się w sobie i zapętla, szuka i czasem w tych poszukiwaniach błądzi…

Skąd więc pomysł na porównanie? Autorzy obu książek stawiają na drodze ludzkości pewien problem, problem praktycznie nierozwiązywalny, a następnie podają rozwiązanie. Brzmi ono „Radźcie sobie”. Tyle. Obie pozycje to po prostu znakomite studium ludzkich zachowań, psychologii grupy i indywidualnych rozwiązań. I choć same w sobie są dość ciekawe, to w duecie tworzą pewnego rodzaju całość, spojrzenie z dwóch stron, ciekawe, intrygujące i z pewnością zmuszające do refleksji.

foto net

czwartek, 4 lutego 2016

Książka: Ziarno prawdy, Zygmunt Miłoszewski

W każdej legendzie jest ziarenko prawdy. Niczym ziarenko pieprzu, dodaje ono całości pikanterii. Podkręca akcję. Takie ziarenko prawdy, wspomnienie rzeczywistości, sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, zadajemy sobie pytanie: A może? Bo może ta, właśnie ta historia, jest prawdziwa? Może jest...

Poranek jak to poranek. Poranki ogólnie nie są zjawiskiem pożądanym, więc taki nieprzyjemny incydent porankowy, okraszony zwłokami, plasuje się już zupełnie poza skalą mierzalności dna. O ile dno da się zmierzyć. Zapewne każdy, kto na owym dnie się znajduje sądzi, że jego jest najgłębsze. No! Z pewnością nie tak głębokie jak to, na którym osiadł Teodor Szacki. Słynny prokurator z Warszawy. Przepraszam, z "warszawki", bo na tej prowincji, to oczywiście nie odróżniają jednego od drugiego i każdy jest dla nich z "warszawki". Myślą, że za karę tu siedzi. Za karę, to on sobie sam to miasto wybrał. Wiosną było tu pięknie. Zakochał się. Sądził że ułoży tu sobie życie na nowo, że wplecie jakoś swoją postać w bajkową panoramę Sandomierza. No i wplótł, ale nie do końca tak, jak sobie to wymyślił.
No cóż. Okolica nie obfitowała w ciekawe sprawy, choć oczywiście kwestią dyskusyjną pozostaje, co dla kogo jest ciekawe. Dla niego już niewiele. Ale ta sprawa go zaintrygowała. Z początku również dość mocno irytowała, ale przez cały czas coś mu tu nie pasowało, coś nie grało. Jakaś fałszywa nutka, którą zignorował porwany dalszą, bezbłędną grą muzyka. Coś co niczym ziarenko prawdy powracało wciąż przypadkowo przegryzane.

Być może to błąd czytać książkę po obejrzeniu jej adaptacji, szczególnie tak wiernej, ale tak się właśnie stało. W moim odczuciu dodało to fabule jakiegoś namacalnego wymiaru, jakiejś iskry realności i choć zazwyczaj książka zdecydowanie wygrywa z większością kinematograficznych wyczynów, to przyznam, że w przypadku Ziarna prawdy, przemawiają do mnie obie jej formy. Co więcej, już po tej jednej pozycji jestem w stanie wpisać się na listę fanów Zygmunta Miłoszewskiego i z chęcią nadrobię moje braki czytelnicze, jeśli chodzi o twórczość tego właśnie autora.

To co pozytywnie mnie zaskoczyło, to fakt, że nie jest to pozycja ugrzeczniona, ale jednocześnie nie jest wulgarna jak wiele innych kryminałów. W książce nie brak przekleństw czy opisów zbrodni, ale to wszystko jakoś tu pasuje. Wypowiedzi bohaterów, to co się między nimi dzieje jest naturalne i całość nie razi naciąganą historyjką policyjną i przestylizowanym językiem. Ciekawym zabiegiem jest też mylenie czytelnika, bo oczywiście najlepszy kryminał to taki, którego nie jesteśmy w stanie rozwiązać po 5 stronach i to czytanych niezbyt uważnie. Zazwyczaj czytelnik po prostu zbiera fakty wraz z prowadzącym go po miejscach zbrodni bohaterem, by na koniec wspólnie z nim rozwiązać zagadkę. Tu zagadka jest już dawno rozwiązana, tylko nikt o tym nie wie. Sama otoczka żydowskich wierzeń i tradycji – potrawa, w której musimy odnaleźć nasze ziarenko pieprzu – również sprawia, że książkę czyta się z prawdziwym zaciekawieniem. Tu rzeczywiście historia przeplata się z teraźniejszością, a autor zwraca uwagę na wiele ciekawych aspektów społecznych: poczucie tożsamości narodowej, antysemityzm, skrzętnie ukrywane uprzedzenia, jedynie czekające na chwilę, kiedy zdezorientowany właściciel spuści je ze smyczy.

Ziarno prawdy warto przeczytać i warto obejrzeć.

foto net